Najważniejsze osoby w państwie otrzymały informacje o gigantycznym zagrożeniu w związku z dywersją na linii kolejowej Warszawa-Lublin dopiero po 2 godzinach od zdarzenia w Życzynie i pod Puławami. Potwierdziliśmy to oficjalnie, rozmawiając z dyżurnym Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
"Rozmawiałam z wieloma osobami, przedstawicielami służb. Wszyscy nabrali wody w usta. Przedstawiciele kolei mieli wręcz zakaz informowania o czymkolwiek. To samo jest dla mnie niepokojące, że nie można informować na bieżąco" - mówiła na antenie Republiki Iwona Kurowska, starosta garwolińska.