To, co dzieje się w ostatnim czasie na granicy polsko-niemieckiej, budzi niepokój społeczny. Jednocześnie - od kilku lat, na granicy polsko-białoruskiej trwa wojna hybrydowa, w ramach której nielegalni migranci przywożeni przez tamtejszy reżim, napierają na zaporę, atakują polskich funkcjonariuszy Straży Granicznej i próbują przedzierać się na terytorium naszego kraju.
Choć na granicy Polski z Niemcami od 7 lipca rząd Donalda Tuska wprowadził kontrole, działania te w dużej mierze zdają się na nic. Członkowie Ruchu Obrony Granic, czyli inicjatywy społecznej, wciąż informują o kolejnych przypadkach przekazywania stronie polskiej nielegalnych migrantów przez niemieckie służby.
Jednocześnie z wielu przeprowadzonych ostatnio badań wynika, że Polacy zwyczajnie boją się zalewu naszego kraju nielegalnymi migrantami, bo nie chcą, by Polska zamieniła się w kraje Europy Zachodniej, gdzie dochodzi do coraz większej liczby przestępstw z udziałem cudzoziemców.
Polacy protestują, rządzący atakują
Wczoraj w kilkudziesięciu polskich miejscowościach odbyły się antymigracyjne manifestacje. Polacy wprost wyrazili swój sprzeciw wobec ściągania do naszego kraju migrantów oraz wobec polityki prowadzonej w tym zakresie przez rząd Donalda Tuska.
Dlatego dziś od rana w mediach społecznościowych politycy koalicji 13 grudnia uderzają w protestujących, stosując co i rusz to bardziej kuriozalne "argumenty".
Giertych kontra obrońcy granic
Jednym z takich polityków jest Roman Giertych. Skoro nie udało się udowodnić nakręcanej przez niego teorii o "sfałszowanych" wyborach prezydenckich, to polityk widocznie uznał, że pora wziąć się za kolejny drażliwy w Polsce temat.
Realny problem złej polityki migracyjnej Europy stanowi obecnie paliwo napędowe całej populistycznej prawicy. Polska do czasów rządów PiS szczęśliwie uniknęła masowej imigracji z krajów, z których ludność się źle integruje. Niestety w drugiej kadencji PiS postanowił pościągać do Polski migrantów, aby stanowili paliwo dla ich propagandy. Wydano kilkaset tysięcy wiz dla ludzi z muzułmańskich, biednych krajów Bliskiego Wschodu, północnej Afryki i dalekiej Azji. Dzisiaj ci ludzie, zawracani w ramach umów readmisyjnych z Niemiec, służą jako uzasadnienie dla organizowania wieców antymigranckich. Na wiecach tych PiS i Konfederacja prześcigają się w nienawiści do migrantów, a niektórzy posłowie stawiają ksenofobię za przykład pożądanej postawy społecznej. Musimy tę nienawiść przerwać poprzez przedstawienie klarownych założeń polityki migracyjnej
– pisze na wstępie wpisu, który zatytułował "Migracja. Piątka Romana". Oczywiście, już w pierwszych zdaniach uderza w opozycję.
Dalej - uderza w obrońców granic, chociażby w ramach Ruchu Obrony Granic. "Po pierwsze Polska jest krajem, gdzie każdy ma prawo czuć się bezpieczny. Zarówno Polak jak i obcokrajowiec ma prawo do opieki Państwa, a jakakolwiek przemoc wobec człowieka jest złem. Jedynie Państwo ma monopol na przemoc. Bojówki domorosłych obrońców granic są nielegalne" - czytamy.
I choć w połowie wpisu Giertych pisze o "prawie Polski do kształtowania własnej polityki migracyjnej" czy "porzuceniu europejskiej mowy poprawności", w kolejnej części wpisu znów powtarza to, co czytaliśmy na początku.
Używanie języka nienawiści, szczucie, wyzwiska (jak podczas ostatnich manifestacji na „Murzynów”) powinny być karane bezwzględnie przez Państwo. Tchórzliwość prokuratorów nie może być tutaj przeszkodą. Jesteśmy krajem z którego miliony kiedyś wyemigrowały i chociażby przez szacunek dla nich winniśmy ścigać szerzenie histerii antyimigranckiej
– twierdzi polityk PO. I tak jak rzecznik rządu, Adam Szłapka, wspomina o... prokuraturze.