W Koalicji Obywatelskiej od miesięcy powraca dyskusja o formule startu w kolejnych wyborach parlamentarnych. Zwolennicy wspólnej listy argumentują, że połączenie sił KO, PSL, Polski 2050 i Nowej Lewicy mogłoby zmaksymalizować wynik obozu rządzącego i zwiększyć jego szanse na utrzymanie większości w Sejmie.
Taki scenariusz był rozważany już przed wyborami parlamentarnymi w 2023 roku. Wówczas Donald Tusk przekonywał, że wspólny start całej ówczesnej opozycji zwiększyłby szanse na pokonanie PiS. Ostatecznie ugrupowania zdecydowały się jednak na trzy osobne bloki: Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę oraz Nową Lewicę. Łącznie zdobyły one 53,71 proc. głosów i 248 mandatów, co pozwoliło im utworzyć rząd.
Wynik ten pokazuje, że nawet zjednoczenie całego obecnego obozu władzy nie oznaczałoby dla Donalda Tuska łatwej drogi do kolejnej kadencji. Poparcie deklarowane dla wspólnej listy jest wyraźnie niższe niż łączny wynik ugrupowań obecnej koalicji w wyborach z 2023 roku.
Od ponad 53 proc. w 2023 roku do niespełna 40 proc. dziś
Jak przypominamy: w wyborach z 15 października 2023 roku Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Nowa Lewica zdobyły łącznie 53,71 proc. głosów. Przełożyło się to na większość w Sejmie i możliwość stworzenia rządu.
Dzisiejsze wyniki sondażu wskazują jednak, że powtórzenie tego sukcesu może być dla obecnej koalicji bardzo trudne. Nawet wariant maksymalnej mobilizacji, czyli wspólnej listy wszystkich ugrupowań tworzących obecny rząd, nie gwarantowałby uzyskania poparcia pozwalającego spokojnie myśleć o kolejnej kadencji.