Sprawa dotyczy oficera, którego służba w SWW trwała blisko dekadę. Na etapie postępowania kwalifikacyjnego przy przyjmowaniu go do służby odstąpiono od badania psychologicznego mającego stwierdzić predyspozycje do jej pełnienia. Była to w pełni legalna decyzja ówczesnego szefa służby, do której miał prawo zgodnie z obowiązującymi wówczas przepisami.
Zemsta i "anonimowy psycholog"
Sytuacja zmieniła się diametralnie po zmianach na czele SWW po 2023 roku. Funkcjonariusz otrzymał rozkaz skierowania na badania psychologiczne.
W efekcie powstał dokument nazwany "opinią psychologiczną", w którym stwierdzono istnienie przeciwwskazań do pełnienia służby. Na tej podstawie wydano rozkaz o zwolnieniu oficera. Po odwołaniu szef SWW (jako II instancja) podtrzymał decyzję.
Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który uznał skargę zwolnionego za zasadną. Sąd orzekł, że choć poddanie weryfikacji psychologicznej mogło być zasadne, to sam dokument będący podstawą wyrzucenia ze służby był całkowicie niewiarygodny.
Sąd w uzasadnieniu stwierdził wprost:
Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał, że został pozbawiony możliwości weryfikacji kluczowego dowodu. Nie dało się ustalić, czy autorem "opinii" była osoba uprawniona, a co za tym idzie, czy istniała podstawa faktyczna do wydania zaskarżonego rozstrzygnięcia. Sąd uznał za niedopuszczalne oparcie decyzji na dokumencie sporządzonym przez zanonimizowaną osobę, co doprowadziło do rażącego naruszenia prawa.
SWW przyznaje się do inwigilacji własnego człowieka
Służba Wywiadu Wojskowego nie dała za wygraną i wniosła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Tłumacząc swoje działania, SWW wskazała, że rzekomy psycholog był osobą niebędącą funkcjonariuszem, ale udzielającą niejawnej pomocy służbie. Oznacza to jednoznacznie, że wobec czynnego funkcjonariusza prowadzona była inwigilacja przez jego własną formację.
Zwolniony oficer w swojej skardze kasacyjnej (która również trafiła do sądu) trafnie wypunktował te absurdalne tłumaczenia:
Miażdżący wyrok NSA
Naczelny Sąd Administracyjny po zweryfikowaniu zarzutów nie zostawił na działaniach SWW suchej nitki. Sąd przypomniał fundamentalne zasady:
Po pierwsze, badania predyspozycji psychologicznych w trakcie trwania służby są dobrowolne i wymagają zgody funkcjonariusza (której w dokumentach brakowało).
Po drugie, SWW może prowadzić działania operacyjno-rozpoznawcze jedynie poza granicami Polski. Działania w kraju są dopuszczalne wyłącznie za zgodą Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW) lub Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW). SWW nie wykazała w żaden sposób, by rzekome badanie miało jakikolwiek związek z zadaniami poza granicami państwa.
Co więcej, NSA zwrócił uwagę na skandaliczny fakt przekazania danych identyfikujących funkcjonariusza służby osobie spoza tej służby.
Eksperci i poszkodowany nie kryją oburzenia
O komentarz do sprawy poprosiliśmy byłego funkcjonariusza Służby Kontrwywiadu Wojskowego, płk. Mariusza Kozłowskiego.
"Nigdy nikt w SWW i SKW nie podważał decyzji Szefów o przyjęciu kogokolwiek do służby" – podkreślił na wstępie oficer. Dodał również:
To jest straszne, że ktoś został potraktowany jako "niezdolny" i próbowano mu tę "niezdolność" udowodnić.
Pytany o zanonimizowanego psychologa również zwrócił uwagę na ujawnienie mu danych funkcjonariusza.
Nie ma takiej możliwości, że źródło wywiadu poznaje dane funkcjonariuszy tej służby - i bez znaczenia pozostaje tu fakt, czy pracuje ono operacyjnie, czy nie. Źródła SWW są używane do pracy operacyjnej i dlatego są werbowane
- dodał. Podkreślił, że całą odpowiedzialność za tę sytuację ponosi kierownictwo formacji.
Redakcji udało się również skontaktować z samym poszkodowanym funkcjonariuszem.
"Wyrok uważam za kompromitujący dla organu [SWW-red.] i panującej w nim kultury prawnej. Uważam, że głównym powodem podjęcia tak nieracjonalnych działań była zemsta na mnie, dokonana z bardzo niskich pobudek osobistych. Orzeczenie ma daleko idące konsekwencje. Ciąg dalszy nastąpi"
– przekazał wydalony oficer.
Jak wynika z informacji redakcji, odpowiednie zawiadomienia w tej bulwersującej sprawie mają w najbliższym czasie trafić do prokuratury.