W programie W Punkt Katarzyny Gójskiej - Zbigniew Ziobro ocenił, że ekipa Donalda Tuska chciała, aby schwytanie go stało się wielkim sukcesem koalicji 13 grudnia. Chodziło m.in. o pokazanie przywiezienia do Polski byłego ministra sprawiedliwości w kajdankach, ale akcja "okazała się być wielką lipą".
"Napaść na dziennikarzy"
Nie wiedzieli, że istnieje coś takiego jak paszport wydawany według konwencji genewskiej. Ten paszport pozwalał mi podróżować po całym świecie, nie wyłączając też Stanów Zjednoczonych
– powiedział Ziobro.
Jak ocenił, obecny rząd musiał w jakiś sposób przykryć swój blamaż.
Nie mają Ziobry, to chcą zaatakować redaktora Sakiewicza. Sprawa jest prozaiczna. To jest obraz bezradności, bezsilności tej władzy, która chce nie po raz pierwszy kierować swoją napaść i ostrza agresji wobec dziennikarzy, wobec mediów
– ocenił były minister sprawiedliwości.
Przypomniał, że nie wszyscy wiedzą, iż Telewizja Republika kilkukrotnie w ciągu ostatniego roku składała mu propozycje, aby został komentatorem "tego wspaniałego, największego konserwatywnego medium nie tylko w Polsce, ale w Europie".
Ziobro podkreślił, że nie zdecydował się na to z różnych przyczyn, będąc w Budapeszcie, ale decydując się na podróż do USA, uznał, iż jest to nowa sytuacja, a Republika ma ogromny odbiór i siłę oddziaływania na Polonię amerykańską. Dodał, że to jeden z jego głównych celów zaangażowania politycznego na terenie Stanów Zjednoczonych.
Uznałem, że łączenie tych dwóch ról jest zasadne i przyjąłem propozycję. Czy to zbrodnia? Być może tak dla Tuska, dla Żurka, dla tej całej ferajny ludzi, którzy nie wiedzieli nawet, że istnieje paszport według Konwencji genewskiej
– mówił były minister.
Zbigniew Ziobro ocenił, że dla tych środowisk zbrodnią jest również samo istnienie Telewizji Republika.