Skrzyżowanie ulicy kata z ulicą ofiary
Jest kraj, który nie podjął dekomunizacji i realizuje postulat, jaki u nas głosiły niektóre postpezetpeerowskie środowiska lat 90.: „Nie burzmy pomników, budujmy nowe”.
Jest kraj, który nie podjął dekomunizacji i realizuje postulat, jaki u nas głosiły niektóre postpezetpeerowskie środowiska lat 90.: „Nie burzmy pomników, budujmy nowe”.
„Zamiast obchodzenia w klasie świąt religijnych – zajęcia integracyjne lub twórcze zorganizowane wokół tematyki zimy i Nowego Roku”. „Świąteczne dekorowanie szkoły i klasy – z umiarem, bez wyraźnie religijnych motywów (np. mniej kontrowersji może budzić choinka niż szopka […]); a najbezpieczniej – neutralnie (np. płatkami śniegu, watą, szyszkami, lampkami, gałązkami drzew iglastych, zimowymi scenkami z bajek itp.)”. Taki „poradnik” – autorstwa psycholożki Magdaleny Goetz – znajdujemy w „Głosie Nauczycielskim”, organie prasowym Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Tak mógłby westchnąć Lech Wałęsa, który w ostatnich tygodniach nie ma szczęścia. Przegrywa proces z Jarosławem Kaczyńskim. Na pogrzeb George’a H.W. Busha leci w koszulce, z której zapamiętany zostanie napis „OTUA”. Teraz z kolei jak grom z jasnego nieba spadła na Wałęsę informacja o nowych dokumentach z archiwum Czesława Kiszczaka, które sprzedała do USA żona byłego szefa MSW.
Nie lubię upraszczać ocen moralnych ani wrzucać wszystkich do jednego worka. Uważam, że nawet najgorszy zbrodniarz może się nawrócić i prawa do tego nie wolno mu odbierać. Kiedy jednak ktoś uparcie tkwi w złu, to po prostu jest zły, bo tak chce – to jego wybór.
Wczoraj minęła smutna 37. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Właśnie teraz wybuchła afera związana z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, który podtrzymał wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o uchyleniu ponad 40 zarządzeń wojewody zmieniających nazwy ulic w stolicy w związku z ustawą dekomunizacyjną.
Trwające w Sejmie prace nad zmianami w prawie o ruchu drogowym budzą bardzo wiele emocji. Nowe przepisy mają poważnie uderzyć w małe przedsiębiorstwa zajmujące się m.in. kontrolą pojazdów.
Przemówienie Emmanuela Macrona było oczekiwane, i to od dawna. Z góry nazwano je najważniejszym wystąpieniem kadencji, a nawet mową decydującą o jego prezydenturze. Orędzie poprzedziło spotkanie z politykami, samorządowcami i związkowcami. Dziennikarze przez cały dzień spekulowali na temat możliwych niespodzianek.
Szykują się nam przełomowe wybory w historii. I nie chodzi o to, czy wybierzemy jedną czy drugą opcję. Władza się bowiem zmienia i jest to rzecz najnormalniejsza w demokracji. Problem jest taki, że politycy dzisiejszej opozycji robią wszystko, aby nie był to wybór racjonalny, lecz raczej podyktowany odpowiedzią na pytanie: kogo bardziej nienawidzisz? W obozie antypisu już nawet nikt nie udaje, że chodzi o jakieś zmiany w Polsce i realizację programu, a tym bardziej o jakąkolwiek ideę.
Nieznane dotychczas dokumenty Czesława Kiszczaka, o których wczoraj się dowiedzieliśmy, to zapewne nie ostatnie, które dotyczą byłego prezydenta i komunistycznego generała. W znajdujących się w Hoover Institution Library & Archives w Stanford archiwaliach znalazł się m.in. datowany na 31 maja 1993 r. list Kiszczaka do ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsy.
W Polsce jest tradycja pokojowego reformowania niewydolnego systemu i obalania rozrywającej kraj oligarchii będącej na usługach obcych dworów (Konstytucja 3 maja), dla Francji zaś właściwa jest tradycja rewolucyjnej zmiany systemu. Emmanuel Macron jest emanacją mainstreamu, który chciał, „by było tak, jak było”.
Przed kolejną rocznicą wprowadzenia w Polsce stanu wojennego zwracam się do Pana Prezydenta - w imieniu Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie - z ponowną prośbą o pozbawienie stopnia wojskowego generała Wojciecha Jaruzelskiego.
Gdy znany był już wynik referendum ws. brexitu, Marine Le Pen stwierdziła, że to wydarzenie na miarę upadku muru berlińskiego. Za Brytyjczykami miały podążyć inne kraje domagające się większej narodowej suwerenności. Po dwóch latach trudno przyznać jej rację. Eurokraci w rodzaju szefa Komisji Europejskiej wydają się być wyjątkowo zadowoleni, bo udało im się upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Ubiegłotygodniowy wyrok jest oczywistym sukcesem Jarosława Kaczyńskiego. To także ogromny policzek dla Lecha Wałęsy, któremu przyznawanie się do błędów nie przychodzi łatwo, przepraszanie – tym bardziej. Niemniej w warstwie prawnej to nie jest dobre orzeczenie.
Trzeba trwałych, a nie tylko historycznych podstaw funkcjonowania partii. PiS musi iść w kierunku konserwatywnej chadecji albo republikanów z „ludzką twarzą”.
Nokaut, rewolucja – to za słabe słowa, by określić to, co stało się w tym roku w Armenii. Wyniesiony na tymczasowego premiera w wiosennych protestach ulicznych Nikol Paszinian i jego ugrupowanie zdobyły aż 70 proc. głosów w przedterminowych wyborach parlamentarnych. Do parlamentu weszły jeszcze tylko dwa ugrupowania, przy czym nie dostała się rządząca od ponad 20 lat Partia Republikańska.
Wiem. Są inne poważniejsze problemy. Zdaję sobie sprawę, że trzeba walczyć o życie dzieci nienarodzonych, i znam trudną sytuację osób starszych, które nie mają łatwo w naszej polskiej rzeczywistości. Mimo wszystko jednak napiszę ten tekst, bo uważam, że nie powinno się robić rzeczy okrutnych i bezsensownych tylko dlatego, że wynikają z wątpliwych tradycji. Dlatego wnioskuję do Państwa, aby nie kupować pływających w sklepach karpi.
By kłamstwo było skuteczne i choć część najsłabszych umysłowo mogła uwierzyć, że coś jest na rzeczy, blaga musi być monstrualna, by samym rozmiarem zasiać wątpliwości co do stanu faktycznego. Powinna zostać także podana w opakowaniu sprawiającym wrażenie olimpu naukowych rozważań. Zeznania ministra-magistra Rostowskiego ocenić należy jako majstersztyk propagandy!
Nie wierzę w to, żeby ponownie mający większość w kolejnej kadencji Rady Miasta Stołecznego Warszawy członkowie Platformy Obywatelskiej naprawdę uważali, że w stolicy niepodległej Polski powinna być nadal aleja Armii Ludowej, a nie zasługują na bycie patronami ulic Rodzina Ulmów, Danuta Siedzikówna-„Inka”, Zbigniew Herbert, czy Komitet Obrony Robotników. Gdyby tak naprawdę myśleli, daliby fatalne świadectwo swojemu wykształceniu historycznemu.