Zapewne dlatego właśnie zapanowała wielka radość wśród tych, którzy stan wojenny wprowadzali, i tych, którzy ze zdrajcami narodu przez te wszystkie lata współpracowali. Z podniesioną głową, całymi rodzinami, śmiejąc się nam w twarz, będą chodzić po ulicach, których nazwy upamiętniają ich komunistycznych idoli, czy np. po al. Armii Ludowej. Oni wiedzą, że wygrywają, że nikt im nic nie zrobi. Bo ich synowie i wnuki na ważnych stanowiskach dopilnują, żeby włos im z głowy nie spadł. Wiedzą, że są pod ochroną, Przykładem na to jest informacja o sprzedaży Amerykanom ważnych papierów przez żonę Kiszczaka tuż po wizycie w domu Kiszczaków prokuratorów z IPN, którzy nie dokonali przeszukania, lecz jedynie wezwali Marię Kiszczak do dobrowolnego wydania dokumentów. Rosjanom nie sprzedała, bo ci te dokumenty już od dawna mają.
Rechot komuny
Wczoraj minęła smutna 37. rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Właśnie teraz wybuchła afera związana z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, który podtrzymał wyroki Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie o uchyleniu ponad 40 zarządzeń wojewody zmieniających nazwy ulic w stolicy w związku z ustawą dekomunizacyjną.