Wojna o studnię
Była końcówka września 2007 r., gdy pewnego dnia zwyczajowo wstałem rano i postanowiłem wyjść z namiotu, aby zapalić papierosa oraz siorbnąć kilka łyków gorącej kawy. W afgańskich górach panował już chłód i wszędzie czuło się nadciągającą zimę. Przebywałem w Bazie Ogniowej Kushamond od kilkunastu tygodni i, paradoksalnie, owo dzikie miejsce stało się mi bliskie. Wschodzące słońce oświetlało wieże wartownicze i wykonany z potężnych koszy wypełnionych ziemią płot otaczający obozowisko szczelnym pierścieniem, zwieńczony zwojami drutu ostrzowego typu concertina. Takiej zapory nie był w stanie sforsować nawet buldożer, a mieszane, polsko-amerykańskie posterunki czujnie strzegły bezpieczeństwa bytujących wewnątrz ogrodzenia pododdziałów.