Euro-moloch
Konstruowany dziś na modłę niemiecką (z czynnym współsprawstwem Francji) moloch jest zaprzeczeniem wszystkiego, co dało Europie rozwój, potęgę i dobrobyt.
Konstruowany dziś na modłę niemiecką (z czynnym współsprawstwem Francji) moloch jest zaprzeczeniem wszystkiego, co dało Europie rozwój, potęgę i dobrobyt.
Manfred Weber jednak w końcu jakiś szczyt osiągnął. Jest to co prawda szczyt hipokryzji, ale lepszy rydz niż nic.
Gdy w latach 1939–1948 w Niemczech trwało racjonowanie żywności, cukier, mięso, papierosy przydzielano na kartki, tylko jeden obywatel – a raczej obywatelka – nie miał do tego prawa. Urzędowe uzasadnienie brzmiało, że ich nie potrzebuje, bo nic nie je ani nie pije. Przysługiwał jej natomiast przydział dodatkowej porcji mydła, gdyż zachodziła konieczność cotygodniowego prania bielizny poplamionej krwią. Należała ona do mieszkanki małej niemieckiej wioski na terenie tzw. Lasu Czeskiego w Bawarii.
Tolerancja tzw.: wolnych mediów, elit III RP, postępowych środowisk i ich autorytetów – jest coraz wyraźniejsza. Tym razem prawdziwy jej popis dał niejaki klaun Skiba, który, na kabaretowej scenie, uznał za stosowne życzyć Kaczyńskiemu śmierci.
Ambasadorowie państw UE wyrazili zgodę na procedowanie paktu migracyjnego. Oznacza to, że teraz kształt katastrofalnego dla Europy bubla będzie negocjowany w Parlamencie Europejskim. Sprzeciw Polski i Węgier nie wystarczył, by oddalić widmo powtórki sprzed ośmiu lat.
Ponad 10 lat temu przez świat przetoczyła się antyestablishmentowa rebelia, z której zostało zaskakująco mało – nadużywanie masek Guta Fewkesa, fajny kawałek amerykańskiego zespołu Ministry – „99%”, wspomnienie o Ryszardzie Kaliszu na marszu oburzonych, i to tyle.
Tak jak można było przewidywać, Marsz Miliona Serc był marszem donikąd. Donaldowi Tuskowi nie udało się zwerbalizować żadnego pozytywnego punktu programowego. Organizatorom marszu pozostała więc kłótnia o liczby i głupie upieranie się przy milionie uczestników.
Niemcy odzyskują wpływy w Europie Środkowo-Wschodniej. Robią to jednak mniej jak Prusy, a nieco bardziej jak Austro-Węgry. Podobnie jak w przypadku Habsburgów niemiecki pomysł na region zaczyna się opierać na umiejętnym rozgrywaniu przeciw sobie małych nacjonalizmów, rozbijaniu koalicji oraz dyskretnym, ale stanowczym wyznaczaniu ogólnych kierunków geopolitycznych.
Armenia odcina się od Rosji. Świadczą o tym nie tylko słowa tamtejszych władz o olbrzymim błędzie w kontekście bliskich relacji z Kremlem, ale przede wszystkim czyny. Mowa m.in. o wspólnych manewrach wojskowych z USA, przeprowadzonych we wrześniu na armeńskiej ziemi.
Wobec coraz większego deficytu zmobilizowanych Rosja zaczęła aktywnie werbować Kubańczyków na najemników w inwazji na Ukrainę. To nie jest nowe zjawisko, bo w czasach zimnej wojny kazała reżimowi Castro wysłać kubańskich żołnierzy na wojnę domową w Angoli, by ginęli za sprawę moskiewskiego komunizmu.
Obecnie polski rynek budowlany przeżywa problemy. Może nie jesteśmy jeszcze w dramatycznym kryzysie, ale mamy mnóstwo przesłanek, że sytuacja nie jest dobra.
Ostatnio moda na laleczki wręcz kwitnie. W kinach bryluje „Barbie”. Złośliwe memy przedstawiają Szymona Hołownię jako laleczkę Chucky – niesprawiedliwie, bo krwiożerczości w nim tyle, co i myśli politycznej. Niektóre zaś panie mimo niezbyt młodzieńczego wieku bawią się zgoła innymi niż małe dziewczynki lalkami.
Właśnie minęła 79. rocznica zakończenia Powstania Warszawskiego. Właśnie tak: zakończenia, a nie „kapitulacji”, jak z maniakalnym uporem forują to różne media – niektóre pewnie nie ze złej woli, lecz z bezmyślności.
Europarlament ma dyskutować nad losami paktu migracyjnego, a te wydają się w dużym stopniu przesądzone. Choć według znawców tematyki według traktatów nie jest to kwestia podlegająca pod szczebel unijny, to można założyć, że nikt nie będzie specjalnie zwracał uwagi na zapisy i ustalenia.
O filmie Holland napisano już dziesiątki artykułów. Zważywszy na to, jak obrzydliwe jest to dzieło, przy okazji (co zaskakujące, bo sprawności tej reżyserce nie można odmówić) warsztatowo i aktorsko mierne, powstaną ich zapewne jeszcze tysiące.
25 września 1909 roku w Warszawie urodził się Anatol Fejgin, zbrodniarz komunistyczny, członek KPP, PPR i PZPR. W 1957 roku usłyszał wyrok 12 lat więzienia za „naruszenie socjalistycznej praworządności”.
Jedna z dwóch w roku 2023 konferencji programowych Europejskich Konserwatystów i Reformatorów miała szczególne znaczenie, bo odbywała się w czasie głosowania w Kortezach wotum zaufania dla nowego hiszpańskiego rządu, który miał być stworzony przez centroprawicową Partido Popular i prawicową VOX. Do powołania nowego premiera zabrakło kilku głosów.
Parafrazując to, co w nowomowie niemającej związku z gramatyką języka polskiego oznajmił w swej kampanii prezydenckiej Trzaskowski, że „o tym są te wybory”, by nie można im było stawiać niewygodnych pytań, wreszcie do mnie dotarło, „o czym jest ten marsz”. Bo że wszyscy, łącznie z organizatorami dawno zapomnieli, iż miał być w obronie nieszczęsnej „pani Joanny z Krakowa” przed siepaczami PiS, to oczywistość, więc skąd ów 1 października? Jakaś nieznana szerzej rocznica?