Czarne tygodnie
Listopad, a zwłaszcza jego druga połowa, to „black weeks”, czas wyprzedaży. Wygląda na to, że ten zwyczaj wszedł do Polski nie tylko na poziomie portali i galerii, lecz także planowanej przez szykującą się do władzy ekipę polityki.
Listopad, a zwłaszcza jego druga połowa, to „black weeks”, czas wyprzedaży. Wygląda na to, że ten zwyczaj wszedł do Polski nie tylko na poziomie portali i galerii, lecz także planowanej przez szykującą się do władzy ekipę polityki.
8 grudnia 1943 roku rozpoczęła się walka o San Pietro Infine i Monte Lungo – preludium do bitwy o Monte Cassino. Wchodzimy w okres, który doprowadzi nas już niedługo, za kilka miesięcy, do 80. rocznicy polskiego zwycięstwa pod Monte Cassino.
Jesteśmy dziećmi określonej kultury i epoki. Ale przecież nie jesteśmy jej niewolnikami. Jeśli desakralizacja wkracza również do naszej ojczyzny, jeśli coraz słabiej odczuwamy, że – jak mówi Martin Heidegger – „brak Boga jest właśnie brakiem”, to jednak ten kulturowy fakt nie ma takiej mocy, aby uniemożliwić nam, poszczególnym osobom, żyjącym ciągle jeszcze w katolickim kraju, obudzenie w sobie tęsknoty za Nim.
Po konflikcie o zboże z Ukrainą jest konflikt o tiry. Polscy przewoźnicy blokują przejścia graniczne z Ukrainą i nie przepuszczają samochodów ciężarowych. Domagają się, by Unia Europejska wprowadziła dla ukraińskich firm przewozowych specjalne zezwolenia na przewóz towarów komercyjnych – z wyjątkiem przewozów na potrzeby humanitarne czy armii.
Po ostatnim meczu pucharowym warszawskiej Legii więcej mówiło się o wydarzeniach pozaboiskowych niż o aspektach sportowych. Przed ostatnim spotkaniem w Lidze Konferencji Europy kibice stołecznej drużyny mieli wywołać zamieszki w Birmingham. W wyniku starć zostało aresztowanych 46 fanów z Warszawy. Powodem napięć było niedotrzymanie przez angielski klub umowy, która gwarantuje przyjezdnym kibicom określoną pulę biletów – zgodnie z przepisami UEFA. Zamiast 2100 wejściówek kibice Legii otrzymali jedynie 890 biletów. Czy fani klubu z 38-milionowego kraju są pariasami na Zachodzie?
Progresywni komentatorzy jeszcze niedawno prześcigali się w podkreślaniu, jak ważne są wybory w Polsce dla przyszłości kontynentu lub wręcz całego świata. Nicholas Lokker z „Foreign Policy” stwierdził np., że od tej politycznej batalii zależy przyszłość integracji europejskiej. Cóż, fortuna bywa złośliwa. Wygląda bowiem na to, że już za rok, dwa, zamiast być początkiem dobrej passy, Donald Tusk może stać się żywym reliktem mijającej epoki.
„Druże hej, hej! Tuhaj-bej Rozserdywsia duże. Hej, hej, Tuhaj-bej. Ne serdysia druże!” – śpiewała tłuszcza kozacka na majdanie, gdy dowiedziała się o złym humorze tatarskiego władcy. Scena z „Ogniem i mieczem” przypomniała mi się, gdy przeczytałem, że Donald Tusk jest wściekły na sprawę wiatraków. Tym razem Kozaka z wąsami zagrali dziennikarze Onetu.
Olejnik aż zatrzęsło. Oczywiście oburzył ją PiS. Dokładniej fakt, że zgodnie z przyjętą w Polsce tradycją polityczną prezydent najpierw desygnował na premiera polityka partii, która uzyskała największy wynik w ostatnich wyborach, a następnie tenże, olaboga!, zdecydował się przedstawić swój rząd.
O tym, że rosyjska armia ma problem z liczbą żołnierzy walczących na Ukrainie, wiadomo od dawna. Najnowsze statystyki wskazują, że od początku inwazji straciła już ponad 335 tys. żołnierzy. Braki trzeba na bieżąco uzupełniać, chwytając się coraz to bardziej absurdalnych pomysłów.
Wśród tegorocznych nominowanych do nagrody Człowieka Roku tygodnika „Time” są: przewodniczący Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping, ekologiczna aktywistka wspierająca Palestynę Greta Thunberg oraz prezydent Rosji Władimir Putin. Uzasadnienie tegorocznej nominacji dla rosyjskiego zbrodniarza brzmi kuriozalnie.
Dlaczego nie rosyjskich? Bo te, podobnie jak wpływy niemieckie, są tylko jednostkowym przejawem dokonanego już w raju przez Szatana uwiedzenia ludzkości. Zawsze chodzi o to samo: zmanipulowanie umysłu słabego w logicznym myśleniu, czyli przewidywaniu skutków, poprzez ukazanie płynących stąd rzekomo zysków. Gdy wsparta myśleniem tylko o własnym interesie pazerność zwycięża, zaczyna się dramat, który można by przez analogię nazwać „O jedno jabłko za daleko”. Choć wystarczyło tylko jedno…
Henry Kissinger to najsłynniejszy amerykański dyplomata, chociaż w jego przypadku właściwsze byłyby określenia: kreator polityki i twórca nowego porządku świata. Sekretarz stanu w administracji prezydenta Richarda Nixona, pragmatyk i doradca ds. polityki zagranicznej praktycznie każdego prezydenta od czasów Johna Kennedy’ego. Zmarł 29 listopada w domu w Connecticut w wieku 100 lat.
Jeden z dziennikarzy zapytał mnie, czy Unia Europejska może pomóc zakończyć konflikt na Bliskim Wschodzie. Odpowiedziałem zdecydowanie, że nie. Jedynym państwem, które ma kluczowy wpływ na sytuację w regionie – nazywanym przez Anglosasów Środkowym Wschodem – są Stany Zjednoczone.
Adam Glapiński jako szef NBP staje się dla pewnej już objęcia władzy opozycji wrogiem numer jeden. Nic dziwnego – prezes polskiego banku centralnego, który jest praktycznie nieodwołalny, blokuje przyjęcie przez nasz kraj euro, a w ostatnich miesiącach wykazywał wielokrotnie rozminięcie się kasandrycznych prognoz opozycyjnych fachowców od ekonomii z rzeczywistością.
Euroentuzjaści zrobili rewolucję traktatową. Europarlament mocno wierzgał, ale w końcu puścił te 120 stron z prawie 270 poprawkami, które przesuwają do kompetencji UE aż 65 obszarów.
Obecna większość sejmowa zapowiadała, że będzie bronić demokracji, prawa i konstytucji. Jednocześnie nie przeszkadzało to Donaldowi Tuskowi zapowiedzieć, że użyje „silnych ludzi” do wyprowadzenia z Narodowego Banku Polskiego prezesa Adama Glapińskiego.
Jest coś, w czym Białoruś lideruje w Europie. No, może ex aequo z Rosją. Ta „dyscyplina” to brutalne rozprawianie się z wszelkimi przejawami społecznego buntu wobec obowiązującej dyktatury.
Totalna opozycja przez osiem lat zapewniała, że będzie w polityce trzymać standardy arcydemokratyczne. Solennie zapewniali, jak to będą rządzić dla dobra ludzi i o wszystko pytać.