Wojna i postprawda
Media, jak wiadomo, wiedzą lepiej. Więc trzytygodniowe uderzenie na Iran przedstawiają jako „wieczną wojnę”. Operację, która unicestwiła niemal całe lotnictwo, marynarkę i rakiety Iranu określają mianem „mało udanej”.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Media, jak wiadomo, wiedzą lepiej. Więc trzytygodniowe uderzenie na Iran przedstawiają jako „wieczną wojnę”. Operację, która unicestwiła niemal całe lotnictwo, marynarkę i rakiety Iranu określają mianem „mało udanej”.
Farsa, farsa i po farsie. Co tu dalej począć z Polską 2050 Szymona Hołowni, która nie jest już w rękach byłego dziennikarza i showmana, lecz pani Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz? Cyrk z wyborem przewodniczącej dobiegł końca, pozostało pytanie, czy lepszy wróg stary i dobrze znany, czy nowy i zaskakujący.
Unia Europejska wreszcie znalazła sposób na zakończenie rosyjskiej agresji na Ukrainę. Jaki? Prosty: w styczniu 2026 r. zwiększyła import gazu z Rosji o 10 proc.
Do rozważań nad Strategią Obrony Narodowej USA chciałbym dodać zestawienie dwóch wyjętych z niej stwierdzeń. Pierwsze: europejskie państwa należące do NATO „przyćmiewają Rosję pod względem gospodarczym, liczby ludności, a tym samym ukrytej siły militarnej”. To prawda.
Jak traktować ostatnie sondaże o tym, komu Polacy ufają po prawej stronie sceny politycznej i kogo widzieliby jako nowego premiera? Najlepiej nijak, a jeśli już, to z przymrużeniem oka lub dużym dystansem. Do tego, by widzieć, że dziś prezydent Karol Nawrocki jest liderem wielkiego obozu konserwatywnego, nie trzeba badań.
Otwarty bunt przeciw władzy ajatollahów w Iranie to najważniejsze wydarzenie w tym kraju od czasu rewolucji islamskiej w 1979 r.
„Droga do Jerozolimy prowadzi przez Bagdad” – mawiano w kręgach amerykańskich neokonserwatystów w czasach inwazji na Irak. Obalenie reżimu Saddama Hussajna postrzegano jako kluczowy element budowy nowego porządku na Bliskim Wschodzie oraz rozwiązania kryzysu palestyńsko-izraelskiego.
W negocjacjach na temat powojennego ładu na Ukrainie powraca temat „europejskiej misji wojskowej”.
Donald Tusk okazuje się politykiem formatu europejskiego. Jest to smutna wiadomość, gdyż aktualnie format europejski jest wyjątkowo malutki. Jego list w sprawie wsparcia Ukrainy, antyrosyjskie filipiki, wizyty zagraniczne – wszystko to z prawdziwą polityką nie ma nic wspólnego, chodzi tylko o zrobienie dobrego wrażenia.
Podczas gdy cały świat zastanawia się, czy rozmaite plany pokojowe i negocjacje w różnych konfiguracjach zakończą wojnę Rosji z Ukrainą, w Polsce powraca jeszcze jedno pytanie: dlaczego nie ma nas przy stole negocjacji lub przynajmniej konsultacji?
Każdego dnia kryzys wywołany przez wroga: gazeta po gazecie, jeden dziennik telewizyjny po drugim. Cały aparat państwa skierowany był przeciw tzw. ekstremie z Solidarności. Pamiętam tamte dni doskonale, bo gdy jest się nastolatkiem, wszystko zapamiętuje się lepiej i głębiej. Ponad cztery dekady później odkrywam, że żyję w tym samym świecie. I, co ciekawe, dużo lepiej pamiętam propagandę z okresu tzw. karnawału Solidarności niż z czasów stanu wojennego.
Wybór na marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego otwiera nowe możliwości reformy III RP.
Naomi Seibt poprosiła o azyl polityczny w USA.
Donald Tusk ma plan na utrzymanie władzy – donosi „Rzeczpospolita”. Jaki? Odnoszę wrażenie, że zdążyłem go omówić, zanim został ujawniony.
Często najskuteczniejsze kłamstwo to kłamstwo najbezczelniejsze: złodziej wołający: „Okradli mnie!”. Przez ulice amerykańskich miast przetaczają się właśnie protesty pod hasłem „No Kings”, wywiedzionym ze słów George’a Washingtona. Chodzi niby o to, że Donald Trump to autokrata czy dyktator, taki współczesny król, a przecież po to założono Stany Zjednoczone, by do takich prób zawłaszczania władzy nie dopuścić.
Kociokwik, prawdziwy kociokwik: „Trump daje Ukrainie pociski Tomahawk” – dobry. „Trump nie daje pocisków!” – zły. „Trump waha się, czy dać pociski” – głupi. Nagłówki oddają kompletną bezradność dzisiejszych mediów w opisywaniu i analizowaniu rzeczywistości.
Znów sondaż (tym razem Opinia24 dla RMF) i znów dowód na zmianę. Nie tylko potwierdzenie faktu, że zdecydowanie więcej Polaków ma dość premiera Donalda Tuska, niż go popiera. Ciekawsze jest spojrzenie na preferencje wedle wieku. Młodzi Polacy mają Tuska dosyć najbardziej.
Co Polacy sądzą o dostępności alkoholu, projektach prohibicji i tak dalej? Pojawiają się na ten temat sondaże i badania. Jak je traktować? Tak naprawdę – nijak. Czyli tak jak badania z pytaniami typu: „Czy chcesz, żeby pielęgniarki zarabiały więcej?”. Odpowiedź brzmi „tak”. „Czy zgodzisz się na podwyżkę podatków?” – „nie”. „Czy za mało jest wysypisk śmieci?” – „tak”. „Czy możemy zbudować nowe nieopodal?” – „nie”.
Oto czas, gdy świat chrześcijański wraca myślami do tych jedynych, wyjątkowych w dziejach narodzin w Betlejem. Oto dobra pora, by zastanowić się nad tym, jaką rzadkością stają się narodziny codzienne: narodziny nowych Polaków. Katastrofa demograficzna nie nadchodzi – ona już tu jest. Jedni wskażą jako przyczynę politykę nowego rządu, inni wrócą do kwestii wielkiego strachu wywołanego pandemią, do lęków, jakie niesie życie w cieniu wojny tuż za naszą granicą. Jeszcze inni przypominać będą o przemianach społecznych, które dotknęły najpierw najbogatsze państwa Zachodu, a potem również Polskę. Wszyscy będą mieli rację, bo mamy do czynienia ze splotem wielu czynników. Ale czy da się odwrócić ten proces?