Droga minimalizowania zła
Leszek Kołakowski stwierdza: „Zło stanowić będzie po wiek wieków nieusuwalny składnik świata…”. Ci, którzy uważają inaczej, przyczyniają się do jego powiększania. Natomiast zło można minimalizować.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Leszek Kołakowski stwierdza: „Zło stanowić będzie po wiek wieków nieusuwalny składnik świata…”. Ci, którzy uważają inaczej, przyczyniają się do jego powiększania. Natomiast zło można minimalizować.
Na czym oparta jest teza, że tym, co często jest źródłem zła bądź mu sprzyja, jest niewłaściwie uformowane lub zakłócone przeżywanie przez człowieka własnej wartości? Dowodzą tego przede wszystkim analizy psychologiczne osobowości wielkich zbrodniarzy i wielokrotnych morderców.
Kościół płaci ogromną cenę za bezkrytyczne przyjęcie przez część katolików pod wpływem presji mediów antykatolickich fałszywej tezy o tym, że zjawisko pedofilii było kilkadziesiąt lat temu postrzegane i oceniane, również przez biskupów, tak samo jak obecnie.
Wartość człowieka współkonstytuują dwa rodzaje wartości. Jedne wiążą się z faktem, że jesteśmy osobami, a nie zwierzętami czy roślinami. Filozofowie nazywają je wartościami ontycznymi. Każdy z nas jako niepowtarzalna wartość (ja aksjologiczne) jest obdarzony godnością i przez to zasługuje na szacunek.
Ekologiści i inni ideologowie kwestionują przekonanie o wyjątkowym miejscu człowieka w rzeczywistości i jego królewskości. A na jakiej podstawie jest oparta prawda o wyższości aksjologicznej człowieka? Najpierw na elementarnej intuicji; dzięki niej nie mamy wątpliwości, że np. złamanie gałązki drzewa i skrzywdzenie dziecka to czyny o radykalnie odmiennej randze.
Wielki Post jest okazją do namysłu nad źródłami lub korzeniami zła w człowieku. Katolicyzm wskazuje siedem grzechów głównych: pychę, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew i lenistwo. A za najważniejszy grzech uważa pychę.
Pokolenie obecnych licealistów nazywa się pokoleniem płatków śniegu lub pokoleniem Z. „Bo czują się – pisze Liliana Sonik – wyjątkowi jak śnieżynki, wśród których nie ma dwu identycznych, ale też jak śnieżynki są bezbronni wobec najmniejszych przeciwności”.
Chrześcijaństwo pierwszych wieków miało wielkiego konkurenta w postaci gnozy – systemu, który ignorował rzeczywistość i głosił samozbawienie człowieka, uważając, że jest on zdolny o własnych siłach, w oparciu o moc samopoznania wyzwolić się ze swej nędznej egzystencji. Jednym z pierwszych wielkich chrześcijańskich polemistów z gnozą był żyjący w II w. św. Ireneusz, biskup i doktor Kościoła, autor słynnej formuły: „Chwałą Boga jest żyjący człowiek”.
Czy można czynić dobro pod przymusem? Można. A czy jest to możliwe, gdy kierujemy się niskimi pobudkami? I na tej drodze powstaje bardzo dużo dobra. A jednak w obu tych sytuacjach nie rodzi się w nas dobro moralne.
Dobro można czynić w trojaki sposób. Czyni je np. chirurg, jak w „Znachorze” (powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza), który wykonuje operację, kierując się motywem bezinteresowności i szlachetności – dlatego że wymaga tego sytuacja. Można leczyć ludzi tylko dla finansowej gratyfikacji.
Nasza ojczyzna, obrzydzana nam przez część liberalno-lewicowych mediów i ojkofobów, przekształca się raz w roku w cudowny kraj, emanujący niespotykanym nigdzie na świecie altruizmem, czyli miłością. Czy jednak utożsamienie altruizmu i miłości jest zgodne z prawdą? Dlaczego nie ma w Biblii słowa „altruizm”? Dlaczego poddaje je krytyce jeden z największych etyków Max Scheler? I dlaczego o. Józef M. Bocheński uważa, że utożsamienie altruizmu z miłością jest przesądem?
Czy między chrześcijańską wiarą oraz rozumem i jego wytworami, przede wszystkim filozofią i nauką, zachodzi sprzeczność? Mędrcy z Ewangelii św. Mateusza symbolizują odmienne stanowisko, któremu w naszych czasach dało wyraz wielu myślicieli katolickich, m.in. św. Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio” („Wiara i rozum”) i Benedykt XVI.
Już jako chłopiec Joseph Ratzinger chciał być biskupem i kardynałem. Był chrześcijaninem, dla którego wiara jest wiarą poszukującą zrozumienia. Został jednym z najwybitniejszych teologów katolickich naszych czasów, zajmując poczesne miejsce w historii teologii.
Okres Bożego Narodzenia i poprzedzające go dni to czas, w którym dokonuje się wyjątkowa emanacja dobra. Jeśli Peter Hahn ma rację, że najbardziej wstrząsającą diagnozą naszych czasów jest dogłębny brak nadziei, to jej ożywienie w adwencie jest czymś arcyważnym.
Jutro będziemy świętować wydarzenie, które zainicjowało nowy etap w dziejach ludzkości. Co się stało w tamtą betlejemską noc? Narodził się Jezus z Nazaretu, syn Maryi i Józefa. Starożytni myśliciele, m.in. Platon w „Uczcie”, i poeci byli przekonani, że miłość jest dążeniem tego, co mniej doskonałe, ku temu, co bardziej doskonałe.
Czy przekonanie, że miłowanie drugiego człowieka jest dobre, a miłość samego siebie jest grzeszna, jest zgodne z prawdą? I czy miłość siebie i miłowanie bliźniego wykluczają się? To dlaczego wielka księga mądrości – Biblia – mówi: „Kochaj bliźniego jak siebie samego”?
Jedną z głównych przyczyn międzyludzkich dramatów, a wcale nie tak rzadko tragedii, jest bardzo mocno zakorzenione w świadomości społecznej fałszywe przekonanie, że miłość, w szczególności miłość erotyczna, jest tożsama z zakochaniem się. O ile jednak zakochanie się jest upragnionym, trwającym przez pewien czas stanem emocjonalnym, o tyle miłość jest względnie trwałą duchową energią, postawą i sposobem bycia człowieka oraz sztuką traktowania go.
Czym jest miłość, np. miłość matki do dziecka? Nie jest tożsama z aktywnością seksualną i sympatią, z życzliwością i szacunkiem, a nawet z zakochaniem się. Natomiast jest odkryciem i przeżyciem niepowtarzalności i arcyważności osoby.
Gdy rozpoczyna się adwent, za każdym razem przychodzi mi na myśl początek rozważań Karla Rahnera: „I znów jest adwent w Twoim Kościele, Boże. Znów wracamy do modlitwy tęsknoty i wyglądania, pieśni nadziei i obietnicy”.
Kto w naszych czasach pretenduje do bycia królem ludzkich serc? Kto zagubionym ludziom obiecuje raj na ziemi? Kogo słuchają i naśladują? Na liście kandydatów znajdują się na pewno celebryci. Są też pretendenci bezosobowi – przede wszystkim smartfon, ale i moda, nowe ideologie itp. Jakie wartości kandydaci ci propagują? Oczywiście wieczną młodość i zdrowie, wygodę i przyjemność, sukces i popularność.