Moralność pani von der L.
Czy ktoś mógłby się spodziewać, że na naszych oczach wyrośnie tak dorodne wcielenie pani Dulskiej, brukselska kopia bohaterki tragifarsy Gabrieli Zapolskiej? Ekstrakt zakłamania, egoizmu, obłudy i skąpstwa.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Czy ktoś mógłby się spodziewać, że na naszych oczach wyrośnie tak dorodne wcielenie pani Dulskiej, brukselska kopia bohaterki tragifarsy Gabrieli Zapolskiej? Ekstrakt zakłamania, egoizmu, obłudy i skąpstwa.
Są miejsca, gdzie ludzie nie krępują się mówić o sobie szczerze. To nie tylko marsze i protesty, gdzie nikt niczego nie udaje. Ale trafić akurat w kwiaciarni na kogoś, kto publicznie przyznaje się do swojej pomyłki w ostatnich wyborach parlamentarnych? To rzadkość.
Gdybyśmy mieli przeświadczenie, że ludzie sprawujący władzę polityczną w naszym kraju nie wyrzekli się poczucia sprawiedliwości, respektują ją poprzez swoje decyzje i nawet popełniając błędy, myląc się w różnych kwestiach, szanują prawdziwą wolność obywateli, moglibyśmy czuć się w naszym kraju bezpiecznie. Niestety, przeświadczenie to u setek tysięcy zwykłych ludzi w żaden sposób nieangażujących się politycznie z każdym dniem zanika. Topnieje w oczach jak sopel lodu w słoneczny dzień.
Dokąd zaprowadzą naszą dzielną ekipę rządzących tropy w poszukiwaniu ponoć groźnego przestępcy Zbigniewa Z.? Trzeba wziąć się za najgorszych, najbardziej niebezpiecznych jego popleczników i współsprawców całego zła. Trzeba usunąć wreszcie Amerykanów. Wsadzić ich. Przeczołgać. Wytoczyć im proces, po którym już się nie pozbierają.
Przemilczenie tego faktu byłoby wyjściem bezpiecznym: „No cóż, stało się! Może papież nie wiedział, z kim rozmawia, może się łudził. Zostawmy to”. Ale niesmak i konsternacja pozostają. Jeżeli nawet próbuje się osłabić wymowę tego wydarzenia, mówiąc, że rozmowa nie była „serdeczna”, że była przecież krótka, że Leon XIV nie zamierza przyjechać do Polski przed wyborami pomimo zaproszenia, że prezent od polskiego gościa był co najmniej niefortunny, to wszystko nie zmienia niestety zasadniczej wymowy faktu.
Kto pamięta socjalistyczny raj, ten nie uchroni się od porównań. Podobne jest znużenie na twarzach ludzi, niepokój w ich oczach. Znajome zaniedbanie miejsc publicznych. Dzisiejsza Polska coraz bardziej przypomina PRL. Jest wciąż kolorowo na ulicach, ale gdy los rzuci człowieka do którejś z placówek medycznych, to wydaje się, że czas się cofnął o kilkadziesiąt lat.
Przegrywający wybory Viktor Orbán dołączył do grona „dziadersów”. Zdaniem „demokratycznej większości” – do ludzi nienadążających za duchem czasów, żywych wykopalisk. Długo jeszcze będzie wyliczać się jego faktyczne i wymyślone winy.
Gdyby porównać obrazy wielkanocnego stołu z ostatnich kilkuset lat, można by dostrzec jego znamienną ewolucję. Stół zastawiony bogato i ozdobnie był ulubionym tematem malarzy, którzy oddawali się martwej naturze. Ale tematem głównym zawsze pozostawały osoby zebrane przy stole.
Paradoksalnie sprawa Adama Borowskiego może pomóc nie tylko politykom z obozu patriotycznego. Widać coraz wyraźniej, że przywraca ona pamięć zwykłym ludziom. Pamięć można stracić nie tylko z powodu socjotechniki i propagandy, także za sprawą konformizmu, wplątania w tysiące tzw. życiowych spraw.
Takim jak ozdobny, acz z lekka pordzewiały żyrandol, albo fotel babci, który zawala pokój. Sytuacja z obchodzeniem Konstytucji RP przypomina przepychankę nowych lokatorów mieszkania, którym nie odpowiada dawny wystrój, powyrzucaliby stare graty przez okno.
Taka jak w tytule była reakcja mojej znajomej na wytypowanie Przemysława Czarnka na stanowisko premiera. I nieopisana radość w jej oczach. Cóż, im więcej obelg po drugiej stronie, tym bardziej wiadomo, że skóra im cierpnie. Przyznają się bez bicia.
Do tego zmierza kolejna eskapada szaleńców na urzędniczych stołkach: z grona nauczycieli zrobić stado niszczycielskie. Groźne, bezwzględne. Indoktrynacja dzieci pod hasłem zdrowia wkracza w nową fazę. Edukacja zdrowotna ma być siłą wtłoczona do szkół.
Być częścią układu, częścią oligarchii, partii, frakcji, fragmentem korporacji.
W sprawie sprofanowanego krzyża w szkole w Kielnie rzuca się w oczy, że od początku próbowano ukryć sedno tego, co się wydarzyło. Dopiero po miesiącu dowiedzieliśmy się, że krzyż w jednej z klas był regularnie usuwany ze ściany, zanim anglistka na oczach dzieci wyrzuciła go do kosza. Dzieci go wciąż od nowa zawieszały. Dzieci nie znają się na dwuznacznościach, nie stosują nowomowy.
Przecież to takie niedemokratyczne! Gdzie pytanie o pozwolenie do Kongresu, gdzie plebiscyt ogólnonarodowy, gdzie pokorna prośba o zgodę ONZ? Gdzie pochylenie się nad prawami człowieka – czyli prawem do robienia czegokolwiek na moim podwórku i wszędzie tam, gdzie uznam to za stosowne? I co wam wszystkim do tego? „Przecież ja, Maduro, jestem wolny, robię, co mi się podoba, a wolność jest najwyższym znakiem godności człowieka” – przekonują nas „demokraci”. Donald Trump pokazał sprawczość i nieugiętość w czasach, które wymagają trudnych decyzji.
Wydarzenia tak niebywałe jak uprowadzenie wenezuelskiego dyktatora i narkoterrorysty przez wojsko amerykańskie wywoływać mogą u ludzi nieprzygotowanych reakcje niekontrolowane. Silne pobudzenie emocji skutkuje czasem chaosem myśli.
W czasach najtrudniejszych dla Polski, gdy wyczerpani wojną i okupacją niemiecką musieliśmy stawić czoła drugiemu z totalitarnych potworów, kard. August Hlond, prymas Polski – ten, którego nagłą śmierć w 1948 r. wciąż spowija mrok tajemnicy – wygłosił zagadkowe słowa: „Zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję”.
Jarmarczność niejedno ma imię. Oznaczać może prostactwo w języku i zachowaniu, trywialność i banał w myśleniu, brak gustu, brzydotę i kicz.
Co może być złego w słowach „pośrednik”, „pośredniczka”? Co złego jest, gdy do nazwania czyjegoś zadania dodamy słowo wskazujące, że zadanie to wypełnił wraz z kimś drugim, słowo „współ”? Ku zdumieniu bardzo wielu ludzi, którzy są przekonani od dziecka, że rozumieją znaczenie słów, okazuje się, że mogą być to słowa zupełnie nie do przyjęcia. A gdy odnosi się je do Najświętszej Maryi Panny – wręcz niebezpieczne. Prowadzące na manowce. Trzeba je wykreślić i skarcić jak niegrzeczne dzieci tych, którzy ich wciąż używają.
Film Hala Ashby „Wystarczy być” o zawrotnej karierze politycznej chorego umysłowo ogrodnika był proroczy.