Ale tak naprawdę jego rodacy odwrócili się od niego, bo uznali konserwatywny program Fideszu za wstyd dla państwa. I tę gorzką pigułkę trzeba przełknąć. Nie jest bowiem tak, że dziś wyborcy rozliczają swoich przywódców przede wszystkim za faktyczne błędy i niewłaściwe programy. Dzisiejsze wybory to plebiscyt piękności. Politycy konserwatywni bardzo chcieliby widzieć w ich uczestnikach obywateli świadomych, że od nich zależy los państwa i historia może liczyć na ich „dojrzałość”.
To przeszłość – wyborcy w systemie partyjnym coraz bardziej przypominają rozkapryszone nastolatki, które trzeba wciąż zabawiać, dostarczać im nowych rozrywek i podniet, by były grzeczne i zagłosowały, jak chcemy. Obiecywać zaś jeszcze więcej. „Dziadersi” to nie skompromitowani skandalami mężowie stanu, tylko ludzie polityki, którzy przestali się podobać, bo wyborcom podstawiono przed oczy młodszych, prężnych, nowoczesnych. Precz z nudą! Ma się dziać. Wybory, demokracja to świetna zabawa. Suwerenność, silne państwo to przeszłość.