O autorze
W dziennikarstwie siedzę od ponad 20 lat. Zaczynałem jeszcze w "princie". Pamiętam sporo. Modę na "newsy z d..y", nic nie mówiące tytuły-hasła czy krwiste nagłówki pisane pod wzbudzenie emocji. A potem zakochałem się w internecie.
Byłem redaktorem naczelnym „Gazety Wrocławskiej”, prowadziłem serwisy "Nasze Miasto" na Dolnym Śląsku, a później zarządzałem i rozwijałem serwisy tematyczne Polska Press: od Strefy Biznesu po Stronę Podróży, Kuchni i Zdrowia. Czyli pełne spektrum obszarów, które realnie dotykają ludzi: pieniędzy, trudnych decyzji, nawyków i codziennych wyborów.
Dziś fascynują mnie informacje sprofilowane pod odpowiednie źródła ruchu, a w szczególności Google Discover. Lubię sam sobie udowadniać, że to nie google'owski algorytm zasiada w fotelu redaktora naczelnego. A co? Konkretna, uczciwa i potrzebna informacja. Tytuł ma dowozić, lead prowadzić, a treść odpowiadać na proste pytanie: co się zmienia i co to oznacza dla ludzi. Bez ściemy i lania wody.
Artykuły autora Artur Matyszczyk
Artykuły autora
Miliony Polaków podjęły tę samą decyzję. Skutki mogą być nieodwracalne
Statystyki GUS nie kłamią. W ostatnich latach Polacy - zupełnie niezależnie od siebie - zaczęli masowo robić to samo. W ciągu zaledwie jednego pokolenia zmienili demograficzną mapę kraju tak gruntownie, jak jeszcze nie zmieniła się ona od dziesięcioleci. To, co dzieje się z polskimi miastami i wsiami, nie ma precedensu w najnowszej historii Polski. A większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest częścią tego procesu.
Przez Polskę biegnie niewidzialna linia. Dane GUS ujawniły, co dzieje się po obu stronach
W Polsce widać coraz wyraźniejszy podział. Po jednej stronie województwa zyskują setki tysięcy mieszkańców, po drugiej tracą je w podobnym tempie. GUS właśnie opublikował dane, które dobitnie pokazują, że ta granica nie tylko istnieje, ale z roku na rok się pogłębia. Nie zmienia tego nawet rekordowy napływ cudzoziemców.
Polska drugą Norwegią? Mowa aż o 165 milionach ton
Dziesięć dni temu na warszawskiej giełdzie zadebiutowała spółka, o której większość Polaków nigdy nie słyszała. Jej kurs w pierwszym dniu notowań wystrzelił o 19 procent, a w szczytowym momencie zbliżył się do 98 procent wzrostu. Firma nie produkuje gier ani leków. Siedzi na złożu, które eksperci porównują do odkrycia, jakie zmieniło Norwegię w jeden z najbogatszych krajów świata.
Jest jeden powód, dla którego nie możemy przyjąć euro. Chodzi o polskie złoto
Jeszcze dziesięć lat temu Polska miała 102 tony złota w rezerwach. Dziś ma 613. Żaden inny bank centralny na świecie nie kupował złota w takim tempie jak Narodowy Bank Polski w ostatnich dwóch latach. I jest jeden powód, dla którego to tempo ma znaczenie dla każdego Polaka.