Są wsie, gdzie gniazd jest więcej niż domów
Na Podlasiu, kilkanaście kilometrów od Tykocina, leży wieś Pentowo. Oficjalnie nosi tytuł Europejskiej Wsi Bocianiej. W sezonie lęgowym na dachach, słupach i platformach można tam naliczyć kilkadziesiąt gniazd. Jest ich więcej niż budynków mieszkalnych.
Pentowo to nie wyjątek. Na Warmii, Mazurach, Podlasiu i Lubelszczyźnie bociany są częścią krajobrazu w sposób, którego mieszkańcy dużych miast sobie nie wyobrażają. W niektórych powiatach na jedno gniazdo przypada kilkanaście gospodarstw. W innych bocian siedzi dosłownie na co trzecim słupie.
Największe zagęszczenia bocianów pokrywają się z dolinami dużych i średnich rzek. Dolina Noteci i Warty w Wielkopolsce, dolina Baryczy na Dolnym Śląsku, dolina Biebrzy i Narwi na Podlasiu. Tam, gdzie zostały łąki, pastwiska i podmokłe tereny, bociany mają co jeść i gdzie żerować.
Byliśmy numerem jeden. Już nie jesteśmy
Przez dekady Polska była bezkonkurencyjnym liderem bocianiej ligi w Europie. Liczenie przeprowadzone na początku XXI wieku wykazało w naszym kraju 52 tysiące par lęgowych. Potem statystyka zaczęła się zmieniać. Intensywne rolnictwo, zaorywanie łąk, osuszanie mokradeł i wielkoobszarowe uprawy kukurydzy i rzepaku odebrały bocianom żerowiska. Populacja spadła o kilka tysięcy par. Pozycję lidera przejęła Hiszpania, która ma dziś 48 tysięcy par.
Najnowsze światowe liczenie, przeprowadzone w 2024 roku przez naukowców i wolontariuszy, wykazało w Polsce około 45 tysięcy par. Spadek zatrzymał się, a rok 2024 okazał się wyjątkowo dobry. Dr Marcin Tobółka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, koordynator krajowy liczenia, nazwał to wprost "bocianim boomem."
Dwie ścieżki bocianiego przetrwania
Ornitolodzy zauważyli coś ciekawego. Polskie bociany podzieliły się na dwa obozy. Jedne trzymają się tradycyjnego krajobrazu, łąk, pastwisk i dolin rzecznych. Tam, gdzie rolnictwo wygląda tak samo jak sto lat temu, bocianów przybywa. W województwie lubuskim ich populacja wzrosła o 30 procent w ciągu dekady, w wielkopolskim o 20 procent. Drugie zaczęły żerować na składowiskach odpadów.
W okolicach Gorzowa, na Śląsku i w Wielkopolsce bociany coraz częściej szukają pokarmu wśród organicznych resztek na wysypiskach. To nie jest sielankowy obraz z pocztówki, ale bocianom to nie przeszkadza. Jedzenie jest, i to się liczy.
Tam, gdzie znikły łąki i podmokłe tereny, na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku, bocianów ubywa od lat.
Pod koniec sierpnia znikną wszystkie
Lipiec to ostatni pełny miesiąc, kiedy bociany są z nami. Pod koniec lipca młode zaczynają ćwiczyć dłuższe loty. W pierwszej połowie sierpnia na polach i łąkach zbierają się tak zwane sejmiki, czyli duże zgromadzenia bocianów szykujących się do odlotu.
Większość opuszcza Polskę w drugiej połowie sierpnia. Według tradycji ludowej ostatnie dorosłe odlatują na świętego Bartłomieja, 24 sierpnia.
Przed nimi 10 tysięcy kilometrów. Polskie bociany lecą na południe przez Słowację, Rumunię, Bułgarię i Turcję, omijając Morze Śródziemne przez cieśninę Bosfor, aż do Afryki. Podróż trwa dwa do trzech miesięcy. Na wiosnę wracają. Do tego samego gniazda, na ten sam słup, przy tym samym domu.