„Nie jestem prezydentem ludzkich sumień”, powiedział prezydent, podpisując ustawę o in vitro. Faktycznie, Komorowski pokazał nieraz, że termin
„sumienie” nic dla niego nie znaczy. Podobnie zresztą, jak dla całego jego politycznego środowiska – czego dowiodła także ich usilna walka o in vitro.
Z jakiegoś powodu PO postanowiła pomóc bardzo małej grupie osób, finansując jej kosztowne zabiegi, gdy brakuje pomocy dla naprawdę ciężko chorych. W ostatnich dniach głośno było o małym Kajtku, na którego leczenie internauci zebrali 6 mln zł. Jego rodzice musieli poprosić o zbiórkę, bo nie mogli liczyć na pomoc ze strony państwa. To świetnie, że mobilizacja obywateli pomaga ratować życie, ale przecież na służbę zdrowia wszyscy płacimy podatki.
Tymczasem nasze pieniądze zamiast do naprawdę potrzebujących, trafią do prywatnych klinik in vitro...
Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Paweł Rybicki