Nie udało się stłumić prozachodniej rewolucji, utrzymać u władzy prorosyjskiego prezydenta i podporządkować Ukrainy, więc dalej była aneksja Krymu przez Rosję, wojna na Donbasie, a po drodze jeszcze krwawo zakończona nieudana próba opanowania Odessy przez zielone ludziki. Wtedy, pięć lat temu, do powszechnego użycia weszło też określenie „wojna hybrydowa”. Nie tylko Ukraina jest dziś jej frontem, choć na razie głównie tam się leje krew (w ciągu pięciu lat zginęło prawie 13 tys. ludzi). Inne kraje są na razie głównie celem wojny informacyjnej. Czy to wszystko, na co stać Kreml, czy też to dopiero preludium do wojny na pełną skalę?