Kapitulacja albo wojna
Kolejna runda i kolejne fiasko – tak można podsumować niedawno zakończone negocjacje w Moskwie między przedstawicielami USA i Rosji ws. pokoju na Ukrainie. Terytoria – to najbardziej sporna kwestia toczących się rozmów.
Kierownik działu Świat „Gazety Polskiej Codziennie”. Dziennikarz tygodnika „Gazeta Polska” oraz portalu Niezależna.pl
Dziennikarz z wykształcenia i zamiłowania. Z zawodem związany od 2012 roku. W mediach Strefy Wolnego Słowa od 2014 roku. Autor wielu tekstów poświęconych głównie polityce wschodniej, a także z zakresu bezpieczeństwa, obronności i armii. Prywatnie pasjonat militariów oraz fan piłki nożnej.
Kontakt: [email protected]
Kolejna runda i kolejne fiasko – tak można podsumować niedawno zakończone negocjacje w Moskwie między przedstawicielami USA i Rosji ws. pokoju na Ukrainie. Terytoria – to najbardziej sporna kwestia toczących się rozmów.
Odpowiedź NATO na rosyjskie cyberataki, operacje sabotażu i chroniczne naruszanie przestrzeni powietrznej krajów członkowskich ma być bardziej stanowcza i agresywna. Taką deklarację w jednym z wywiadów złożył niedawno szef Komitetu Wojskowego NATO adm. Giuseppe Cavo Dragone.
Czy Białoruś zaprzestała prowadzenia wojny hybrydowej przeciwko Polsce, której głównym elementem jest kryzys migracyjny na wspólnej granicy? Czy wypuściła Andrzeja Poczobuta, kawalera Orderu Orła Białego, bezprawnie przetrzymywanego w łagrze w warunkach urągających godności ludzkiej? Czy w jakikolwiek inny sposób dała do zrozumienia, że chce normalizacji stosunków z sąsiadami z UE? Po trzykroć – nie. Tymczasem rząd Donalda Tuska otworzył w listopadzie dwa przejścia graniczne z Białorusią: w Kuźnicy i Bobrownikach, zaś we wrześniu m.in. w Terespolu. I właśnie tym ostatnim czmychnęli na Białoruś ruscy agenci, którzy dokonali niedawnego aktu dywersji na polskiej kolei. Ogrywanie Tuska przez Zachód, gdzie jest pomijany podczas rozmów kluczowych dla regionalnego bezpieczeństwa, należy rozszerzyć także na Wschód. Tam nie ukrywają radości z decyzji Warszawy pokrywających się z interesami Mińska.
Litwa, podobnie jak Polska, od dawna jest celem wojny hybrydowej realizowanej przez Federację Rosyjską rękami Białorusi. Notoryczne naruszanie przestrzeni powietrznej i wlot tzw. balonów meteorologicznych i przemytniczych sprawiły, że pod koniec października litewskie władze zdecydowały o zamknięciu na miesiąc granicy z Białorusią.
Prezydent Karol Nawrocki po raz kolejny stoi na czele rankingu zaufania społecznego. W sondażu przeprowadzonym na zlecenie Onetu na głowę państwa wskazało blisko 52 proc. Polaków. To wzrost o ok. 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniego zestawienia.
Rosja od dawna prowadzi w Polsce wojnę hybrydową, a ostatnie akty dywersji na kolei to nic innego jak jej kolejny etap. I na pewno nie ostatni. To, co poraża w całej sytuacji, to postawa służb i dyletanctwo naszego rządu.
Sporo emocji wzbudził wywiad, jakiego Andżelika Borys, była już szefowa Związku Polaków na Białorusi (ZPB), udzieliła propagandowej gazecie „Biełaruś Siegodnia”. Zaprzeczyła w nim wszystkim oskarżeniom kierowanym pod adresem Alaksandra Łukaszenki.
Rozpoznanie to jeden z kluczowych elementów strategii wojskowej, pozwalający na zebranie strategicznych informacji o przeciwniku, a co za tym idzie – przygotowanie się i precyzyjne uderzenie.
- Mamy do czynienia z dwoma możliwymi scenariuszami. Zatrzymani mogli być członkami grupy dywersyjnej, której celem było rozpoznanie kluczowych obiektów wojskowych i cywilnych, których w Warszawie nie brakuje lub atak na stołeczną infrastrukturę telekomunikacyjną. Mogli to być też agenci wywiadu radioelektronicznego, zajmujący się zbieraniem strategicznych informacji i przekazywaniem ich do centrali. Jedno jest pewne: nie znaleźli się w Warszawie przypadkowo – mówi w rozmowie z portalem Niezależna.pl płk Marek Utracki, były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).
Niewątpliwie mamy do czynienia z działaniem osoby lub osób, mających przygotowanie pirotechniczne, znających się na przygotowaniu ładunków wybuchowych, wiedzących, gdzie i jak je zainstalować oraz aktywować. Uważam, że to był akt terrorystyczny. Celem tego aktu miała być katastrofa wielkich rozmiarów w transporcie kolejowym – mówi portalowi Niezależna.pl płk Mariusz Kozłowski, emerytowany oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW).