O co chodzi z kapiszonami?
Wydaje się, że z kapiszona „Wyborczej” (zwanego szumnie taśmami Kaczyńskiego) można się tylko śmiać. Nie dość, że zrobili ze swoich czytelników kompletnych idiotów (co skądinąd jest ich standardem), to jeszcze za darmo wsparli sprzedaż fatalnego gniota spłodzonego przez Lisa, na wyrost nazywanego książką. Mieli pokazać prezesa Prawa i Sprawiedliwości jako demona zła?