W polskiej piłce klubowej są osiągnięcia, które pojawiają się częściej niż mistrzostwo kraju, europejskie awanse czy rekordowe transfery. Hat‑trick Polaka w europejskich pucharach dla polskiego klubu nie należy do tej kategorii. To wydarzenie tak rzadkie, że przez 44 lata nie zdarzyło się ani razu. Dopiero Bartosz Mazurek, 19‑letni pomocnik Jagiellonii Białystok, przerwał tę ciszę, dopisując swoje nazwisko do listy, na której widnieją zaledwie cztery inne osoby od 1972 roku.
Pięciu strzelców na ponad pół wieku
Historia polskich hat‑tricków w Europie zaczyna się w 1972 roku, gdy Włodzimierz Lubański rozstrzelał Sliemę w barwach Górnika Zabrze. Trzy lata później Janusz Sybis poprowadził Śląsk Wrocław do zwycięstwa nad GAIS. W 1977 roku Stanisław Gzil zrobił to samo przeciwko FC Haka, a w 1982 Marek Filipczak ustrzelił trzy bramki Hiberniansowi, dając Widzewowi efektowną wygraną.
I na tym historia się zatrzymała. Przez cztery dekady polscy piłkarze nie potrafili powtórzyć tego wyczynu w barwach polskich klubów, mimo że europejskie puchary rozgrywano co roku, a polskie drużyny przewinęły się przez wszystkie możliwe rundy.
Nigdy w życiu nie strzeliłem hat-tricka, więc tym bardziej nie mogę w to uwierzyć i nie dowierzam, że to się udało, ale wiem, że stać mnie na takie rzeczy
- przyznał skromnie Mazurek.
Nastolatek nominalnie jest środkowym pomocnikiem, ale przeciwko Fiorentinie przez dużą część meczu pełnił rolę lewoskrzydłowego, zastępując na tej pozycji kontuzjowanego Kamila Jóźwiaka. Pomimo doskonałej formy Mazurka Jagiellonia pożegnała się z Ligą Konferencji. Zadecydowała tutaj porażka 0:3 w pierwszym meczu w Białymstoku. W grze pozostają natomiast Lech Poznań i Raków Częstochowa. O potencjalnych rywalach polskich drużyn w najlepszej szesnastce pisaliśmy więcej TUTAJ