"Jolanta Sobierańska-Grenda to jest pani, której marzeniem jest likwidacja 30 proc. szpitali, to jest ta pani, której marzeniem było, by każdy płacił fakturę u lekarza, a potem refundował sobie w NFZ, to jest pani, która chciałaby prywatyzacji służby zdrowia. To jest powrót do tego, co było przed 2015 r. Próba sprywatyzowania polskiej służby zdrowia – a Polacy cierpią i stoją w coraz dłuższych kolejkach do specjalistów"
– mówił Przemysław Czarnek na wczorajszej konferencji prasowej pod Ministerstwem Zdrowia.
– Ochroną zdrowia kieruje dzisiaj menedżer, ale od cięć, a słowo „restrukturyzacja” to takie łagodniejsze słowo niż „amputacja”. Ta władza wycierała sobie usta prawami kobiet, gdzie oni dzisiaj są? Co robią? Właśnie zamykają im porodówki. Młodym matkom zabierają elementarne bezpieczeństwo, każąc im rodzić w karetkach, na SOR-ach albo szukać miejsca w szpitalach oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów. To jest polityczne oszustwo i zdecydowanie jest to zdrada polskich kobiet
– mówiła Katarzyna Sójka.
Politycy PiS zapowiedzieli złożenie wniosku o wotum nieufności wobec minister zdrowia. – Wniosek będzie pilotowała i przewodziła naszemu zespołowi pani minister Katarzyna Sójka – zapowiedział Czarnek.
Generowanie kolejek śmierci
Konferencja polityków PiS miała miejsce w Światowy Dzień Zdrowia. Czarnek i Sójka podkreślali, że obecnie mamy do czynienia nie tyle z ministrem, ile likwidatorem ochrony zdrowia w Polsce. – Zamykane są szpitalne oddziały, rosną długi szpitali, NFZ ogranicza środki na badania. Minister Grenda to nie jest minister zdrowia w tym rządzie, to minister likwidator nominowany przez Donalda Tuska. Ta minister ma jedno proste zadanie – zwijać system, ma zamykać to, co jest dla tego rządu niewygodne, odbiera pacjentom szansę i nadzieję. Kiedy my rządziliśmy, kiedy rządziło PiS – państwo walczyło o każdego pacjenta, a ten uśmiechnięty rząd mówi Polkom i Polakom: „radźcie sobie sami”. Cięcia i wprowadzenie limitów to konkretne ludzkie dramaty. To generowanie kolejek śmierci – mówiła Sójka.
Przykładem katastrofalnej sytuacji dla szpitala i tym samym dla pacjentów jest kondycja szpitala wojewódzkiego w Kielcach, którą przedstawił Przemysław Czarnek. – Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach. 18 mln zł łącznie NFZ zalega za poprzedni rok. W tym 13 mln zł to są zabiegi ratujące życie. Setki osób zostały zoperowane i żyją, ale NFZ za to nie zamierza zapłacić. Tysiąc osób mniej uzyska badanie tomografem komputerowym w tym roku, bo obierańska-Grenda ograniczyła pieniądze na badania diagnostyczne – mówił Czarnek.
Bez pieniędzy, bez planu, bez dialogu
W Światowy Dzień Zdrowia i jednocześnie Dzień Pracownika Służby Zdrowia sytuację w Polsce przedstawili przedstawiciele trzech central związkowych, organizując pikietę przed resortem zdrowia. Maria Ochman z NSZZ „Solidarność” apelowała do dziennikarzy o to, by nie dali się oszukać politykom.
– Politycy od pewnego czasu obarczają pracowników za kryzys w ochronie zdrowia, to chociażby kwestia ostatnich wynagrodzeń. Dzisiaj mówimy „dość” nagonce na pracowników służby zdrowia. To skutkuje agresją
– mówiła Ochman.
Trzy centrale związkowe (Solidarność, OPZZ i Forum Związków Zawodowych) będące stroną społeczną w zespole trójstronnym przy ministrze zdrowia przedstawiły wczoraj swoje postulaty. Związkowcy podkreślają w nich, że konieczne jest, by system ochrony zdrowia miał stabilne finansowanie. Takie finansowanie powinien zapewnić rząd, „zamiast liczyć na to, że personel jakoś to udźwignie”. Realna ścieżka wzrostu nakładów publicznych na ochronę zdrowia powinna być oparta na potrzebach zdrowotnych społeczeństwa i prognozach demograficznych. Konieczny jest przegląd i wyraźne rozdzielenie: co finansuje budżet państwa, a jakie wydatki pokrywa publiczny płatnik, tj. Narodowy Fundusz Zdrowia” – czytamy w postulatach związkowców.
Kolejną sprawą jest brak dialogu ze środowiskami medycznymi przy podejmowaniu decyzji o reformowaniu systemu. „Dziś dialog społeczny w Trójstronnym Zespole ds. Ochrony Zdrowia został zastąpiony pozorami współpracy. Przez dwie dekady to właśnie ten Zespół był miejscem, gdzie mimo różnic politycznych udawało się wypracowywać kompromisy. Dziś tego stołu brakuje. Zamiast rozmów są monologi, zamiast negocjacji – jednostronne decyzje. Zamiast partnerstwa – marginalizowanie głosu pracowników. Apelujemy o powrót do jakościowego, uczciwego dialogu w ochronie zdrowia” – napisali związkowcy w postulatach.
Prawo równego dostępu do leczenia
Tym, co najważniejsze w systemie, jest opieka nad pacjentem. Dlatego związkowcy apelują: „Nie ma naszej zgody na nierówności w dostępie do leczenia. To nie pracownik decyduje, gdzie są kolejki, a gdzie ich nie ma. To wynik decyzji systemowych, które trzeba naprawić natychmiast! Pacjenci oczekują skutecznej koordynacji w systemie ochrony zdrowia. Pracownicy robią, co mogą, ale to system ma prowadzić pacjenta – to obowiązek zarządzających na każdym poziomie. Poprawa koordynacji i organizacji musi służyć pacjentowi, którego prawem są przyjazne i przejrzyste zasady jakości i dostępności do opieki zdrowotnej, niezależnie od regionu i zasobności portfela. Szczególnie dotyczy to seniorów, osób niesamodzielnych, jak też kobiet w ciąży i dzieci, zgodnie z konstytucyjną zasadą równego dostępu do ochrony zdrowia” – napisali w apelu związkowcy.
Miliardy długów miliardowa dziura
Szpitale obecnie zadłużone są w sumie na miliardy złotych. 190 szpitali ma długi przekraczające 20 mld zł i zobowiązania tych szpitali są większe niż kapitał, jakim dysponują. Jak informowała „Codzienna”, problem zadłużenia dotyczy nie tylko małych szpitali. Tak np. szpital wojewódzki w Częstochowie ma w tej chwili zobowiązania wymagalne 250 mln zł, kilkudziesięciu komorników na koncie. Szpital miejski w Grudziądzu ma dług przekraczający już 630 mln i stanowi połowę zadłużenia całego miasta.
Problem braku pieniędzy w miliardach dotyczy też NFZ.
– Obecnie po różnych transferach środków z budżetu można szacować dziurę w budżecie NFZ na ok. 20 mld zł. W jakiś sposób te pieniądze będą musiały się znaleźć. Tymczasem w tym roku wydatki Funduszu zostały objęte stabilizacyjną regułą wydatkową. Oznacza to, że nie jest już tak łatwo po prostu „dosypać” pieniędzy do NFZ. Jeśli trafią tam, trzeba komuś te pieniądze zabrać, albo w ramach budżetu resortu zdrowia, albo innych resortów. Na razie nie ma sygnałów, w jaki sposób ten problem luki finansowej ma zostać rozwiązany
– mówi Wojciech Wiśniewski, ekspert ds. rynku ochrony zdrowia.