Poeta, pisarz i felietonista od dawna pokazuje swoją skrajną nienawiść do środowisk prawicowych. To, co znalazło się w jego ostatnim felietonie dla tygodnika "Przegląd", przekracza jednak wszelkie granice.
Z autorami „Gazety Polskiej”, podobnie jak z jej czytelnikami, już nie można dyskutować, nie ma płaszczyzny do polemiki, zostaje tylko mordobicie lub mord po prostu
– uważa Jastrun.
Te skandaliczne słowa skomentował już redaktor naczelny "Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz.
Jeżeli komukolwiek coś złego stanie się z naszych dziennikarzy, czy czytelników, to odpowiadać za to będzie nie tylko pan Jastrun, media, które publikują jego teksty, ale również obecna władza, bo ona tworzy przyzwolenie, a więc zachętę do takiej nagonki
– podkreślił Sakiewicz.
Okazuje się, że Jastrun systematycznie śledzi wszystkie media Strefy Wolnego Słowa. Na swoim profilu na Facebooku zamieszcza nawet wpisy na temat Telewizji Republika.
Ostatni jest z 29 kwietnia, w którym niezgodnie z prawdą zarzucił Republice, że nie wspomniała o zbiórce youtubera Łatwoganga.
Dziewięć dni trwała transmisja na żywo, która miała na celu wesprzeć dzieci chore na nowotwór. Zbiórka zakończyła się na razie kwotą ponad 251 mln zł. Rzucony kamyk pociągnął lawinę. Sprawdziłem, niemal wszystkie telewizje transmitowały finał tego niezwykłego wydarzenia, co bardzo pomagało zbierać pieniądze, wszystkie telewizje transmitowały, oprócz Republiki. Bo zapachniało im to liberalizmem. Oni są złem w czystej postaci
– napisał Jastrun.
Choć w komentarzach zwrócono mu uwagę, że wszystkie media Strefy Wolnego Słowa wspominały o zbiórce, a także transmitowały jej przebieg, to wpis pozostał na miejscu w niezmienionej postaci.
Kilka dni wcześniej Jastrun zamieścił kolejny wpis o Telewizji Republika, tym razem w kontekście wyborów na Węgrzech, nazywając stację "goebellsiki pisowskie".