Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Sankcje mają sens. Rosja już je odczuła

Niedawne zajęcie Krymu i inwazja na wschodniej Ukrainie, wcześniejszy atak na Gruzję oraz trwająca od lat okupacja mołdawskiego Naddniestrza nie pozwalają nam żywić żadnych złudzeń co do bezpi

Autor:

Niedawne zajęcie Krymu i inwazja na wschodniej Ukrainie, wcześniejszy atak na Gruzję oraz trwająca od lat okupacja mołdawskiego Naddniestrza nie pozwalają nam żywić żadnych złudzeń co do bezpieczeństwa niepodległych państw sąsiadujących z Rosją. Tu fakty są niezaprzeczalne: Rosja, gdy tylko ma taką możliwość, stara się powiększać strefę swoich wpływów politycznych, ekonomicznych i wojskowych. Raz zdobytej przewagi strzeże później bezlitośnie, również angażując swoje siły zbrojne, łamiąc przy tym wszystkie międzynarodowe konwencje i prawa - pisze Tomasz Pisula w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”.

Tylko przez ostatni miesiąc Rosja groziła już interwencją wojskową dwóm kolejnym krajom regionu, które zaczęły prowadzić niezależną od niej politykę gospodarczą, tj. Kazachstanowi i Mołdawii. Wysunięcie przez Rosję roszczeń politycznych wobec państw bałtyckich, najprawdopodobniej związanych z „ochroną” zamieszkującej je ludności rosyjskojęzycznej, wydaje się jedynie kwestią czasu. W obliczu tych wszystkich faktów rodzi się pytanie, czy Polska i Zachód mają w ogóle możliwość przeciwstawienia się rosyjskiemu ekspansjonizmowi?

Reagan wiedział, jak dotkliwe mogą być sankcje

Konfrontacja militarna powinna być tu uważana za środek ostateczny i to nie tylko ze względu na straty ludzkie, lecz także dlatego, że bez wsparcia NATO żaden z krajów naszego regionu nie byłby zdolny do samodzielnego przeciwstawienia się wojskom Federacji Rosyjskiej. Z drugiej strony, zachowanie dużych krajów członkowskich NATO wobec kryzysu ukraińskiego, takich jak USA, Niemcy czy Francja, pokazuje, że kraje wschodniej flanki Traktatu mogłyby się po prostu nie doczekać na jego wystarczającą pomoc. Z tego też powodu najrozsądniejszym sposobem na zahamowanie rosyjskich ambicji międzynarodowych jest podniesienie kosztów politycznych ponoszonych przez Rosję w momencie rozpoczynania kolejnych wojen oraz długofalowe uderzenie w rosyjską ekonomię tak, by Kreml nie miał możliwości finansowania kolejnych agresywnych planów.

W popularnym rozumieniu sankcje są rodzajem kary nakładanej na kraje łamiące standardy w relacjach międzynarodowych. Sankcje ekonomiczne i polityczne można jednak wykorzystywać znacznie bardziej efektywnie. Przed laty miałem przyjemność słuchać amerykańskiego sekretarza ds. handlu Carlosa Guttiereza, przekonującego, że słynne embargo handlowe nałożone przez Stany Zjednoczone na Kubę nie jest karą nałożoną na niegrzeczny reżim w imię uniwersalnych wartości, lecz działaniem strategicznym, mającym na celu pozbawić zdeklarowanego przeciwnika Ameryki finansowych podstaw niezbędnych do dalszej ofensywy. Tak się istotnie stało – zamknięcie amerykańskiego rynku zbytu dla kubańskiego przemysłu oraz uniemożliwienie kubańskim przedsiębiorstwom zakupu towarów i usług w USA rzeczywiście zminimalizowało zyski z kubańskiej gospodarki. Strach pomyśleć, na co mogłyby być wydane, skoro nawet minimalne dochody wystarczyły braciom Castro do finansowania przez lata marksistowskich partyzantek w całej Ameryce Łacińskiej i do opłacania nad wyraz skutecznych działań wywiadowczych na terenie USA.

Dla Stanów Zjednoczonych od zawsze jasny był także związek pomiędzy wpływami do budżetu ZSRS a jego możliwościami ofensywnymi. Z tego też względu w końcowym okresie zimnej wojny administracja Ronalda Reagana dążyła do tego, by eksport ropy naftowej, będący kośćcem ekonomicznym ZSRS, przynosił mu jak najmniej dochodów. Posłużyła temu cicha, strategiczna współpraca, jaką USA nawiązało z Arabią Saudyjską, łamiąc w ten sposób zmowę cenową państw OPEC. Pod wpływem Amerykanów Arabia Saudyjska na przełomie 1985 i 1986 r. doprowadziła do zwiększenia wydobycia i radykalnego obniżenia cen ropy. Niektórzy analitycy twierdzą do dziś, że wyłamanie się Arabii Saudyjskiej z kartelu naftowego miało podłoże ekonomiczne i że wpływy z niskich cen ropy zostały zrekompensowane jej większym wydobyciem. Być może przychyliłbym się do tej tezy, gdyby nie to, że w 2002 r. podczas imprez towarzyszących szczytowi NATO w Pradze miałem jednak okazję poznać emerytowanego pracownika Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Reaganie, którego osobistą odpowiedzialnością było opracowanie strategicznego porozumienia pomiędzy USA i Arabią Saudyjską dotyczącego obniżenia światowych cen ropy. Urzędnik ten w tym samym czasie był także odpowiedzialny m.in. za rozpowszechnianie w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej technologii budowy elektrowni atomowych, widzianych przez administrację Reagana jako kolejny sposób na zmniejszenie światowego zapotrzebowania na ropę i gaz. Co ciekawe, mój rozmówca w Pradze zwracał z niepokojem uwagę, że rosnące ceny ropy i gazu stały się ponownie źródłem kolosalnych zysków dla państwa rosyjskiego, co w połączeniu z władzą Władimira Putina może znów stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego regionu czy wręcz całego świata.

Gazowy skarbiec Putina

Istotnie, dojście do władzy Władimira Putina w 2000 r. oraz rosnące ceny ropy na rynkach międzynarodowych dały Federacji Rosyjskiej drugą szansę. O rozmiarze dywidendy dla rosyjskiej gospodarki płynącej z rosnących cen ropy i gazu może w sposób anegdotyczny świadczyć prywatny majątek prezydenta Putina. O ile Władimir Putin był już skromnym milionerem, zostając prezydentem Federacji Rosyjskiej, o tyle po 14 latach sprawowania rządów jego majątek jest szacowany na blisko 70 mld dol., co czyni go najbogatszym człowiekiem na świecie. Majątek Putina ma pochodzić przede wszystkim z udziałów w państwowych firmach eksportujących gaz i ropę. Bez rosnących dochodów z eksportu ropy i gazu nie byłoby majątku prezydenta nie byłoby także politycznej, ekonomicznej i wojskowej ekspansji Rosji w naszym regionie. Marzenia polityczne Rosji sporo kosztują – większość publikacji wskazuje, że dotychczasowe budżety Federacji Rosyjskiej bilansowały się przy bardzo wysokich cenach ropy – około 110 dol. za baryłkę. Ogłoszony niedawno budżet Federacji Rosyjskiej na rok 2015 wymaga do zbilansowania około 105 dol. za baryłkę ropy, co także wydaje się ceną bardzo wysoką.

Wiedząc o wielkiej słabości Federacji Rosyjskiej, jaką są dla niej wyśrubowane ceny ropy i gazu, działający racjonalnie świat zachodni powinien dążyć do ich obniżenia. Dlatego można podejrzewać, że aktualny nagły spadek cen ropy na światowych rynkach do około 90 dol. za baryłkę jest zarówno wynikiem mechanizmów rynkowych, jak i przede wszystkim świadomych działań politycznych, w tym wskrzeszonej strategicznej współpracy amerykańsko-saudyjskiej. Powrót tego rodzaju strategicznego myślenia w USA jest, być może, najlepszą od lat wiadomością dla krajów Europy Wschodniej.

Z mechanizmów rynkowych decydujących o niskich cenach ropy i gazu do najważniejszych zaliczyć należy zwiększenie wydobycia ropy i gazu w USA m.in. metodą hydroszczelinowania oraz utrzymanie ciągłości dostaw z Iraku i Libii pomimo trwających tam wojen. Niedawno pojawiła się także możliwość wydobycia gazu ziemnego z północnego szelfu Alaski, skraplania go i sprzedaży na zależnym dotychczas od rosyjskich dostaw rynku dalekowschodnim: do Japonii, Tajwanu i Korei Południowej. W tym celu władze Alaski pozwoliły właśnie na budowę 800 mil gazociągu przecinającego półwysep z północy na południe wraz z położonym na południowym brzegu Alaski terminalem LNG. Nie bez znaczenia dla światowego rynku naftowego są także plany Meksyku, opracowującego właśnie technologię wydobycia ropy z dna Zatoki Meksykańskiej. W tym sensie amerykańskie lobby naftowe i gazowe jest cennym, choć egzotycznym sprzymierzeńcem Polski i państw naszego regionu na arenie geopolitycznej.

Im tańsza baryłka, tym większy cios dla Rosji

Polskich czytelników prawdopodobnie jednak zainteresuje najbardziej kwestia decyzji politycznych, wycelowanych w budżet Federacji Rosyjskiej. Do takich działań należałaby przede wszystkim możliwość zakończenia moratorium na wydobycie ropy naftowej na amerykańskim szelfie oceanicznym i uruchomienia tamtejszych zasobów ropy i gazu, choć możliwość ta pozostaje na razie w sferze dyskusji politycznych w USA. Czynnikiem politycznym realnie wpływającym na ceny gazu jest natomiast przypominające lata 1985–1986 zachowanie Arabii Saudyjskiej, która nieoczekiwanie zgodziła się na spadek cen ropy i zwiększyła jej wydobycie. Motyw polityczny zachowania Saudyjczyków jest o tyle prawdopodobny, że zwiększone wydobycie nastąpiło tuż po ogłoszeniu przez USA nowej strategii walki z Państwem Islamskim, do czego od dawna nawoływali. Co więcej, analizując ogłoszone plany działania USA w regionie, łatwo dostrzec, że Arabia Saudyjska zajmuje w amerykańskiej strategii miejsce centralne, będąc odpowiedzialną za jej kluczowe elementy, w tym za szkolenie i uzbrajanie nowych sił zbrojnych w regionie. Motyw ekonomiczny działania Arabii Saudyjskiej można w zasadzie wykluczyć, gdyż obniżona przez nią cena ropy zaczęła zbliżać się do 89 dolarów za baryłkę, co jest wartością graniczną, przy której bilansuje się jej własny budżet. Problemy budżetowe Arabii Saudyjskiej są jednak niczym w porównaniu z kataklizmem, przez który przy tych samych cenach ropy musi przechodzić gospodarka rosyjska.

Drugą olbrzymią słabością państwa rosyjskiego jest katastrofalne niedofinansowanie administracji regionalnej. Jak wskazywał niedawny artykuł w rosyjskim „Kommersancie”, większość regionów administracyjnych Federacji Rosyjskiej dostaje od władzy centralnej zdecydowanie mniej środków, niż wymagają tego ich realne potrzeby. W niektórych przypadkach, np. w republikach kaukaskich, środki przekazywane z Moskwy są wręcz kilkakrotnie niższe od podstawowych potrzeb (w przypadku Czeczenii – ponad czterokrotnie, Inguszetii – prawie siedmiokrotnie). „Kommersant” nie napisał jednak, skąd republiki związkowe czerpią już dziś niezbędne do działania środki finansowe. Zdaniem rosyjskich niezależnych ekspertów, pieniądze te pochodzą przede wszystkim z rosyjskich banków komercyjnych. Z kolei banki te, by sprostać wzmożonemu zapotrzebowaniu na gotówkę, zadłużają się w bankach zagranicznych, w tym europejskich i amerykańskich. Z tego powodu wszelkie ograniczenia w przepływach pomiędzy systemami bankowymi Europy i USA oraz Federacji Rosyjskiej mogą mieć niebagatelne znaczenie dla ogólnej kondycji całego państwa rosyjskiego. Mechanizm ten nie był prawdopodobnie znany urzędnikom Komisji Europejskiej i Departamentu Stanu podejmującym we wrześniu decyzję o utrudnieniu dostępu rosyjskim instytucjom finansowym do europejskiego i amerykańskiego rynku bankowego, a ich działania miały koncentrować się na ograniczeniu rosyjskich możliwości finansowania działań zbrojnych na Ukrainie. Niemniej jednak uniemożliwienie rosyjskim bankom zaciągania na Zachodzie kredytów dłuższych niż trzydziestodniowe było prawdopodobnie jedną z najtrafniejszych dotychczasowych decyzji politycznych.

Inwestycja w spokojną przyszłość UE

Należy jednak pamiętać, że sankcje używane jako narzędzie do osłabienia bazy ekonomicznej przeciwnika wymagają konsekwencji w działaniu. Przy założeniu, że na ich efekt trzeba czekać kilka lat, okazują się jednym z najskuteczniejszych narzędzi bezkrwawego rozwiązywania konfliktów zbrojnych. Wymaga to jednak zrozumienia i mocnych nerwów polityków, którzy poddawani są presji ze strony grup interesów, realnie tracących na zakazie współpracy z reżimami. Jestem przekonany, że choć niezwykle trafna, decyzja o sankcjach wobec rosyjskiego sektora bankowego jest zarazem jedną z najczęściej wewnętrznie kontestowanych w Europe i w USA. Sankcje ekonomiczne, choć chwilowo kosztowne, mogą jednak uchronić nas wszystkich od znacznie kosztowniejszych wydarzeń, takich jak otwarta wojna.

Choć bardzo niechętnie, do pogarszających się drastycznie warunków ekonomicznych muszą zacząć przywykać Rosjanie, którzy w prognozie budżetowej na lata 2015–2017 oficjalnie założyli cenę baryłki ropy około 90 dol., czyli 20 dol. mniej od zakładanej w latach poprzednich. Niższe wpływy do rosyjskiego budżetu niebagatelnie ograniczyły dotychczasowe zdolności finansowania np. programów zbrojeniowych czy propagandy. Według ogólnodostępnych danych, Rosja wydawała rocznie na utrzymanie samej tylko armii około 4,2 proc. PKB rocznie. Zgodnie z niezwykle ostrożnymi doniesieniami rosyjskiej oficjalnej agencji prasowej ITAR-TASS, załamanie cen ropy i gazu oraz pozostałe działania ekonomiczne Zachodu, w samym tylko 2014 r. kosztowały państwo rosyjskie około 4 proc. PKB. Innymi słowy, kilka miesięcy aktywnej polityki Zachodu wobec Rosji pozbawiło ją środków niezbędnych do utrzymania całej armii przez cały rok. Z tego punktu widzenia, koszty ekonomiczne dla państw Unii Europejskiej związane z wprowadzeniem sankcji wobec Rosji nie są stratą, lecz raczej inwestycją w spokojną przyszłość.
 

Autor jest socjologiem, od 1998 r. zaangażowanym w projekty demokratyzacyjne w krajach autorytarnych. W latach 2006–2014 prezes Fundacji Wolność i Demokracja. Współpracuje także z Radiem Wnet, wPolityce.pl, TV Republika i Rebelya.pl

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane