Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polska i NATO: Co nam gwarantuje artykuł 5

Rosyjska agresja wobec Ukrainy oraz kolejne prowokacje Rosji wobec państw Europy Wschodniej zmuszają nas do refleksji nad pojęciem fundamentalnego bezpieczeństwa Polski.

Autor:

Rosyjska agresja wobec Ukrainy oraz kolejne prowokacje Rosji wobec państw Europy Wschodniej zmuszają nas do refleksji nad pojęciem fundamentalnego bezpieczeństwa Polski. Wywołany przez Władimira Putina kryzys militarny i polityczny jest testem realnej spójności jednego z najważniejszych elementów stabilizujących powojenny układ sił na świecie: Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) - pisze „Gazeta Polska”.

Przystąpienie Polski do NATO w 1999 r. było psychologiczną cezurą zarówno dla Polaków, jak i dla państw demokratycznego Zachodu. Dla Polaków było powrotem do naturalnego statusu Polski jako pełnoprawnego podmiotu polityki międzynarodowej. Z punktu widzenia ówczesnych członków NATO, zwrot państw dawnego Układu Warszawskiego ku Zachodowi był potwierdzeniem upadku komunizmu i drogą do dalszej marginalizacji Rosji. Zdaniem większości ekspertów, to dopiero przystąpienie do NATO otworzyło krajom naszego regionu drogę do pełnoprawnej integracji z EWG–UE.

Poczucie sukcesu, które towarzyszyło Polakom w momencie ratyfikacji Traktatu Północnoatlantyckiego, na wiele lat przesądziło o nazbyt optymistycznej percepcji NATO, w ostatnich latach coraz bardziej rozmijającej się z rzeczywistością. Dla Polaka NATO jest międzynarodową organizacją wojskową, działającą na zasadzie „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, reagującą natychmiast w przypadku zagrożenia któregokolwiek z państw członkowskich. Niestety, przekonanie to na wiele lat przyjęło się pośród polskiej klasy politycznej i, co gorsza, na dłuższy czas ograniczyło indywidualną politykę państwa polskiego w sprawach obronności.

Nie żyjemy już w czasach Reagana

Szczególnie groźną rolę w polskim micie NATO pełni przekonanie o potencjalnym zaangażowaniu USA w konflikty zbrojne w Europie, choć od lat nie żyjemy już w czasach Ronalda Reagana, ostatniego z polityków rzeczywiście gotowych do wojny. Do rzeczywistej oceny możliwego zaangażowania USA w Europie wystarczy proste porównanie: w końcowej fazie zimnej wojny na terenie Europy przebywało 200–220 tys. żołnierzy amerykańskich. Aktualnie cały kontyngent amerykański w Europie oraz w północnej Afryce liczy 75 tys. żołnierzy i ma zostać zmniejszony o kolejne 10 tys. Co istotne, amerykańska administracja podjęła decyzję o tej redukcji już w trakcie trwania rosyjskiej wojny z Ukrainą.

Wspomnianą wcześniej rozbieżność w rozumieniu roli NATO przez Polskę i USA obserwowałem w ciągu wielu lat, podczas kolejnych wizyt w Waszyngtonie, gdzie regularnie spotykałem się z urzędnikami odpowiedzialnymi za amerykańską politykę zagraniczną. Przyczyny tej rozbieżności są w większości racjonalne i nie powinniśmy z ich powodu mieć szczególnego żalu do Amerykanów, którzy do NATO podchodzą dość praktycznie.

Po pierwsze, powinniśmy pamiętać, że na rolę NATO zupełnie inaczej patrzy się z pozycji kraju położonego na rubieżach cywilizowanego świata, mając dysfunkcjonalną armię i agresywnego sąsiada, a inaczej będąc światowym mocarstwem, mającym na utrzymaniu jedną z najpotężniejszych machin wojskowych w historii i żadnego przeciwnika w bezpośrednim sąsiedztwie. Z tego też powodu dla USA Traktat Północnoatlantycki jest aktualnie przede wszystkim narzędziem umiędzynarodowienia konfliktów w różnych częściach świata, tak by ich uśmierzanie nie wiązało się jedynie z ofiarami ze strony własnych żołnierzy. Znacznie łatwiej jest bowiem przekonać amerykańską opinię publiczną do wspólnych międzynarodowych misji wojskowych niż do samodzielnych inicjatyw prezydenta lub Kongresu, na których to później spada odium za koszty ludzkie i finansowe kolejnych operacji wojskowych.

Po drugie, w ostatnich latach naturalną ostrożność amerykańskiej klasy politycznej przed angażowaniem sił zbrojnych poza granicami USA wzmocniła ideologiczna orientacja prezydenta Obamy, który rzeczywiście wierzy w lewicową propagandę, od lat oskarżającą Amerykę o imperializm. Pod jego rządami Stany Zjednoczone zrezygnowały z funkcji „światowego szeryfa”, co prawie natychmiast zaowocowało rozkwitem konfliktów zbrojnych w wielu częściach globu, w szczególności zaś na Bliskim Wschodzie. Popełniane są też kardynalne błędy, jak choćby niedawne powierzenie Rosji roli rozjemcy w konflikcie syryjskim, dokładnie w tym samym czasie, gdy ta eskalowała kryzys ukraiński. Lewicowe skrzywienie czy też może głupota administracji Obamy jest jedynym powodem, dla którego Polska może mieć uzasadniony żal do USA w kwestiach współpracy militarnej.

Zagadka „koniecznych działań”

Czy w obliczu aktualnego zagrożenia inwazją Rosji Polska powinna wiązać nadzieje na efektywną pomoc ze strony NATO? Wskazówką do odpowiedzi na to pytanie jest aktualna postawa dużych krajów europejskich, a zwłaszcza Niemiec i Francji, wobec napaści Rosji na Ukrainę. Przez analogię można sądzić, że jeśli tylko utrata części terytoriów Litwy, Łotwy, Estonii lub nawet Polski będzie na jakiś czas w stanie zapewnić kontynuację dostaw ropy i gazu do Europy Zachodniej, nasi NATO-wscy partnerzy prawdopodobnie przystaną na takie rozwiązanie.

Co gorsza, dla powodów przytaczanych wcześniej nie spodziewałbym się także przesadnie żywiołowej reakcji ze strony USA. W przekonaniu tym utwierdził mnie opublikowany przez konserwatywny magazyn „National Interest” artykuł profesora Jamesa Robinsa „Czy Ameryka poważy się na wojnę z Rosją?”. Autor, znany ekspert, wykładowca i komentator polityczny odwołuje się tam do treści kluczowego z polskiego punktu widzenia art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Ze względu na jego znaczenie, warto zacytować go w pełnym brzmieniu:

„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego”.

Jak zauważył profesor Robins, kluczowy jest tutaj zwrot „działania, jakie uzna za konieczne”, co w przypadku ewentualnej rosyjskiej agresji wobec któregoś z państw Europy Wschodniej będzie oznaczało, jego zdaniem, ostrą retorykę i minimalne sankcje. W amerykańskim establishmencie lęk przed prawdziwą wojną z Rosją jest na tyle duży, że warto będzie z jego powodu rzucić Rosji na pożarcie jakiś mały i daleki kraj, np. Estonię. Tu warto przypomnieć, że USA nie dotrzymały właśnie gwarancji integralności terytorialnej Ukrainy złożonych jej w 1994 r. na mocy Memorandum Budapeszteńskiego. Gwarancji tych nie dotrzymał także inny sygnatariusz Memorandum i zarazem jeden z filarów NATO, Wielka Brytania.

W pełni należy także zgodzić się z konkluzją profesora Robinsa, że podobne skłonienie kilku kluczowych sygnatariuszy Traktatu do zdradzenia krajów Europy Wschodniej będzie w praktyce oznaczało koniec NATO, co było zawsze jednym z długofalowych, strategicznych celów Rosji. Od siebie dodam, że właśnie z tego względu należy się teraz spodziewać nasilonej rosyjskiej presji na małe, peryferyjne kraje NATO. Z kolei, jeżeli nie przełamiemy wewnętrznego lęku przed wojną i pozostawimy choćby najmniejszego z naszych sprzymierzeńców bez pomocy militarnej, z czasem wszyscy przegramy z odradzającym się upiorem ZSRS.
 

Autor jest socjologiem, od 1998 r. zaangażowanym w projekty demokratyzacyjne w krajach autorytarnych. W latach 2006–2014 był prezesem fundacji Wolność i Demokracja. Współpracuje także z Radiem Wnet, wPolityce.pl, TV Republika i Rebelya.pl

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane