Protest w Warszawie
W piątek tysiące rolników zrzeszonych w różnych organizacjach związkowych protestowało w Warszawie przeciwko umowie handlowej z krajami Mercosur. Towarzyszyli im górnicy energetycy, hutnicy oraz m.in. działacze Ruchu Obrony Granic.
Premier Donald Tusk nie zdecydował się na podjęcie rozmów z delegacją protestujących, wobec czego część z nich zdecydowała o pozostaniu w kancelarii szefa rządu. Rolnicy zapowiedzieli też organizację "zielonego miasteczka" w Alejach Ujazdowskich.
W tym samym czasie dotarła informacja o zgodzie większości państw UE na podpisanie umowy z Mercosurem, mimo sprzeciwu Polski, Francji, Irlandii, Węgier i Austrii. Tym samym przewodnicząca KE Ursula von der Leyen ma zielone światło na podpisanie umowy w imieniu Wspólnoty w Paragwaju, który sprawuje prezydencję w bloku Mercosur.
Brak działań i dialogu
Portal Niezależna.pl spytał Tomasza Obszańskiego czy wobec podjęcia decyzji o wyrażeniu zgody na umowę z Mercosurem piątkowy protest może jeszcze cokolwiek zmienić.
Związkowiec zaznaczył, że mimo, iż “Ursula von der Leyen dąży do tego, żeby tą umowe podpisać 12 stycznia, demonstracja jednak miała sens”. - To obliguje rząd pana premiera Tuska do tego, aby szukać mechanizmów ochronnych dla polskiego rolnictwa, a przede wszystkim zacząć rozmawiać z rolnikami, żeby był jakikolwiek dialog, żebyśmy wspólnie znaleźli jakieś rowiązania. Tego do tej pory tak naprawdę nie było - powiedział.
- Rząd w ogóle nie rozmawiał z rolnikami. Były tylko jakieś zdawkowe sygnały, że jesteśmy przeciwni. Przypominam, że w 2025 roku mieliśmy prezydencję i nie zrobiono kompletnie nic, żeby szukać mniejszości blokującej. Tych rozmów z nikim nie było. To zmarnowane pół roku przez polski rząd
- ocenił.
Dodał, że “do tej pory także minister rolnictwa nie zrobił nic w tym kierunku, tylko oszukiwał i mówił, że próbują wprowadzić jakieś klauzule ochronne”.
Prezydent popiera rolników
Nawiązując do spotkania rolników z prezydentem Karolem Nawrockim, które poprzedziło piątkowy protest, Obszański przekazał, że “prezydent zapewnił, że z rolnikami jest na dobre i na złe i wstydem dla niego i polskiego rządu jest to, że polski rolnik musi protestować i domagać się zwykłej przyzwoitości, która pozwoli, żeby te gospodarstwa funkcjonowały”. - Pan prezydent całym sercem jest z rolnikami i jak tylko będzie możliwość to wesprze ich w dowolnym czasie, chociaż wiemy, że ma ograniczone możliwości - relacjonował.
Odnosząc się do słów Donalda Tuska, który podczas konferencji prasowej stwierdził, że nie widzi powodu, żeby spotkać się z rolnikami, ponieważ “rząd podziela ich zdanie”, nasz rozmówca wyraził opinię, że “zwykła ludzka przyzwoitość nakazywałaby, żeby usiąść i porozmawiać”. - Zresztą rolnicy zostali w przedsionku jego kancelarii, więc mógł wyjść do nich, spojrzeć im prosto w oczy i powiedzieć, że ma takie zdanie jak oni - dodał.
- Widać tu całkowite ignorowanie rolników. Ale nie tylko rolników, również górników, hutników, pocztowców i pielęgniarek i leśników. Wszyscy dzisiaj mają poważne problemy nad którymi rząd nie chce się pochylać. Wszystkie grupy społeczne, które budują polską rację stanu niestety są dzisiaj zepchnięte na boczny tor. Ja rozumiem, że trzeba ratować gospodarkę niemiecka. Ja rozumiem, że kanclerz Merz dąży do podpisania tej umowy, ale premier polskiego rządu powinien przede wszystkim dbać o interes polski, a nie niemiecki
- zaapelował Tomasz Obszański.
To nie koniec protestu
Portal Niezależna.pl spytał związkowca czy wobec braku chęci ze strony rządu do dialogu z rolnikami przewiduje kontynuację protestu.