Nikita Chibrin, były żołnierz pochodzący z Jakucka, który zdezerterował z rosyjskiego wojska we wrześniu i uciekł do Europy, opowiedział o tym, jak wygląda prawda o rosyjskiej "armii" w rozmowie z CNN.
Mężczyzna mówił o sytuacjach, których był świadkiem i o których słyszał. Zadeklarował, że jest gotów zeznawać przeciwko swojej jednostce przed międzynarodowym trybunałem karnym. Utrzymuje, że sam nie popełnił żadnych zbrodni.
W programie CNN przyznał, że wciąż pamięta ucieczkę rosyjskich żołnierzy, którzy mieli zgwałcić dwie ukraińskie kobiety w marcu w czasie ich rozlokowania na północny zachód od Kijowa.
- Widziałem, jak uciekają, potem dowiedziałem się, że to gwałciciele. Zgwałcili matkę i córkę
- mówił Chibrin i przekazał, że ich dowódcy na doniesienia o gwałtach wzruszali ramionami. Wyjaśnił, że rzekomi gwałciciele byli bici, ale nigdy nie ponieśli pełnej kary za swoje zbrodnie.
Mówił też, że oddział otrzymał „bezpośredni rozkaz zabicia” każdego – zarówno wojskowych, jak i cywilów – kto rozpowszechnia informacje o pozycjach jednostki.
- Jeżeli ktoś miał telefon – wolno nam było do niego strzelać - powiedział. - Nie ma najmniejszych wątpliwości, że niektórzy z żołnierzy 64 Samodzielnej Brygady Strzelców Zmotoryzowanych byli zdolni do zabijania nieuzbrojonych cywilów - dodał.
- Są maniacy, którym zabijanie człowieka sprawia przyjemność. Tacy właśnie się tam znaleźli
- zaznaczył.