Wojnę w Wietnamie Stany Zjednoczone przegrały nie na polu bitwy, lecz z racji politycznych – z powodu szalonych ataków lewicy, która stawiała opór działaniom wojennym, podsycana zresztą przez agenturę sowiecką. To „dzieci kwiaty” wywróciły militarną potęgę od środka, a nie Vietkong. Wiele można ugrać pacyfistycznymi emocjami, gdy kraj, w którym toczy się wojna jest daleko, a zagrożenia wydają się być nierealne i abstrakcyjne.
Reakcja Iranu na ataki USA i Izraela była szaleńcza i – wydaje się – bez szczególnie wysublimowanego planu: „atakujemy wokół co się da i kogo się da”. Wyobraźmy sobie jednak, że rakiety balistyczne wystrzeliwane przez Teheran niosłyby ładunki nuklearne – wyobraźmy sobie, że taka wojna na Bliskim Wschodzie wybucha później, „za późno”. Jakie mogłyby być konsekwencje dla świata?
Gdy tylko zaczęła się „Epicka Furia” to w mediach lewicowych doszło erupcji krytycznych tekstów i wypowiedzi, zaś większość brała sobie za cel „okropnego Donalda Trumpa” (celowo infantylizuję, ale wypowiedzi także miały posmak infantylny). W Polsce proirańskie sympatie zaczęła wykazywać Telewizja Publiczna. We Włoszech lewica pod przewodnictwem Elly Schlein z Partii Demokratycznej, przypuściła wściekły atak na premier rządu, na kwestię wsparcia dla USA i w ogóle wojny, rozpętanej przez Stany Zjednoczone i Izrael. Do tego, oczywiście, w ten właśnie sposób, krytycznie „między wierszami” zaczęły pisać i mówić politycznie-poprawne media.
I to tak naprawdę jest w jakiejś mierze fala odboju, lewicowa „epicka furia antyamerykańska”. Wydaje się, że cokolwiek w tej chwili nie zrobiłby prezydent Trump, jakąkolwiek decyzję by nie podjął, zawsze będzie źle. Bo to Trump. Zaznaczam – z drugiej strony nie wszystko, co czyni Trump zasługuje na ślepy poklask (w czym czasem niestety zatraca się polska prawica). Co innego jednak krytyczne spojrzenie na niektóre sprawy, a co innego kwestie dotyczące bezpieczeństwa światowego. To Iran, a nie Stany Zjednoczone był i jest dla tego bezpieczeństwa zagrożeniem. Iran, będący cichym sojusznikiem Rosji (także na Ukrainie).
Dlatego trzeba było w niego uderzyć. A „epicka furia amerykańska” to jeden z objawów ciągle napinającej się choroby medialnej na świecie, w której lewica próbuje rzeczywistość zakrzywić w jakąś fantasmagorię, z której – gdybyśmy w nią zabrnęli – będzie się kiedyś bardzo trudno wygrzebać.