Nie wiemy ciągle, czym była akcja rosyjskiego drona, który eksplodował 80 km od Warszawy. W ciągu niespełna 20 minut mógł niezauważony dotrzeć do magazynów saletry w Puławach, rozdzielni prądu w Starej Miłosnej, która zasila Warszawę, eksperymentalnego reaktora jądrowego pod stolicą.
Były premier Włodzimierz Cimoszewicz w pierwszej instancji został nieprawomocnie uniewinniony od zarzutu potrącenia rowerzystki na przejściu dla pieszych. Sąd Okręgowy w Białymstoku podczas procesu apelacyjnego zadecydował, że konieczna jest uzupełniająca opinia biegłych badających wypadki drogowe.
Rosyjski dron wtargnął na 100 kilometrów w głąb terytorium Polski, kluczowego państwa na wschodniej flance NATO i eksplodował w Osinach. Według informacji pochodzących od specjalistów nadzorujących pobliskie linie energetyczne, dron spadł po przecięciu kabli. A to wskazuje, iż mógł być zaprogramowany na uderzenie w Warszawę. Radykalnie zmienia to obraz wydarzenia i wskazuje na testowanie przez Sztab Generalny FR spektakularnych akcji wymierzonych w RP. Szokuje absolutna cisza ze strony premiera Tuska.