Samo wydarzenie miało miejsce o północy z wtorku na środę. Ale przez dziesięć godzin w miejscu wybuchu nie pojawiły się żadne służby wojskowe. Po informacji Rzeczpospolitej, że najprawdopodobniej Polskę zaatakował dron typu Shahed, Kosinak Kamysz, szef resortu obrony, po dziesięciu godzinach od eksplozji, zaznaczył, że „wydarzenie „na razie nie nosi znamion, który by świadczyły o charakterze militarnym”. Dodał, iż nie można wykluczyć, że możemy mieć do czynienia z dronem przemytniczym”.
Jednak przekaz Kosiniaka-Kamysza, który stał w jaskrawej sprzeczności z krótkim filmem, który obiegł sieć i który zarejestrował moment eksplozji owego rzekomego drona przemytniczego, na konferencji prok. Grzegorz Trusiewicz, szef Prokuratury Okręgowej w Lublinie stwierdził, że pojazd posiadał materiały wybuchowe.
Dopiero po szesnastu godzinach od wydarzenia, Kosiniak Kamysz stwierdził na konferencji prasowej, iż był to rosyjski dron bojowy. Wmawiał przy tym Polakom, że: „Mamy do czynienia z prowokacją Federacji Rosyjskiej, z rosyjskim dronem. Mamy do czynienia w szczególnym momencie, kiedy trwają dyskusje o pokoju, kiedy jest nadzieja na to, że ta wojna (...) ma szansę się zakończyć. Rosja po raz kolejny prowokuje”.
Nie, Panie wicepremierze. Wtargnięcie rosyjskiego pojazdu bojowego w głąb Polski to to był akt militarnej agresji, który – z punktu widzenia Kremla - spełnił swoją funkcję.
Pokazał Polakom, że rosyjski dron bojowy może bez problemu naruszyć polską strefę operacyjną i dokonać misji bojowej. Zawiódł bowiem nie tylko system radarowy wzdłuż granicy, ale także mechanizmy rozpoznania operacyjnego. Ujawnił, że armia nie jest gotowa do eliminowania tego rodzaju zagrożeń. A przecież zaledwie 5 dni wcześniej, podczas Defilady Wojska Polskiego mówił że podejmowane jest „tysiące działań, które wiążą się z budową Tarczy Wschód, systemów dronowych i antydronowych na polskiej granicy wschodniej”. Podczas konferencji prasowej uzyskaliśmy informację, iż strona ukraińska przekazała informację o zmasowanym uderzeniu dronów na ich terytorium, ale nasze systemy nie wykryły naruszenia przestrzeni powietrznej. Jednak od uderzenia upłynęło dziesięć godzin zanim wojskowe służby, zajęte obecnie wojną z Biurem Bezpieczeństwa Wojskowego, pojawiły się w miejscu eksplozji.
Gen. Dariusz Malinowski, zastępca Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych przekonywał, że „Dron ten został zaprojektowany tak, aby był bardzo trudny do wykrycia. Prawdopodobnie leciał bardzo nisko, aby ominąć nasze pole radiolokacyjne. Na dzień dzisiejszy możemy przekazać jedynie takie informacje”. Polską armię obowiązuje strategiczne i operacyjne prognozowanie którego celem jest rozpoznanie scenariuszy planowanych przez przeciwnika i odpowiednie przygotowanie się do odpowiedzi na te zagrożenia. Rosja uruchomiła sieć fabryk produkujących na masową skalę drony. Główny taki obiekt , wytwarzający rosyjskie wersje konstrukcji Shahed 131 i 136 znajduje się w Specjalnej Strefie Ekonomicznej Ałabuga, w Tatarstanie. Rosjanie twierdzą, że to dziś największa fabryka dronów na świecie.
Także w tej republice, w Niżniekamskim OkręguPrzemysłowym, powstał Kompleks Logistyczny Deng Xiaopinga, gdzie w oparciu o dostawy chińskich podzespołów, mają powstawać drony. Także zakłady IEMZ Kupol w Iżewskurozpoczęły ich produkcję na masową produkcję. W odpowiedzi Ukraina stworzyła sieć ponad dwustu firm i zakładów, które wysyłają na front tysiące nowoczesnych konstrukcji. Wiele z nich wytwarzanych jest przez drukarki 3D. Wynika to z ogromnego tempa w jakim następują nieomal z dnia na dzień zmiany technologiczne w dronach, co pociąga też za sobą szybkie zmiany oprogramowania i wykorzystywania algorytmów AI. Nie ulega wątpliwości, że agresja rosyjskiego drona bojowego na Polskę jest elementem szerszej, zaplanowanej na poziomie sztabu generalnego FR operacji i jest wpisana w kontekst zbliżających się manewrów Zapad 2025 r. rosyjskiej o białoruskiej armii. W tym kontekście budzi szok nonszalancja i arogancja wicepremiera Kosiniaka Kamysza i podległych mu służb.