Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

To była rosyjska misja bojowa. "Gdzie są systemy antydronowe?"

Na zdjęciach widać, że to był dron Geran 2A, a więc rosyjska wersja irańskiego Shaheda, której jeszcze nie znaliśmy. Wykonywał rosyjską misję bojową nad Polską. Nasze systemy nie zadziałały, co jest niezwykle groźne. Za ministra Błaszczaka w newralgicznych punktach zostały rozmieszczone systemy antydronowe. Trzeba pytać: gdzie są teraz? – mówi gen. Dariusz Wroński. – Gdzie w tej sytuacji jest premier i jak można wydać tak kuriozalny komunikat, jak opublikowało MON? – grzmi senator Wojciech Skurkiewicz w rozmowie z Gazetą Polską Codziennie.

W nocy z wtorku na środę niezidentyfikowany obiekt spadł w pobliżu miejscowości Osiny na Lubelszczyźnie. Mieszkańcy usłyszeli huk i zobaczyli błysk eksplozji. Nie ma osób poszkodowanych, ale eksplozja była tak silna, że w trzech budynkach popękały szyby. To ponad 100 km do naszej wschodniej granicy.

Reklama

Ministerstwo Obrony Narodowej wydało komunikat, w którym sugerowało trzy wersje zdarzenia: „Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz: Na ten moment wszystkie służby badają każdą z trzech wersji – drona rosyjskiego, drona przemytniczego oraz akt sabotażu, który mógł zostać dokonany na terytorium Polski. Wszystkim, którzy są w jakikolwiek sposób zaangażowani w te działania, chciałbym bardzo serdecznie podziękować za precyzyjne i skrupulatne podejście”.

Do sytuacji nie odniósł się premier Donald Tusk. Natomiast lokalne media i internet zaczęły zapełniać zdjęcia z miejsca eksplozji i resztek drona.

To był geran 2A

– Widać na fotografiach, że nie mamy tu do czynienia z żadnym dronem przemytniczym. Oznaczenia cyrylicą wskazują na geran 2A. A to jest najnowsza wersja rosyjskiego drona bojowego produkowanego na licencji irańskiej. To ich rodzima wersja irańskiego shaheda 136. Nie ma tu mowy o przypadku. Uważam, że była to misja rosyjska. Zaplanowana i przeprowadzona z użyciem tego statku powietrznego. Miała na celu sprawdzenie, na ile działają nasze systemy śledzenia przestrzeni powietrznej, systemy jej obrony, a także jak funkcjonuje przepływ informacji, tzn. czy i kiedy dron zostanie zauważony, jak szybko i kto zostanie o tym poinformowany, jaka będzie reakcja itd.

– mówi „Codziennej” gen. Dariusz Wroński, były dowódca jednostek wojsk lotniczych.

Wojskowy podkreśla, że ani wlot drona w naszą przestrzeń powietrzną, ani jego eksplozja nie były przypadkiem. – Ten dron wleciał ponad 100 km na nasze terytorium. Nie może być mowy o pomyłce, np. o błędnej nawigacji, ponieważ ta maszyna ma zaawansowane systemy nawigacyjne, w tym tzw. nawigacji zliczeniowej, opartej na lokalizacji wież GSM, czy wreszcie łączność z satelitami rosyjskiego systemu GLONASS. Wiemy to w oparciu o dane dotyczące wersji Geran 2. Wiemy też, że produkowane są wersje rozpoznawcze tych dronów, wyposażone m.in. w termowizję i zdolne transferować dane w czasie rzeczywistym. Tu jest wersja nowsza oznaczona 2A. Dlatego ładunek wybuchowy drona został użyty m.in. w celu zniszczenia maszyny, by niemożliwe było odtworzenie jego dokładnej budowy i urządzeń, które zawierał. Drugim powodem było to, że Rosjanie nie chcieli eskalować ingerencji w nasze terytorium i zminimalizowali zniszczenia. Stąd detonacja nad polem kukurydzy – tłumaczy gen. Wroński.

Systemy nie zadziałały

– Nasze systemy nie zadziałały, choć mamy możliwości, by takie obiekty dostrzec i likwidować. W czasie kiedy ministrem był Mariusz Błaszczak, systemy antydronowe zostały rozmieszczone w newralgicznych miejscach. Trzeba zadać pytanie: gdzie są teraz? – mówi gen. Wroński.

Sam Błaszczak także o to pyta w mediach społecznościowych: „Skoro do opinii publicznej przedostało się zdjęcie obiektu, który spadł, rząd powinien bezzwłocznie poinformować, co nim jest. Gdyby do takiej sytuacji doszło za czasów rządów PiS, wszyscy politycy opozycji domagaliby się natychmiastowej dymisji. Ja domagam się rzetelnej informacji i potwierdzenia, czy prawdą jest, że MON przestał korzystać z systemu antydronowego SKYctrl, zakupionego w czasach rządów PiS, który mógłby wykryć ten obiekt. Jeśli potwierdzą się te informacje, będzie to oznaczało całkowitą kompromitację kierownictwa resortu”.

Chaos informacyjny

– Zgadzam się z twierdzeniami, że takie obiekty powinny być neutralizowane. Jest oczywiste, że Rosjanie testują nasze zdolności monitorowania przestrzeni powietrznej i jej obrony. Robią to od dawna. Balony, rakieta pod Bydgoszczą, śmigłowce białoruskie nad Białowieżą – to tylko przykłady. Po sytuacji, w której znaleziono pod Bydgoszczą rakietę w marcu 2023 r., a okazało się, że weszła w naszą przestrzeń powietrzną w grudniu 2022 r., i minister został o tym poinformowany, dopiero jak rakietę znaleziono, doszło do działań mających zakończyć takie zdarzenia. Okazuje się, że sytuacja wróciła. Co więcej, jest kuriozalne, że MON w taki sposób informuje opinię publiczną. Po eksplozji, po tym, jak stało się to ponad 100 km od granicy, próbuje twierdzić, że może to jest dron przemytników. Przemycał trotyl? Gdzie w tej sytuacji jest premier? Gdzie jest szef MON, który opowiada takie bzdury? – mówi „Codziennej” Wojciech Skurkiewicz, były wiceszef MON, senator PiS.

– Najwyraźniej wcześniejsze tego typu wypadki niczego ich nie nauczyły. Widać, że od razu odrzucali wersję z przemytnikami, ponieważ wysłali na miejsce Służbę Kontrwywiadu Wojskowego. Wprowadzili chaos informacyjny i sami sobie przeczą, tym, co mówią, z tym, co robią. Od początku można było zakładać, że to sprzęt wojskowy. Na zdjęciach udostępnionych przez lokalne media widać, że to dron wojskowy, który ja zaliczam do prostej amunicji krążącej, w układzie skrzydeł delta. Jest to najwyraźniej geran, fotografie resztek silnika wskazują właśnie na ten typ drona. Czy został celowo zdetonowany, trudno powiedzieć. Mogła nastąpić eksplozja na skutek kontaktu z ziemią. To jest prosta głowica bojowa. Pomysły, że to dron przemytniczy, są absurdalne – mówi „Codziennej” dr inż. Szymon Dankowski, wykładowca akademicki, były prezes i dyrektor ds. procesów technologicznych Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2.

BBN reaguje

„Prezydent RP Karol Nawrocki jest na bieżąco informowany o sytuacji związanej z incydentem w miejscowości Osiny w powiecie łukowskim. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz rozmawiał o sprawie z wicepremierem, ministrem obrony narodowej Kosiniakiem-Kamyszem. Informacje dotyczące zdarzenia przekazywane są do biura także przez instytucje rządowe, a kierownictwo BBN pozostaje w kontakcie z Dowództwem Operacyjnym Sił Zbrojnych” – poinformowała wczoraj Kancelaria Prezydenta.

W chwili zamykania tego numeru „Codziennej” na miejscu zdarzenia wciąż pracowały służby. Po południu prokurator okręgowy w Lublinie Grzegorz Trusiewicz poinformował media, że na miejsce dotarł biegły wojskowy zajmujący się badaniem materiałów wybuchowych i potwierdził ustalenia wcześniej poczynione przez biegłego cywilnego. Wskazał z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, że ujawnione części drona wskazują na użycie materiałów wybuchowych. Dodał, że na obecną chwilę nie da się zidentyfikować, jakie oraz w jakiej ilości materiały zostały użyte.

Prokuratura na razie nie jest w stanie wskazać, jaki dron konkretnie spadł w Osinach. – Na miejsce zdarzenia jedzie jeszcze jeden biegły, z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce, który być może określi nam precyzyjnie rodzaj uzbrojenia i wszystkie okoliczności związane z urządzeniem – mówił Trusiewicz.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Reklama