- Zabezpieczyliśmy ziemię z epicentrum wybuchu. Będziemy ją badać przede wszystkim w kierunku materiałów wybuchowych - przekazał podczas konferencji prasowej w Osinach Grzegorz Trusiewicz.
Podkreślił, że w związku z zabezpieczonymi nagraniami i pojawiającymi się doniesieniami o lecącym dronie zostaną przesłuchane kolejne trzy osoby.
Dron najprawdopodobniej wleciał z terenu Białorusi
– powiedział prokurator.
Dodał, że na miejscu zdarzenia pracuje obecnie już sześciu prokuratorów oraz ok. 150 przedstawicieli innych służb, którzy uczestniczą w czynnościach. Ogromnym wsparciem na miejscu jest wojsko. Podkreślił, że zakres poszukiwań i oględzin został poszerzony i łącznie jest to już kilka hektarów. Obszar zostanie podzielony na pięć sektorów, w których będą pracowały oddzielne ekipy.
Trwają działania śledczych
Dopytywany co dalej ze szczątkami drona, prokurator odparł, że będzie on potraktowany jako dowód rzeczowy w postępowaniu i zostanie poddany kompleksowym opiniom biegłych pod względem użytych substancji wybuchowych, jak i podstaw takich jak co to za urządzenie i skąd pochodzi.
- Będziemy dzisiaj przede wszystkim opisywać przedmioty, które ujawniliśmy do tej pory. Będziemy też skupiać się na epicentrum, żeby dokładnie przeszukać nie tylko to, co było widoczne, ale też to, co może znajdować się pod powierzchnią ziemi, w tym w szczególności jeżeli znajdowało się tam urządzenie elektroniczne, które nadawałoby się do dalszych bada - powiedział.
Odniósł się także do doniesień o uszkodzeniu linii energetycznej przez nadlatujący obiekt. Jedną z wersji, którą śledczy biorą pod uwagę jest to, że dron mógł zahaczyć o pobliskie linie energetyczne. Prokuratura zabezpieczyła trzy linie energetyczne, które wykazują „ślady świeżego uszkodzenia”.
Nie wiadomo, gdzie się kierował
Trusiewicz podkreślił, że jest "wysokie prawdopodobieństwo, że nadleciał z Białorusi". - Wszystko wskazuje na to i przesłuchaliśmy czterech świadków i mamy trzy kolejne osoby, które widziały ten obiekt - zaznaczył. Dodał, że wskazują na to także nagrania.
Pytany była także o kierunek lotu maszyny. - Nie wiem, w jakim kierunku zmierzał - odpowiedział. Dodał, że nie jest to w tej chwili przedmiotem tego śledztwa.
Trusiewicz przekazał na środowej konferencji prasowej, że na polu kukurydzy spadł „spory dron wojskowy”, na którego silniku ujawniono napisy „prawdopodobnie w języku koreańskim”. Jak poinformował, śledczy zebrali spory materiał dowodowy i przesłuchali ok. 10 osób. Zaapelował do mieszkańców, którzy mają informacje o zdarzeniu lub nagrania z zajścia, o kontakt z policją lub żandarmerią wojskową.