W sobotę, 28 lutego nad ranem wojska Izraela oraz USA zaatakowały Teheran. Od początku wydarzenia nabrały błyskawicznego tempa. Kolejne państwa zaczęły tego dnia zamykać swoje przestrzenie powietrzne, a przewoźnicy byli zmuszani do odwoływania rejsów, a nawet zawracania samolotów. Aż osiem krajów regionu zamknęło natychmiastowo niebo dla ruchu cywilnego. Wśród nich znalazły się m.in. Iran, Irak, Izrael, Katar, Bahrajn, Kuwejt, Jordania i ZEA, a także część przestrzeni powietrznej Syrii. Na miejscu zostało tysiące Polaków, którzy nie mieli możliwości powrotu do kraju.
W drodze dostępu do informacji publicznej otrzymaliśmy pełen dostęp do komunikatów, które wydawał MSZ i polskie placówki dyplomatyczne rodakom przez system Odyseusz. Pokazuje, jak spóźnione i nieprecyzyjne były ostrzeżenia. Tak działający system wprowadzał w błąd i powodował dodatkowy chaos, zamiast pomocy.
Absurdalne opóźnienia
Pierwszy komunikat, jaki otrzymali Polacy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, nadszedł już po wybuchu konfliktu, 28 lutego. Został wysłany tego dnia o godz. 14:58. A więc już dobrych kilka godzin po zamknięciu nieba dla lotów cywilnych. Co się w nim znalazło? Informacja, że ambasada... „uważnie śledzi rozwój wydarzeń, w tym potencjalny wpływ obecnych uwarunkowań na bezpieczeństwo i funkcjonowanie ruchu lotniczego”.
Znalazł się w nim też apel o „zachowanie podwyższonej ostrożności w codziennym funkcjonowaniu” .
W związku z napiętą sytuacja w regionie oraz możliwymi decyzjami władz lub przewoźników dotyczącymi czasowego ograniczenia bądź zawieszenia ruchu lotniczego zalecamy: pozostawanie w stałym kontakcie z linia lotnicza w celu uzyskiwania informacji o ewentualnych zmianach w podróży, opóźnieniach, przekierowaniach lotów lub możliwościach zakwaterowania w przypadku przedłużających się utrudnień, bieżące śledzenie komunikatów portów lotniczych oraz innych oficjalnych źródeł informacji
– ostrzegał "rychło w czas" MSZ. Resort, za pośrednictwem ambasady, napisał o „możliwych ograniczeniach i zawieszeniach”, gdy te już dawno stały się faktem. Celowa dezinformacja, brak aktualnych danych? Dziwne, bo od rana huczały o tym wszystkie światowe i krajowe media.
Dopiero dzień później - 1 marca - Polacy w ZEA przez MSZ-owskiego Odyseusza o godz. 11.06 otrzymują kluczowy alert „odradzamy wszelkie podróże dla 7 państw: Arabia Saudyjska, Bahrajn, Jordania, Katar, Kuwejt, Palestyna, Zjednoczone Emiraty Arabskie”. Ponad dobę po wybuchu konfliktu!
1 marca o 14:40 nadciąga kolejna „przełomowa” wieść od naszej dyplomacji dla rodaków, że „władze ZEA podjęły decyzje o czasowym zamknięciu przestrzeni powietrznej państwa, co skutkuje wstrzymaniem startów i lądowań samolotów pasażerskich m.in w portach w Abu Zabi, Dubaju i Szardży, do odwołania”. Znowu spóźnienie ponad dobę od wydarzeń.
Infolinia w ambasadzie zaczęła działać – jak wynika z udostępnionych nam przez MSZ materiałów – w niedzielę 2 marca po 17.00. Jej uruchomienie zajęło więc aż trzy dni.
Dokąd zmierzasz Odyseuszu?
Tragikomiczne są też komunikaty, już po częściowym otwarciu przestrzeni powietrznej, gdy udało się uruchomić pierwsze czartery do Europy. 6 marca o godz. 9.02 na Odyseuszu pojawia się komunikat o locie z Dubaju do Bergamo z linkiem do zakupu biletów. O 10:17 idzie komunikat, że niestety liczba miejsc na ten lot „została wyczerpana”.
Dopiero 9 marca o godz. 13.28 ambasada RP w Abu Zabi informuje przez Odyseusza, że „w najbliższych dniach prawdopodobnie zostaną zorganizowane loty repatriacyjne z Maskatu (Oman) do Warszawy”. Tymczasem pierwsze loty z Omanu na tej zasadzie odbyły się już 5 marca.
Myślą Państwo, że w innych krajach regionu było lepiej?
Ambasada w Tel-Awiw-ie dopiero 1 marca o godz. 13.16 poinstruowała za pomocą Odyszeusza, że „nie rekomenduje poruszania się po terytorium Izraela”, oraz że został zawieszony ruch lotniczy. Z kolei placówka w Doha wysłała komunikat MSZ „Odradzamy wszelkie podróże do Kataru” 1 marca o godzinie 3.42.
Jak widać, system Odyseusz, który ma umożliwiać m.in. przekazywanie informacji obywatelom polskim przebywającym za granicą nie został należycie użyty. Komunikaty w poszczególnych państwach Bliskiego Wschodu były przygotowywane i dystrybuowane bezpośrednio przez właściwe miejscowo placówki zagraniczne. MSZ uznał, że „ich treść, zakres, częstotliwość oraz forma były dostosowywane do bieżącej sytuacji oraz lokalnych uwarunkowań”. W części krajów Bliskiego Wschodu polscy obywatele nie zostali w ogóle poinformowani o zagrożeniu za pomocą Odyseusza przez placówki. Niektóre z nich, "z uwagi na uwarunkowania lokalne" (jak tłumaczy MSZ - red.), wysyłały jedynie wiadomości mailowe.