W Zielonej Górze doszło do miejskiej noclegowni zostali przyprowadzeni trzej młodzi mężczyźni, którzy najprawdopodobniej nielegalnie przekroczyli granicę z Polską. To obywatele Erytrei, których tożsamość nie została w żaden sposób potwierdzona.
"Po analizie sytuacji imigrantów mamy obawy o bezpieczeństwo naszych podopiecznych oraz osób bezdomnych przebywających w noclegowni. Wynika to z faktu, że osoby te nie mają potwierdzonej tożsamości, ani Straż Graniczna ani ambasada Erytrei w Berlinie nie potwierdziła, że są osobami za które się podają. Sugeruje to, że celowo ukrywają swoją tożsamość, co wywołuje u nas niepokój i strach (nie mamy w noclegowni żadnych procedur do postępowania z nielegalnymi imigrantami)"
- czytamy w piśmie kierownictwa noclegowni skierowanym do prezydenta miasta.
Zaniepokojeni sytuacją pracownicy podkreślili w liście do Marcina Pabierowskiego z Koalicji Obywatelskiej, że imigranci opuścili Strzeżony Ośrodek dla Cudzoziemców w Białymstoku podając miejsce zamieszkania w Warszawie. Wszyscy podali ten sam adres, więc powinni meldować się w placówce Straży Granicznej w Warszawie. Nie robią tego, ponieważ obecnie przebywają w Zielonej Górze.
Patowa sytuacja
Pracownicy socjalni podkreślili, że nielegalni imigranci nie podlegają wsparciu w ramach pomocy społecznej. Dodatkowo podkreślono, że "rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 18 marca 2026r. nie daje możliwości składania wniosków o ochronę międzynarodową dla tych imigrantów".
"Rząd w nawiązaniu do Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 18 marca 2026 nakazuje nielegalnym imigrantom opuszczenie ośrodków strzeżonych – nie wskazując dalszej procedury pobytu w Polsce"
- wyjaśniono w piśmie.
Zaniepokojenie mieszkańców
W komentarzach do pisma lokalni mieszkańcy wyrazili swoje zaniepokojenie sytuacją. Noclegownia dla osób w kryzysie bezdomności znajduje się w sąsiedztwie czterech szkół.
"Różne dziwne fundacje kolejny raz robią za nasze pieniądze z naszej noclegowni przechowalnię dla nielegalnych imigrantów" - napisał radny miejski i lekarz Robert Górski. Nawiązał do faktu, że trzech mężczyzn zostało przyprowadzonych do ośrodka przez aktywistów z Fundacji Miejsce na Ziemi.