Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Chorzy z urojenia – Warszawa anno 2026. "To nie materiał na komedię, ale dramat"

Jakąż by komedię napisał dzisiaj Molier, gdyby żył. Może by dał jej tytuł „Sygnalista umoczony”? A może „Szpital Południowy”? A może nic by nie pisał, bo by uznał, że to jednak nie materiał na komedię, lecz dramat, lub tragedię. A on nie jest w tym dobry. Za to macherzy od szpitalnych biznesów są w materii świetni – i działają w poczuciu bezkarności. Bo sądzą, że wszystkie zarzuty uda się przedstawić, jako zrodzone „z urojenia”. Lecz czy publiczność uwierzy? - pisze w felietonie dla niezalezna.pl Tomasz Łysiak.

Swoje ostatnie dzieło teatralne wielki Molier poświęcił sztuce lekarskiej. Sportretował w niej, owszem, samego siebie, tytułowy „Chory z urojenia”, czyli Argan to w istocie on sam. Ba, jak wcześniej często bywało, sam także odgrywał tę rolę, co więcej, w trakcie czwartego przedstawienia, w lutym 1763 roku nagle zasłabł na scenie. Zniesiono go z niej, a następnie przetransportowano domu, w którym kilka godzin później zmarł. Los bywa okrutnie i celnie złośliwy – Molier zaczął bowiem poczuł się źle w trakcie odgrywania sceny sfingowanej śmierci.

W każdym razie ta ostatnia jego, genialna komedia, nosi w oryginale tytuł „Le Malade imaginaire”, czyli dosłownie rzecz ujmując „chory z wyobraźni”, „chory wyobrażony”. Bo wyobraźnia tworzyć potrafi najgorsze, dręczące koszmary – „gdy rozum śpi, budzą się potwory”. Jednak poza własną, sportretowaną cudnie hipochondrią, Molier w owym ostatnim swoim tekście stworzył genialną satyrę na medycynę i lekarzy. Naczelny medyk głównego bohatera, dr Czyściel, miał jak mówi służąca Antosia, uśmiercić wiele osób swoimi „kuracjami”. Berald, brat Argana, stwierdza, że „więcej ludzi zabiły lekarstwa niż choroby”. A w całej sztuce przewijają się motywy związane z XVII-wieczną sztuką medyczną, w której głównymi środkami leczniczymi było puszczanie krwi, badanie pulsu, czy nieustanne lewatywy. '

Gdy jednak medyczną kastę usiłuje się dotknąć, sprawdzić, czy faktycznie lekarze leczą, czy też po prostu na chorobach robią interesy, mając głęboko w nosie pacjentów, wtedy „kasta medyczna” wpada w szał. Dr Czyściel grozi Arganowi wszelkimi możliwymi chorobami, a nawet śmiercią – gdyż ten nie wziął przepisanej lewatywy. Aptekarz Pan Wonny krzyczy: „Jak pan śmie sprzeciwiać się zaleceniom medycyny!”. On również wpada w szał! Widownia płacze ze śmiechu, ale też z tego względu, że w żartach molierowskich znajduje odbicie współczesnej epoki. Dzisiejsza publiczność czuje, że – owszem, zmieniły się metody, nauka poszła bardzo do przodu – ale niestety czasem pacjent jest traktowany przez lekarza tak, jak to było w XVII wieku, za czasów Moliera i Króla Słońce. 

Teraz w Polsce mamy zresztą Premiera Słońce, a posłuszni i dogadani z jego prawą ręką lekarze, wyczyniają w stołecznych szpitalach podobne brewerie, co za czasów króla Ludwika. Prezydent Miasta reaguje dopiero, gdy napiszą o wszystkim „żurnaliści”, atakowani są nie ci, którzy wyczyniali machlojki, stawiając na szali ludzkie zdrowie i życie, ale ci, którzy zaalarmowali o złej sytuacji. Jakąż by komedię napisał dzisiaj Molier, gdyby żył. Może by dał jej tytuł „Sygnalista umoczony”? A może „Szpital Południowy”? A może nic by nie pisał, bo by uznał, że to jednak nie materiał na komedię, lecz dramat, lub tragedię. A on nie jest w tym dobry. Za to macherzy od szpitalnych biznesów są w materii świetni – i działają w poczuciu bezkarności. Bo sądzą, że wszystkie zarzuty uda się przedstawić, jako zrodzone „z urojenia”. Lecz czy publiczność uwierzy? 

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska