Od kilku tygodni obecna władza i zaprzedane jej media liberalno-lewicowe z ledwie ukrywaną satysfakcją oświadczają, że w Polsce panuje „pogromowa” albo „przedpogromowa” atmosfera w stosunku do Ukraińców. Ktoś, kto zna Polskę tylko z artykułów „Gazety Wyborczej” albo programów TVN, musi być święcie przekonany, że w naszym kraju już strugają dzidy i ostrzą noże brunatne bojówki. Że Ukraińcy co wieczór, z narażeniem życia, przemykają ulicami, aby zasypiać, pełni strachu, w swoich zabarykadowanych mieszkaniach.
Co mówią liczby
Łatwo byłoby temat antyukraińskich nastrojów zakończyć na powyższej propagandzie, wrzucić do worka liberalno-lewicowych kłamstw, gdyby nie kilka faktów. Po pierwsze, w tego typu alarmistyczne tony uderzają nie tylko szeroko pojęte cyngle władzy. Zwracają na to uwagę też szanowani i idealistyczni publicyści, społecznicy czy intelektualiści, w tym powiązani z opozycją.
Po drugie, trudno nie widzieć wzrostu postaw antyukraińskich, momentami niesamowitej wręcz brutalizacji języka, który jest wymierzony właśnie w tę grupę. W przestrzeni publicznej pojawiają się komunikaty skrajnie nienawistne, które jeszcze do niedawna byłyby uznane za niedopuszczalne.
Zanim jednak przejdziemy do analizy, z czego wynika ta „pogromowa” lub „przedpogromowa” atmosfera, sprawdźmy, co o obecnej sytuacji mówią liczby, a konkretniej statystyki policyjne. Wiadome media i politycy lubią krzyczeć o „wzroście ksenofobii” czy „eskalacji przemocy”. Podpierają się przy tym danymi Komendy Głównej Policji, z których jasno wynika, że liczba zgłoszonych przestępstw nienawiści (pod tym określeniem mieszczą się zarówno ataki werbalne, jak i przemoc fizyczna) wzrosła w ciągu tego półrocza aż o 30 proc.! Z tym, że mówimy tu o... 180 przypadkach. Są to zgłoszenia (nie wiemy więc, ile z nich zostanie faktycznie zakwalifikowanych jako tego typu przestępstwo), pamiętajmy też, że w 2026 roku zmieniono wytyczne m.in. dla policji, ułatwiające jej podpinanie rozmaitych spraw pod tę właśnie kategorię.
Raz jeszcze: 180 spraw. Przypomnijmy teraz, że w Polsce żyje minimum 1,5 miliona Ukraińców, możemy też śmiało uznać, że większość Polaków ma z nimi regularny kontakt. Statystycznie mamy więc do czynienia z marginesem marginesu. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko tych, którzy, zdaniem mediów liberalno-lewicowych, jako jedyni „nienawidzą” Ukraińców (teza skądinąd fałszywa), czyli wyborców partii prawicowych – mówimy tu o niecałych 200 przypadkach na zbiór milionów ludzi.
Nie ma więc żadnego „masowego” przełożenia narracji antyukraińskich na bezpośrednie akty przemocy wobec Ukraińców.
A teraz przeprowadźmy prosty eksperyment. Spójrzmy, co liczby mówią, jeśli chodzi o przestępczość, której sprawcami w Polsce są Ukraińcy. Okazuje się, że w 2022 roku liczba przestępstw dokonywanych przez nich wynosiła 12 tysięcy. Za to w obecnym półroczu mamy ich już 11 tysięcy. Mamy więc do czynienia ze wzrostem o 100 proc.! Co więcej, doszło nawet do morderstw popełnionych przez Ukraińców, których ofiarami padli Polacy.
Europejczycy kontra motłoch
Czyli jednak Berkowicz i Braun mają rację, Ukraińcy stanowią żywotne zagrożenie dla nas i musimy bać się „ukraińskiej fali przemocy”? Oczywiście, że nie, ponieważ ponownie, w liczbach bezwzględnych wspomniana przestępczość okazuje się zjawiskiem marginalnym.
A teraz spójrzmy, jak wygląda sytuacja np. we Francji. Otóż tylko w 2025 roku doszło tam do ponad 16 tysięcy tzw. przestępstw z nienawiści, podczas gdy w Polsce do mniej więcej tysiąca. Oczywiście mamy tu do czynienia z różnymi systemami prawnymi, a więc i różniącymi się definicjami, niemniej skala różnicy pokazuje prostą prawdę – Polska, jeśli chodzi o napięcia etniczne, nie zbliża się nawet do „standardów” większości państw UE, w których mamy do czynienia ze zjawiskiem masowej migracji. Nie mówiąc już o tym, że gdyby w przykładowej Francji doszło do zamordowania Francuza przez migranta (ewentualnie na odwrót), najprawdopodobniej doszłoby do gigantycznych zamieszek.
Jeśli faktycznie w Polsce mamy do czynienia z sytuacją „pogromową”, to we Francji odbywa się pogrom za pogromem. Prawda jest taka, że w naszym państwie nie mamy do czynienia nawet z ułamkiem typowych dla tamtych organizmów politycznych patologii, co jest zresztą oczywiste dla każdego, kto zna największe kraje Zachodu.
Działa to, powtórzmy, w obie strony – ani Polacy nie reagują tak agresywnie, jak okłamują nas publicyści i politycy liberalno-lewicowi, ani Ukraińcy, stanowiący największą grupę obcą etnicznie w naszym państwie, nie są w żaden sposób takim „zagrożeniem”, jak usiłują nam to opisywać ludzie powiązani np. z Konfederacją Brauna.
Czemu Tusk i jego tuby propagandowe przyjęli taką strategię propagandową? Nietrudno się domyślić. To tysięczna odsłona narracji mającej legitymizować władzę Tuska i jego ludzi, dzielącą Polaków na „światłych i europejskich” oraz motłoch. Mobilizująca zwolenników za pomocą lęku przed „faszystami”, zagrożeniem tak wielkim, że nie czas zajmować się takimi szczegółami, jak stan państwa i „osiągnięcia” obecnej władzy.
Tego typu narracja jest jednak tym razem dodatkowo niebezpieczna, ponieważ, po pierwsze, sprzyja Rosji, która z chęcią sama przedstawia Polskę w podobny sposób, po drugie, może być formą samospełniającej się przepowiedni. Podbija tak naprawdę negatywne nastroje w obu grupach etnicznych – zarówno strachu, jak i ze złości, co w konsekwencji może prowadzić do eskalacji konfliktu.
Zagrożenie dla Polski
Liczby pokazują, że nadal, mimo wielu niepokojących zjawisk, sytuacja w Polsce może być wzorem współistnienia dwóch różnych grup etnokulturowych dla reszty Unii. Czy oznacza to jednak, że możemy po prostu machnąć ręką na antyukraińskie nastroje i tych, którzy je pobudzają? Nie.
Zacznijmy od sprawy odpowiedzialności za przemoc. Owszem, to, że jej ilość w liczbach bezwzględnych jest właściwie marginesem marginesu, nie oznacza, że ona znika. Są to konkretne tragedie, a współodpowiedzialnymi za nie są ci, którzy szczują na Ukraińców dzień i noc.
Pozwolę sobie tu podać bardzo ostrą analogię, ale adekwatną. Wszyscy pamiętamy zamordowanie Marka Rosiaka przez Cybę. Nie istniała wtedy w Polsce atmosfera pogromowa wobec ludzi PiS, Polacy nie chcieli masowo mordować członków tej partii. Jednak jest oczywiste, że nienawiść, jaką wobec Kaczyńskiego rozpętali Tusk i jego media, stała za tym mordem. To, co dziś słyszymy ze strony obu Konfederacji i powiązanych z nimi publicystów oraz gwiazdeczek, niczym się nie różni od tamtego, poza jego obiektem. Może skończyć się więc tym samym.
Gdyby jeszcze można było sprawę sprowadzić do Brauna i jemu podobnych. Niestety, tego typu wątki podchwytują też sensowne media opozycyjne czy ważni politycy PiS. Czasem puszczą piosenkę, w której Ukrainiec określany jest mianem „pasożyta”. Czasem poseł Woś spróbuje rozkręcić akcję „wyrzucić z Polski zdolnych do walki Ukraińców”, a poseł Matecki, jak ładnie wykazał to redaktor Maciejewski, powiela fejki o ambasadzie ukraińskiej mającej nakłaniać do prowokowania Polaków.
Pamiętajmy też, że eskalowanie tego typu negatywnych emocji prowadzi do osłabiania zdolności obronnych Polski. Za każdym razem, kiedy rakiety czy drony z Rosji wkraczają w naszą przestrzeń powietrzną, moskiewskie trolle, pasożytując na negatywnych uczuciach wobec Ukraińców, skutecznie zalewają sieć fejkami, że to sprawka Ukraińców. Taki chaos informacyjny może być dla Polski wręcz śmiertelnie niebezpieczny.
Minister sponsorów zagranicznych - czytaj najnowszy numer tygodnika #GazetaPolska!
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) August 12, 2026
Więcej na https://t.co/OnIeddfVvX oraz wygodnej prenumeracie dostępnej na https://t.co/4iBN2D7fFX pic.twitter.com/9FGyONco3d