W ubiegłym tygodniu minister cyfryzacji potwierdził, że doszło do wycieku danych 19 mln Polaków będących w dyspozycji firmy MyDr. Stwierdził, że „mamy do czynienia z niebywałym i bardzo dużym incydentem w zakresie bezpieczeństwa polskiej infosfery”.
Jak poinformował dziś portal Niezalezna.pl podobna sytuacja miała miejsce już 2,5 roku temu. Między 18 a 27 marca 2024 r. hakerzy przejęli dane 18 814 054 Polaków. Nie tylko imię i nazwisko, ale także numer PESEL oraz informacji o posiadaniu aktualnego ubezpieczenia zdrowotnego. Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Regionalna w Poznaniu.
Jak informowaliśmy, resort cyfryzacji nie został poinformowany o wycieku i poznańskim śledztwie. Niedługo po naszym tekście wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka potwierdził, że wcześniej o zdarzeniu nie wiedział.
"Ja dopiero teraz o całej tej sprawie się dowiedziałem tak, jak państwo się dowiedzieli"
– powiedział.
Jak stwierdził jednak, nie sądzi, "żeby w 2024 roku, w marcu, doszło do wycieku tak dużej paczki danych". - Moim zdaniem to są dwie osobne sytuacje. Jedna z drugą mogą mieć coś wspólnego, natomiast, na pewno wtedy nie doszło do wycieku danych - powiedział.
Pismo z prokuratury
Obecny w studiu był autor omawianego tekstu red. Piotr Nisztor. Przyznał, że po wypowiedzi wiceministra jest "zszokowany". Przytoczył cytowany w artykule dokument prokuratury, do którego dotarł. W nim jasno jest napisane, że w związku z działaniami przeprowadzonymi w 2024 roku "nielegalnie uzyskano 18.814.054 danych osobowych osób fizycznych w postaci imienia i nazwiska, numeru PESEL oraz, czym działano na szkodę Narodowego Funduszu Zdrowia".
Red. Nisztor podkreślił, że "informacja, jaką przedstawił minister Gramatyka, jest informacją nieprawdziwą".
- Mnie zaskakuje, jak to jest możliwe, że przy takim wycieku nikt nie został poinformowany. Tym bardziej, że śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura. Ja nie wiem jak ja mam to określić, w jaki sposób. No bo słowo kompromitacja, wielka kompromitacja, to już niestety w kontekście rządów Donalda Tuska się utarło zbyt mocno - powiedział.
"To jest sytuacja, która potężnie zagraża naszemu bezpieczeństwu. Jeśli dwukrotnie, w odstępach dwóch i pół roku, w momencie, kiedy za naszą wschodnią granicą toczą się działania wojenne, a Polska jest celem działań rosyjskich - nie tylko zresztą - hakerów, dochodzi do takiej sytuacji, to jest to naprawdę coś, co zagraża potężnie naszemu bezpieczeństwu. Potężnie, bo te dane mogą być wykorzystywane przez obce służby specjalne do tego, aby szantażować, aby podchodzić, wykorzystywać dane najważniejszych osób w państwie. To są dane żołnierzy, oficerów służb specjalnych, polityków, urzędników państwowych, dziennikarzy - więc to jest baza bezcenna"
– powiedział.