Prowadziła rekolekcje z kościelnych ambon i przemawiała na jasnogórskich wałach, by później stać się promotorką gejowskiej tęczy na placu Zbawiciela i dotować setkami tysięcy złotych Krytykę Polityczną. Trudno wskazać w III RP polityka – być może poza Stefanem Niesiołowskim – który przeszedł tak gwałtowną przemianę, do tego w zasadzie nie musząc się z tego tłumaczyć.
Gdy przeanalizujemy całą karierę Gronkiewicz-Waltz od początków III RP, w naturalny sposób zadajemy sobie pytanie, czy od początku nie mieliśmy w jej przypadku do czynienia z mistyfikacją, typową dla transformacji na posowieckim obszarze - pisze „Gazeta Polska”.
I przypomina, że lektura „Gazety Wyborczej” z pierwszej połowy lat 90. może być dla młodszych Czytelników szokiem. 7 grudnia 1991 r. „GW” cytowała wypowiedzi ekspertów na temat kandydat na prezesa Narodowego Banku Polskiego Hanny Gronkiewicz-Waltz. Prof. Stefan Kurowski stwierdzał, że nie zna kandydatki oraz że uważa tę propozycję za „dziwaczną i niepoważną” i nie podoba mu się „wyciąganie ludzi z kapelusza jak króliki”. Z kolei Stefan Kawalec, wiceminister finansów, „odmówił w ogóle komentowania tej kandydatury”. 10 grudnia Krzysztof Wolicki, sztandarowa postać środowiska „GW”, podważał kompetencje kandydatki na szefa NBP, stwierdzając, że „takie rewelacje jak wniosek o powołanie pani Gronkiewicz-Waltz na prezesa NBP mogą sugerować, że szefem resortu sprawiedliwości zostanie np. pani Kowalska”.
11 grudnia Danuta Zagrodzka pisała, że kandydatka ta „nie ma żadnego doświadczenia w zarządzaniu tak skomplikowanym mechanizmem, jest ponadto osobą zupełnie nieznaną, nawet fachowcom. Tak więc przedsiębiorcy, także zagraniczni, którzy ewentualnie zainteresowani byliby inwestowaniem w Polsce, od pewnego czasu krążą we mgle”.
Kandydaturę Gronkiewicz-Waltz Sejm odrzucił, jednak Wałęsa zgłosił ją ponownie. „Posłowie z sejmowej Komisji Budżetowej postanowili nie przesłuchiwać po raz drugi pani Waltz, bo >>bankowości nie można się nauczyć w kilka miesięcy<<” – komentowała „GW”.
Gdy Gronkiewicz-Waltz została już – za drugim podejściem – prezesem, Wiesław Kaczmarek z SLD stwierdzał na łamach „GW”:
„Wystąpienie ministra Falandysza było kuriozalne. Wynikało z niego, że prezes banku centralnego nie powinien być fachowcem. To, co się stało, to jest dramat”.
Więcej w najnowszym numerze tygodnika „Gazeta Polska”.