Ewa Tylman. O tragedii młodej kobiety słyszał chyba każdy. W listopadzie zeszłego roku poszła na firmową imprezę. Z lokalu na Starym Rynku w Poznaniu wyszła w środku nocy. Towarzyszył jej kolega z pracy Adam Z. 26-letnia Ewa nigdy nie dotarła do domu. Śledczy szybko przyjęli hipotezę – jak dzisiaj wiemy słuszną – że dziewczyna wpadła do Warty w pobliżu mostu Rocha. W wyniku wypadku? Została celowo wepchnięta do rzeki? Te pytania pozostają jeszcze otwarte, choć Adam Z. przebywa w areszcie i postawiono mu zarzut zabójstwa.
Brak ciała kobiety utrudniał prowadzenie śledztwa. Przede wszystkim jednak dawał okazję rozmaitym tropicielom sensacji do snucia nierzadko absurdalnych teorii. Chociażby o wywiezieniu za granicę przez handlarzy żywym towarem lub samouprowadzeniu.
Dopiero w zeszłym tygodniu odnaleziono zwłoki Ewy Tylman. W odległym o kilkanaście kilometrów Czerwonaku. Było w wodzie. Już powierzchowne oględziny potwierdziły, że to ona (w ubraniu znaleziono kartę płatniczą na jej nazwisko), a w ostatni poniedziałek poznańska prokuratura ujawniła, iż przeprowadzone badania genetyczne potwierdziły ten fakt.
– Poszukiwania Ewy Tylman wszczęliśmy ok. 3 tygodni po jej zaginięciu – wspomina Maciej Rokus, kierujący Grupą Specjalną Płetwonurków RP, który od początku nie miał wątpliwości, że ciała należy poszukiwać w rzece. Akcja trwała wiele miesięcy, choć jego ekipa pracowała bardzo ciężko. – W tym czasie oddaliśmy rodzinom 5 różnych ciał – podkreśla.
Rokus jest wyjątkowo doświadczonym profesjonalistą, ale to zadanie było tym trudniejsze, że osobiście poznał ojca Ewy, Andrzeja Tylman. Okazało się, że łączy ich ta sama pasja. Tylman jest muzykiem, Rokus również uwielbia grać. Płetwonurek nie ukrywa, że bardzo emocjonalnie podchodził do sprawy.
– wyjaśnia „Gazecie Polskiej Codziennie”.– Ze wszystkich dostępnych materiałów, jakie udało nam się przeanalizować, wiedzieliśmy, że ciało człowieka o cechach geometrycznych do złudzenia przypominających ciało Ewy Tylman jest w rzece. Byłem o tym przekonany bezkompromisowo, bezdyskusyjnie. Nie wiedziałem tylko, jak daleko popłynęło
– dodaje Rokus.– W przypadku rzeki ciało ciągnięte jest siłą nurtu po jej dnie, powoli się przemieszcza. Trzeba też pamiętać, że inaczej sytuacja wygląda zimą, a inaczej latem
W opisanej przez niego sytuacji pojawia się wiele fachowych określeń, nierzadko też wręcz perfekcyjnie drobiazgowych. Dla wielu byłyby jednak zbyt makabryczne. Z tych powodów "Gazeta Polska Codziennie" oszczędza ich czytelnikom. Nie każdy jest bowiem zawodowym płetwonurkiem.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".