Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Prof. Grabowska dla Niezalezna.pl: TK grozi paraliż! „To tylko pogłębia kryzys”

- Jeżeli Sejm nie potrafi działać zgodnie z obowiązującymi przepisami, to Prezydent – jako strażnik Konstytucji - może mieć problem z zaakceptowaniem rezultatów takiego działania. To wszystko pogłębia tylko kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego i nie ma absolutnie nic wspólnego z deklarowanym przez rządzących „przywracaniem praworządności” - powiedziała w rozmowie z portalem niezalezna.pl prof. Genowefa Grabowska, komentując zamieszanie wokół wyboru sędziów do TK oraz podważanie roli Prezydenta RP w procesie ich powołania.

W lutym posłowie PiS złożyli w Trybunale Konstytucyjnym wniosek kwestionujący konstytucyjność ustawy regulującej wybór sędziów TK. Trybunał odroczył wyznaczoną na 17 marca rozprawę i zwrócił się do Prezydenta RP o przedstawienie w terminie miesiąca stanowiska co do charakteru i roli ślubowania odbieranego od kandydatów na sędziów TK wybranych przez Sejm w ubiegły piątek. Co dalej?

Proces wyboru sędziów do Trybunału Konstytucyjnego był prowadzony w Sejmie w ogromnym pośpiechu i – niestety - przy braku respektu dla obowiązującego prawa. Podejrzewam, że Sejm bardzo chciał zdążyć przed oczekiwanym 17 marca  wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie. Gdyby bowiem nie zdążył - to przy braku klauzuli retroaktywnej - musiałby się podporządkować temu, co TK orzeknie w kwestii ewentualnej wadliwości procedury wyboru sędziów. Stąd te nerwowe ruchy w koalicji i pośpiech, a w konsekwencji - błędy i niechlujstwo.

Niestety, już sam akt wyboru kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego przeprowadzony był bardzo nieumiejętnie i bez zachowania nawet najmniej kontrowersyjnych procedur, jak chociażby odczytanie wszystkich nazwisk przy oficjalnej prezentacji kandydatów, zachowanie terminów pomiędzy zgłoszeniem kandydatów, a ich wysłuchaniem i głosowaniem czy głosowanie każdej z kandydatur indywidualnie. Jeżeli Sejm nie potrafi działać zgodnie z obowiązującymi przepisami, to Prezydent – jako strażnik Konstytucji - może mieć problem z zaakceptowaniem rezultatów takiego działania. To wszystko pogłębia tylko kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego i nie ma absolutnie nic wspólnego z deklarowanym przez rządzących „przywracaniem praworządności”.

Prof. Kamil Zaradkiewicz przestrzega przed tym, że jeśli nie zmieni się ustawodawstwo w zakresie procedury wyboru sędziów do TK, powstanie nieusuwalna luka prawna, która sprawi, że 8 maja 2028 roku Trybunał w obecnym kształcie nie będzie mógł działać. Czy rzeczywiście zbliżamy się do zdemolowania jednej z najważniejszych instytucji w kraju?

Mamy potworny pat w Trybunale Konstytucyjnym. W tej chwili mamy sześciu kandydatów na sędziów, wybranych w ubiegłym tygodniu z niedopełnieniem procedury. Równocześnie mamy aktualnie dziewięciu urzędujących sędziów TK. W czerwcu i wrześniu 2026 dwaj kolejni sędziowie kończą swe kadencje, a do orzekania w pełnym składzie Trybunał potrzebuje dziewięciu sędziów. Za chwilę zatem Trybunał straci możliwość rozpatrywania spraw w pełnej obsadzie. 

Natomiast ostatnio Sejm doznał ogromnego przyśpieszenia, podczas gdy przez dwa ostatnie lata zwlekał z wysunięciem kandydatów na zwolnione miejsca. Wszak pierwsze wakaty w Trybunale pojawiły się już przed dwoma laty. Jednak parlamentarzyści nie zdecydowali się na ich obsadzanie z przyczyn stricte politycznych. Rządzący uznali po prostu, że wybór pojedynczych kandydatów do TK nie ma dla nich większego znaczenia, bo cóż ten ich jeden człowiek miałby tam sam zdziałać? Nic, a kadencja biegnie. 

Rządzący czekali więc do ostatniej chwili, żeby "hurtowo" obsadzić TK i zagrać o polityczną większość w tej instytucji. Ta gra polityków wokół TK trwa już zbyt długo. Teraz mamy do czynienia z jej kolejną odsłoną.

Adwokat Łukasz Bernaciński z Ordo Iuris i z Ośrodka Analiz Prawnych, Gospodarczych i Społecznych im. Hipolita Cegielskiego zauważył, że sześciu kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego, wybranych przez Sejm, "w trakcie swojej kadencji być może staną przed problemem orzekania o zgodności z Konstytucją ustaw przez siebie tworzonych". Trzech z sześciu wskazanych kandydatów było bowiem członkami komisji kodyfikacyjnych przy MS.  Czyżby w przypadku wyboru sędziów do TK nie obowiązywały zasady bezstronności? 

Formalnie polskie prawo ani nie wprowadza karencji, ani nie zabrania uczestnikom procesu legislacyjnego (posłom, senatorom, członkom komisji legislacyjnych) ubiegać się o stanowisko sędziego TK. Nie biorą tego faktu pod uwagę także politycy zgłaszający kandydatów, a to błąd!  Podobnie jak przymiotu apolityczności, niezawisłości czy bezstronności. Sędzia Trybunału Konstytucyjnego ma być niezawisły i bezstronny, wszak on ma czynić sąd nad prawem bez względu na to, kto to prawo przygotował. I z pewnością nie powinien to być sędzia, który realizował interesy konkretnej partii. To jednak trudno osiągnąć, skoro sędziowie do TK są  wybierani przez parlament, czyli ciało z natury rzeczy polityczne. Przecież 13 marca wszystkich sześciu wybranych - następnie kandydatów na sędziów TK - zgłosili właśnie politycy zasiadający w Prezydium Sejmu! Trudno zatem mówić o ich jakiejkolwiek niezależności czy  bezstronności. To negatywne wrażenie pogłębia się, jeśli zapoznamy się z sylwetkami sześciu wyłonionych w wyborach kandydatów na sędziów TK. Każdy z nich jest związany i zgłoszony przez określoną opcję polityczną.

Są wśród nich na przykład osoby, które bardzo aktywnie występowało przeciwko polityce poprzedniego rządu i to nie tylko w kraju, ale za granicą - w Brukseli, w Komisji Weneckiej, w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu. Czy to nie jest ewidentne upolitycznienie? I nawet gdyby tacy kandydaci sami ogłaszali się jako apolityczni, to ich wcześniejsza aktywność nie pozwoli nadać im tego przymiotu. To bardziej politycy w togach, niż sędziowie. Domyślam się, że w tej sprawie wiele do powiedzenia będzie miał prezydent Nawrocki, który – jako strażnik Konstytucji - przed odebraniem ślubowania od kandydatów na sędziów dokonuje także oceny gwarancji ich niezawisłości.

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek głosi jednak, że to rola zwyczajowa, bo Prezydent RP tylko odbiera ślubowania od sędziów TK. Pogląd taki wyraził również konstytucjonalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego, dr Marcin Krzemiński.

Gratuluję obydwu Panom specyficznego pojmowania zwyczaju! Wypadałoby wiedzieć, że prezydencki obowiązek odebrania ślubowania od osoby wybranej na stanowisko sędziego TK wcale nie ma podstawy w zwyczaju ani w prawie zwyczajowym, ale wynika z art. 4 ust. 1 ustawy o statusie sędziów TK. Zatem jeżeli wymogiem ustawowym jest przyjęcie ślubowania przez Prezydenta RP, to nie można twierdzić, że to nic nie znaczy, że to tylko ozdoba czy prawniczy ornament, bo tak nie jest. I to nie jest żaden zwyczaj, ta konkretna przesłanka prawna niezbędna dla wyboru sędziego TK (ślubowanie wobec Prezydenta) jest osadzona w ustawie, a więc akcie prawnym wysokiej rangi. Natomiast przesłanka inicjująca wybór na sędziego TK przez Sejm RP  ma konstytucyjny rodowód i jest zawarta w art. 194 ust 1 Konstytucji  RP.

Zatem aby zostać sędzią TK muszą zaistnieć łącznie dwa zdarzenia: po pierwsze należy być wybranym przez Sejm RP oraz pod drugie, należy złożyć ślubowanie przed Prezydentem RP. Żadne interpretacje ani zaklęcia usiłujące pomniejszyć rolę głowy państwa, nawet głoszone przez byłych prezesów TK, nic nie zmienią. Prawo jest tu jednoznaczne.

Idźmy dalej. Sprawę skomentował na antenie TVN również prof. Marek Safjan. Stwierdził, że Prezydent, jeśli nie przyjmie ślubowania od nowych sędziów TK, dopuści się "aktu zaniechania". Prof. Safjan chciałby spojrzeć na to dalej, jak na "niemożność wykonywania swojej funkcji" przez Prezydenta RP, która w dalszej kolejności uzasadniałaby pozbawienie prezydenta urzędu na rzecz marszałka Sejmu. 

Przykro mu słyszeć, że były sędzia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a także były przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego w Polsce posuwa się do wyrażania tak daleko niekonstytucyjnych i mocno upolitycznionych interpretacji, by nie rzec – „pobożnych życzeń” czy oczekiwań. Profesor prawa nie może przedstawiać opinii publicznej mylnej interpretacji obowiązujących w tej materii przepisów Konstytucji RP.

Przecież o przypadkach „niemożności sprawowania urzędu” przez Prezydenta RP stanowi obszerny art. 131 Konstytucji RP, ale nie ma tam przesłanki utraty urzędu z powodu odmowy przyjęcia ślubowania od kandydata na sędziego Trybunału Konstytucyjnego! Co więcej, na temat znaczenia i roli ślubowania wobec Prezydenta RP wypowiedział się 3 grudnia 2015 r. Trybunał Konstytucyjny (sprawa K 34/15). W tym wyroku czytamy, że „prezydent może wstrzymać się z przyjęciem ślubowania od osoby wybranej na sędziego TK do czasu rozstrzygnięcia istniejących, poważnych wątpliwości” oraz że „do czasu złożenia ślubowania przed Prezydentem RP osoba wybrana na stanowisko sędziego nie jest sędzią tego Trybunału”, pozostaje natomiast osobą wybraną na stanowisko sędziego TK. Powyższy wyrok jednoznacznie stwierdza także, że ślubowanie można złożyć tylko przed Prezydentem RP. 

Natomiast osobiste życzenia Profesora nie mogą obalić głosów ponad 10,6 milionów polskich obywateli, którzy wybrali Karola Nawrockiego Prezydentem RP, a prawo dało mu określone uprawnienia.

 

Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zapowiedział jakiś tajemniczy "plan B", gdyby okazało się, że Prezydent nie przyjmie ślubowania. Co mógłby zrobić w granicach obowiązującego prawa, gdyby prezydent Nawrocki nie zgodził się z wyborem kandydatów do TK?

Nie wiem, czy rządzący i minister Żurek mają „jakiś” kolejny plan. Ja oczekiwałabym niewiele, bo tylko stosowania w tym zakresie obowiązującego prawa od Konstytucji RP, ustawy o statusie sędziów TK oraz orzecznictwa Trybunału poczynając! To w tych aktach jest podpowiedź, co należy zrobić, aby zlikwidować obecny kryzys wokół TK. Otóż w pierwszym etapie wystarczy, aby Sejm wybrał na sędziów TK osoby spełniające określone w prawie warunki i aby ich wybór przebiegał według obowiązujących procedur. W drugim etapie – jeśli osoby tak wybrane złożą ślubowanie przed Prezydentem RP, to staną się pełnoprawnymi sędziami TK, zdolnymi do rozpoczęcia urzędowania. I po kryzysie!

Natomiast wszelkie propozycje, aby osoby wybrane przez Sejm na sędziów TK mogły pominąć Prezydenta RP i złożyć ślubowanie np. wobec Zgromadzenia Narodowego, Marszałka Sejmu, czy nawet – notariusza – są niekonstytucyjne, naruszają zasadę legalizmu (art. 7 Konstytucji RP), która oznacza, że „organy państwa działają na podstawie i w granicach prawa”. Zatem zgodnie z obowiązującym prawem jedynym organem upoważnionym do przyjęcia ślubowania jest Prezydent RP i dopóki ten przepis nie zostanie zmieniony – nie ma możliwości innego działania.

Poza tym nikt z nas nie chciałby chyba widzieć przyszłego sędziego TK, który – niczym w kabarecie - wykrzykuje przez megafon pod Pałacem Prezydenckim słowa sędziowskiego ślubowania…

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej