Październik pod psem
Oficjalnie rok 2025 ogłoszono świętym, jednak największy ze świętych, święty spokój, gdzieś się nam zapodział.
Oficjalnie rok 2025 ogłoszono świętym, jednak największy ze świętych, święty spokój, gdzieś się nam zapodział.
Amerykanie potrafią organizować duże wydarzenia sportowe. Mają infrastrukturę, doświadczenie i pieniądze. W ciemno można zakładać, że przyszłoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej będą udane, co nie oznacza, że już wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Próbą generalną były klubowe mistrzostwa świata, które latem zagościły w USA i wypadły okazale. Choć dla przeciętnego Amerykanina piłka nożna jest wciąż sportem egzotycznym, ma się ona w USA całkiem dobrze – z profesjonalnymi ligami męską i żeńską na przyzwoitym poziomie organizacyjnym oraz z zarobkami, o jakich mogą pomarzyć piłkarze choćby w Polsce.
Różne rzeczy widziano w polskiej polityce, ale Donald Tusk nadal potrafi zaskoczyć. Zaskoczyć bezczelnością i oderwaniem od rzeczywistości. Najpierw na spotkaniu ze swoim betonowym elektoratem premier zaczął opowiadać, jak to nie spełnia obietnic wyborczych, bo… dostał za mało głosów.
Kociokwik, prawdziwy kociokwik: „Trump daje Ukrainie pociski Tomahawk” – dobry. „Trump nie daje pocisków!” – zły. „Trump waha się, czy dać pociski” – głupi. Nagłówki oddają kompletną bezradność dzisiejszych mediów w opisywaniu i analizowaniu rzeczywistości.
Praca nauczycieli należy do najbardziej potrzebnych aktywności. Jednak w obecnej sytuacji jest to – z powodu radykalnego wzrostu znaczenia sfery wirtualnej, roszczeniowości rodziców, kwestionowania autorytetu nauczycieli, biurokracji i chaosu – praca trudna i stresująca. I, niestety, niedoceniana.
„Dostałem 30, niecałe 31 procent głosów. Mniej niż 1/3... więc zrobiłem 1/3 z tego, co obiecałem” – ogłosił premier. Oznaczałoby to, że Donald Tusk jest, gdy chodzi o natężenie kłamstwa, mocny jak Śliwowica Łącka, łże w 70 proc.
Dwa lata po wyborach możemy być pewni tylko tego, że w kolejnych wystartują zupełnie inne partie.
Pete Hegseth, sekretarz Departamentu Wojny USA, wygłaszając swoje słynne przemówienie, nie mówił tylko do amerykańskich wojskowych.
Alternatywa dla Niemiec rośnie w siłę, staje się poważnym graczem i zaczyna być coraz bardziej asertywna wobec sąsiadów.
„Dziś niebo jest spokojne. Armaty milczą. Syreny milczą. A słońce wschodzi nad Ziemią Świętą, która wreszcie zaznała pokoju” – mówił Donald Trump, gdy ogłaszał, że na Bliskim Wschodzie nastaje era pokoju.
Obóz władzy pęka. Zostawia swoich ludzi. To oznacza nieuchronny koniec. I lepiej dla sędziów, żeby też to do nich dotarło.
Rosja już dawno przestawiła swoją gospodarkę na wojenne tory. Inaczej nie byłaby w stanie prowadzić inwazji przeciwko Ukrainie przez tak długi okres. Sięgnęła po sojusznicze wsparcie od Chin, Iranu czy Korei Północnej. Cały czas prężnie działa również w kierunku utrzymania neoimperialnej polityki, kontynuowania wojny na Ukrainie i tej hybrydowej przeciwko szeroko pojętemu Zachodowi.
Ktoś powie, że się uparcie czepiam, ale ja uważam, iż jednak nie za bardzo. Sądzę, że to, co widzieliśmy, jest jednak niestety symptomatyczne. A o czym piszę? Oto w internecie olbrzymią popularność zdobył filmik, na którym młody człowiek zadaje byłej minister do spraw równości Katarzynie Kotuli pytanie o autora hymnu Polski, czyli o „Mazurka Dąbrowskiego”.
Od lat część polityków podkreśla, że niezbędne jest wprowadzenie w Polsce przepisów ograniczających działalność organizacji ekologicznych. Dotychczas takie zmiany nie zostały przeforsowane, a powinny, i to jak najszybciej.
Czy ktoś jeszcze pamięta, że 15 października miał być – według niektórych polityków – świętem państwowym i dniem wolnym od pracy? Dwa lata od wyborów, które wygrała koalicja centrolewicowych sił opozycji z poprzedniej kadencji, nie za bardzo jest już co świętować.
W belgijskim, ale należącym do Niemców serwisie Politico można było ostatnio przeczytać, że „Polska walczy o przywrócenie praworządności, ale przeszkadza w tym wrogi prezydent”.
Ledwo co Łukaszenka wrócił z Tadżykistanu, gdzie odbył się szczyt Wspólnoty Niepodległych Państw i gdzie doszło do spotkania z Putinem, a na Białorusi ogłoszono alarm bojowy najwyższej gotowości, obejmujący wszystkie jednostki sił zbrojnych.
Znów sondaż (tym razem Opinia24 dla RMF) i znów dowód na zmianę. Nie tylko potwierdzenie faktu, że zdecydowanie więcej Polaków ma dość premiera Donalda Tuska, niż go popiera. Ciekawsze jest spojrzenie na preferencje wedle wieku. Młodzi Polacy mają Tuska dosyć najbardziej.