Niezbędna pełna derusyfikacja
W ramach sankcji wobec Rosji za zbrodniczy atak na Ukrainę Polska powinna podjąć bardzo zdecydowane działania i wcale nie chodzi tylko o symboliczną zmianę kojarzonych z ZSRS nazw ulic (o dziwo takie jeszcze są!).
W ramach sankcji wobec Rosji za zbrodniczy atak na Ukrainę Polska powinna podjąć bardzo zdecydowane działania i wcale nie chodzi tylko o symboliczną zmianę kojarzonych z ZSRS nazw ulic (o dziwo takie jeszcze są!).
To, co dzieje się dziś na Ukrainie, jest prostym następstwem wydarzeń z lat 1939–1945. Początkiem II wojny światowej było przymierze dwóch ludobójczych państw, III Rzeszy i ZSRS, z których jedno nigdy nie było ani ukarane, ani nawet potępione.
Wobec bandyckiego napadu Ruskich na Ukrainę ponownie zadam pytanie: jak to możliwe, że nikt nie ponosi odpowiedzialności za łamanie art. 13 Konstytucji RP: „Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się (…) do nazizmu, faszyzmu i komunizmu”? Jak to możliwe, że do tej pory nie została zdelegalizowana Komunistyczna Partia Polski, następczyni Związku Komunistów Polskich „Proletariat”?
Obserwując działania Putina i znając historię wojen w byłej Jugosławii, należy stwierdzić, że prezydent FR idzie tą samą drogą co Slobodan Milošević. Kampania kłamstw i nienawiści, jaką rozpętał wobec Ukrainy oraz Zachodu, jest podobna do tej, jaką Milošević rozkręcił wobec Chorwacji, Bośni, a także Zachodu.
Wcale nie jest łatwo odnosić się mądrze do drugiego człowieka czy do innego narodu, który znalazł się w szponach cierpienia. Symbolem niewłaściwego traktowania cierpiącego są „przyjaciele Hioba”. Wobec cierpiącego można zachować obojętność, udawać empatię i zainteresowanie jego biedą oraz uciekać od odpowiedzialności za niego.
Na marszu przeciwko rosyjskiej agresji na Ukrainę „Matki wołają: przestańcie strzelać do dzieci” marszałek Sejmu Elżbieta Witek zwróciła się do Putina następującymi słowami: „Panie Putin, jest pan nie tylko zbrodniarzem, jest pan wielkim tchórzem. Walczy pan z dziećmi, kobietami”. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że morduje również staruszków. Oto siła wielkiej Rosji: mordowanie bezbronnych, słabszych, tych, którzy w niczym nie mogą jej zagrozić.
Po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego planu wysłania misji pokojowej NATO do Ukrainy rozpoczęła się kampania pomniejszania jego znaczenia. Że nierealny, niepoważny, grożący III wojną światową. Skala kampanii wskazuje, że Kaczyński trafił w sedno, w to, czego Rosja się boi.
To będzie emocjonalny felieton. Nie zamierzam udawać, że jestem obiektywny, gdy obok mnie toczy się rzeź. Nie zamierzam udawać także z przyczyn osobistych.
Jarosław Kaczyński z trójką premierów państw Europy Środkowo-Wschodniej udał się do Kijowa. Wydarzenie to przejdzie zapewne do historii, tak jak wcześniejsza, lecz powzięta w równie dramatycznych okolicznościach, wyprawa jego brata do Gruzji w 2008 roku. W tym samym czasie Donald Tusk również nie próżnował – udał się na Węgry, gdzie toczy się właśnie inna bitwa.
Ponad ćwierć wieku temu nakręciłem film dokumentalny „Trudne braterstwo” o wspólnej wojnie Polaków i Ukraińców przeciw najazdowi rosyjskich barbarzyńców pod czerwonym sztandarem. Zaiste trudny sojusz Piłsudski–Petlura skończył się zwycięstwem Polski i tragedią Ukrainy. Od odrodzenia jej państwowości w 1991 r. po obu stronach granicy walczyliśmy o przezwyciężenie wzajemnych urazów i pojednanie. Było trudno. Teraz Putin w trzy tygodnie załatwił za nas tę sprawę raz na zawsze!
Po trzech tygodniach zbrodniczej rosyjskiej inwazji mnóstwo pytań pozostaje bez odpowiedzi. Analitycy i dziennikarze korzystają z dostępnych źródeł informacji – przede wszystkim ukraińskich i amerykańskich – by stawiać tezy dotyczące przebiegu działań zbrojnych. Pewne jest niewątpliwie to, że Władimir Putin nie osiągnął zakładanych celów, praktycznie na żadnym skrawku Ukrainy. Doprowadził za to do utraty znacznego kapitału Rosji – zarówno gospodarczego, jak i militarnego. Dziś Moskwę trzeba izolować, a ze wszystkich sił wspierać Ukraińców, aby ich państwo się ostało i odniosło zwycięstwo, wypychając Rosję z cywilizowanej części Europy.
9 maja 2013 roku. Główne wydanie wiadomości polskiej telewizji publicznej rozpoczyna przeszywający okrzyk: urrra! Potem błysk guzików od mundurów, wypolerowane buty i demonstracja potęgi rosyjskiej armii. Obraz oddaje podziw, sugeruje niepokonaną siłę, doskonałe uzbrojenie i wręcz perfekcyjne morale wojska FR.
„Jeżeli Bóg da i zwyciężymy w tej wojnie, to podzielimy się z wami naszym zwycięstwem, z naszymi braćmi i siostrami (...). Jest to walka o naszą wolność, ale też walka o waszą wolność, jest to wspólna historia wielkich narodów” – mówił Wołodymyr Zełenski, przemawiając zdalnie przed polskim Zgromadzeniem Narodowym.
Tak? A gdzie? I kto to – my? Odpowiadam – my, Polacy, zwyciężyliśmy dzięki Ukraińcom w wojnie z neoimperialnymi obłędnymi poczynaniami Rosji. Utwierdził mnie w tym przekonaniu kolejny znakomity tekst znajomego, którego – choć nie poznałem jeszcze osobiście – chce mi się nazwać nie fejsbukowym „friendem”, a prawdziwym Przyjacielem.
Tydzień temu pisałem o tym, jak w sieci zaczynają działać samorzutni „agenci Moskwy”. Nie wiedziałem wtedy, że to tylko wstęp. Obecnie media społecznościowe są pełne prorosyjskich treści. Nie można zatem przegapić ważnych momentów w wojnie informacyjnej.
W ostatnich dniach uczestniczyłem w dwóch bardzo różnych, ale interesujących z punktu widzenia polityki międzynarodowej wydarzeniach. Miały one miejsce w Turcji i we Francji. Skupię się na tym drugim.
Napad Rosji na Ukrainę uświadomił nam Polakom (a przynajmniej powinien uświadomić), że Europa to tylko nazwa geograficzna, ta nazwa kontynentu. Jak kto oczytany, Europa to też córka Agenora (królewna tyryjska i królowa kreteńska) z mitologii greckiej.
W czasach, gdy była ambasadorem w Polsce, nie przepadałem za panią Georgette Mosbacher. Ostatnio jednak powiedziała rzecz bezcenną: „Polsce należą się przeprosiny” – za ataki, oskarżanie o brak demokracji, stawianie do kąta, sankcje finansowe.