Mogliśmy wygrać to powstanie
Dziś mija 193. rocznica powstania listopadowego – jednego z nie tak wielu polskich powstań, które naprawdę można było wygrać. Czego zabrakło?
Dziś mija 193. rocznica powstania listopadowego – jednego z nie tak wielu polskich powstań, które naprawdę można było wygrać. Czego zabrakło?
Bez większego echa przeszedł w zachodnich mediach ubiegłotygodniowy szczyt Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (OUBZ) zwanej „rosyjskim NATO”. W Mińsku zabrakło przełomowych oświadczeń i decyzji. Podobnie jak Armenii, o której przypominała jedynie flaga w sali posiedzeń. Tak jak zapowiedział premier Nikol Paszynian, Erywań nie wysłał swojego przedstawiciela.
Prezydent Joe Biden obchodził 81. urodziny. Główny konkurent w walce o prezydenturę, Donald Trump, jest zaledwie o cztery lata młodszy, ale wyraźnie widać, że jest w dużo lepszej kondycji fizycznej. Obecny gospodarz Białego Domu przegrywa w sondażach i nie przejmuje się głosami, że ze względu na podeszły wiek powinien zrezygnować z wyścigu wyborczego.
Polska reprezentacja zakończyła najgorszy rok pod względem wyników i wrażeń artystycznych od czasów Waldemara Fornalika. Bez względu na to, kto był w ostatnich miesiącach selekcjonerem, czy to był Fernando Santos, czy Michał Probierz, piłkarze grali archaicznie – jakby cofnęli się w czasie z umiejętnościami i wybieganiem o dekadę.
Faktem jest, że większość wyborców nie zagłosowała z różnych przyczyn na Zjednoczoną Prawicę. Ale jest również faktem potwierdzonym przez badania, że większość Polaków opowiada się zasadniczo za programem tej koalicji. I jest oczywiste, że formacja ta daje gwarancję uratowania suwerenności naszej ojczyzny.
Porwane dziecko z Ukrainy adoptowane przez znajomego Putina – taką szokującą informację podał anglojęzyczny „The Moscow Times”, powołując się na śledztwo BBC. Brytyjscy dziennikarze dotarli do dokumentów, z których wynika, że porwanego malucha adoptował bliski współpracownik prezydenta Rosji. Z analizy aktu adopcyjnego oraz aktu urodzenia wynika, że dziewczynka została porwana ze szpitala w Chersoniu, gdzie była leczona z powodu zapalenia oskrzeli.
Tak się w moim życiu ułożyło, że wciąż mam kontakt z ideowymi ludźmi o przeciwnych poglądach. Cynikom od dawna nie podaję ręki. Znam takich, którzy naprawdę wierzyli w wersję „Gazety Wyborczej”, że na granicy białoruskiej giną ludzie, i motywowało ich to do fanatycznego zaangażowania w obalanie PiS.
Aby suwerenność była zagrożona, nie trzeba wcale zadeklarować, że się z niej już teraz lub za chwilę zrezygnuje. Oczywiście i takie deklaracje padają, ale...
To politycy PiS muszą prowadzić racjonalną politykę i szukać przestrzeni, w którą mogą wbić szpilkę.
W debatach słusznie pokazujących, jak bardzo zła jest rewolucja dotycząca traktatów UE, mówi się o odejściu od zasady jednomyślności, rzadziej o przymusie wstąpienia do strefy euro, jeszcze rzadziej o tworzeniu wielce kontrowersyjnej alternatywy dla NATO, a już w ogóle nie mówi się o... edukacji.
Sfederalizowana Europa, koncepcja, za którą stoi tandem Berlin-Paryż, nie jest w interesie USA – pisze w „Politico” amerykański politolog polskiego pochodzenia Andrew Michta. „Stanowiska Niemiec i Francji w kluczowych kwestiach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa wielokrotnie odbiegały od stanowiska Ameryki” i dlatego Waszyngton nie powinien przechodzić obojętnie wobec transformacji systemowej, jaka ma się dokonać w UE.
Każdy człowiek jest unikalny, niepodmienialny. I każdy ma do przebycia na tym świecie niepowtarzalną drogę. Zakończenie roku liturgicznego skłania do doniosłego pytania egzystencjalno-etycznego: czy idę przez życie właściwą drogą? Twórca logoterapii (pomagania ludziom w odkrywaniu sensu życia) Viktor Emil Frankl, autor m.in. prac „Lekarz i dusza”, „Wola sensu” i „Homo patiens”, rozróżnia dwie filozofie życia, dwa radykalnie odmienne podejścia do niego. Jedni z nas pytają: czego mogę oczekiwać od życia?
Premier Węgier Viktor Orbán powiedział, że w Związku Sowieckim „tamtejsi Węgrzy byli w lepszej sytuacji niż w czasach ukraińskiej państwowości”. To kolejna z wielu antyukraińskich i promoskiewskich wypowiedzi Orbána i jego współpracowników, które jeszcze nasiliły się po pełnowymiarowej inwazji Rosji na Ukrainę. Czy jest w niej w ogóle jakieś ziarno prawdy?
Zwycięstwo drużyny Michała Probierza nad Łotwą nie osłodziło najgorszego w XXI w. roku polskiej reprezentacji. Gra Polaków dalece odbiegała od poziomu drużyny aspirującej do Euro 2024. Polacy przegrali z kretesem kwalifikacje, w których nie mieli prawa zająć miejsca niższego niż drugie.
Wydaje się, że takie kwestie jak bezpieczeństwo państwa czy rozbudowa potencjału armii powinny być ponad politycznymi podziałami. Tymczasem w przestrzeni medialnej znów podaje się w wątpliwość kierunek polityki obronnej realizowany w ostatnich latach. 300-tysięczna armia? Po co, wystarczy połowa. Zakup nowoczesnego uzbrojenia – czy wszystko jest potrzebne? Budowa własnego, wielowarstwowego parasola rakietowego – po co, skoro jest „europejska kopuła” pod egidą Niemiec? Wojska Obrony Terytorialnej?
Rzucenie Polsce 5 mld euro z KPO przez Komisję Europejską zaraz po sformowaniu koalicji z Donaldem Tuskiem na czele, ale przed podjęciem przez nowy rząd jakichkolwiek działań, to podwójne upokorzenie. Polskę upokarza oczywiste potraktowanie jako kolonii, której płaci się stosunkowo drobną kwotę za dobre głosowanie. Unię Europejską upokarza zaś, i to chyba nawet jeszcze bardziej, porzucenie wszelkich pozorów wewnętrznej praworządności.
„Przywrócimy rządy fachowców. Będziemy mieli najlepszych ludzi. Będą decydować kompetencje, a nie polityka”. To wszystko słyszeliśmy od polityków opozycji, gdy szykowali się do władzy. Po wyborach przyszła szara rzeczywistość. I tak według politycznego rozdania do resortu środowiska ma trafić Paulina Hennig-Kloska. Nie ma ona bladego pojęcia o tym, czym ma się zajmować, ale to w zasadzie jej atut.
Moskwa stara się, czasem skutecznie, obchodzić sankcje nałożone przez UE i USA. Wystarczy np. porównać różnice w wolumenie eksportu niektórych krajów Unii do niektórych krajów postsowieckiej Azji Środkowej z danymi dotyczącymi importu z tychże krajów przez dawne azjatyckie republiki sowieckie i okaże się, że część zakupionych w Europie towarów po prostu tam nie dociera – można przyjąć, że trafia do Rosji. Badania „Trap Aggressor” pokazują, że producenci obuwia dla rosyjskich żołnierzy tylko w tym roku kupili z UE (!) komponenty i surowce za ponad 4 mln dol.