Po raz pierwszy od blisko roku na Białorusi był za to obecny Władimir Putin. Można rzec, że przylot rosyjskiego zbrodniarza wojennego był najciekawszym punktem mińskiego szczytu. Putin osobiście przekonał się, że kremlowski uścisk, trzymający pozostałe kraje OUBZ, staje się coraz słabszy. Świadczy o tym nie tylko brak Armenii na szczycie, lecz także wzajemne relacje pomiędzy krajami członkowskimi, które do idealnych nie należą. Spotkanie miało pokazać, że w rodzinie wszystko jest w porządku, jednak nawet z kręgów bliskich „łobuzowi” (od skrótu organizacji) płyną sygnały pokazujące, że kryzys jest i rośnie. Oczywiście Rosja nie dopuści do tego, by OUBZ całkowicie się rozpadła, jednak wiele wskazuje na to, że Kreml z każdym kolejnym miesiącem będzie musiał gasić coraz więcej pożarów wewnątrz rządzonej przez siebie organizacji.