V4 w Międzymorzu
Ostatniego dnia czerwca Węgry zakończą swoją prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej (V4). Właśnie planom na ostatnie tygodnie węgierskiej prezydencji była poświęcona wczorajsza wizyta Viktora Orbána w Warszawie.
Ostatniego dnia czerwca Węgry zakończą swoją prezydencję w Grupie Wyszehradzkiej (V4). Właśnie planom na ostatnie tygodnie węgierskiej prezydencji była poświęcona wczorajsza wizyta Viktora Orbána w Warszawie.
Sprawa jest jasna. „Wieczny” Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa od 2002 r., a więc czasów niemal tak zamierzchłych, jak legenda o smoku wawelskim, podjął rękawicę i będzie się ubiegał o kolejną kadencję. Trudno jest na razie wyrokować, czy to dlatego, że Władysław Kosiniak-Kamysz nie zgodził się na namaszczenie jako następcę. Dość powiedzieć, że ewentualna egzotyczna kandydatura „chłopa” Kosiniaka nie cieszyła się pod Wawelem szczególnym entuzjazmem. Kto wie, może profesora Majchrowskiego przekonało do startu wpływowe lobby, które w Krakowie ma za dużo do stracenia.
Przyznaję, dość ostro potraktowałem amerykańską Polonię we wczorajszym komentarzu w „Codziennej”. Napisałem, że nie widać jej tam, gdzie być powinna – przed pomnikiem Katyńskim w Jersey City. Już po oddaniu do druku komentarza okazało się, że na kogo jak na kogo, ale przynajmniej na klubowiczów „Gazety Polskiej” i zaprzyjaźnione środowiska zawsze można liczyć.
Nie ma końca zamieszanie wokół pomnika Katyńskiego w Jersey City. Choć może „zamieszanie” to za lekkie słowo, by oddać sytuację, kiedy to burmistrz i deweloper z tego amerykańskiego miasta lekceważą głosy płynące od najważniejszych osób w podobno sojuszniczym kraju Stanów Zjednoczonych. Dość powiedzieć, że burmistrz Steven Fulop nie widzi powodu, by rozmawiać z przedstawicielami polskiej strony, poważnie zaniepokojonej planami przeniesienia monumentu, których to planów z Polakami ani z Polonią nie tylko nie konsultowano, ale poinformowano o nich w sposób skandaliczny, obrażając m.in. marszałka Senatu RP.
Jesienią 2014 roku zrobiłem sobie z osobistych i zawodowych względów przerwę od Warszawy i wróciłem na pół roku do rodzinnego Krakowa. Traf chciał, że przypadło to na okres wyborów samorządowych, w których pod Wawelem PiS poparł dra Marka Lasotę, ówczesnego dyrektora krakowskiego oddziału IPN.
Wzruszyłbym ramionami na słowa Stevena Spielberga, któremu po ćwierć wieku nagle „przypomniało się”, że podczas kręcenia w naszym kraju „Listy Schindlera” jedna z Polek rzekomo krzyknęła do aktora Ralpha Fiennesa, odzianego w mundur SS, iż ów strój bardzo się jej podoba i że życzyłaby sobie, żeby Niemcy „tu wrócili i znów nas chronili”. Wzruszyłbym ramionami, bo to taki sam nieweryfikowalny fake news jak każdy inny – od widzianego w Loch Ness potwora do tego, że poseł Marcin Kierwiński zjadł most Poniatowskiego.
Donald Tusk zeznający w procesie przeciwko Tomaszowi Arabskiemu i czterem innym osobom w związku z zaniedbaniami przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. wyglądał jak wezwany przed oblicze sądu rejonowego w jakiejś niewielkiej mieścinie mało lotny cwaniaczek, któremu wydaje się, że jeśli „nie będzie pamiętał”, to jego amnezję sąd przyjmie z dobrodziejstwem inwentarza i machnie ręką. Pewnie by i tak mogło być, gdyby nie fakt, że wczoraj tę bezczelność „cała Polska” widziała i słyszała.
Mój przyjaciel, historyk, dość sprawny i rzeczowy, ale jeszcze medialnie nierozpoznawalny (to akurat szkoda), pożalił mi się ostatnio: „Musi być megabieda z ekspertami, skoro już dwa telefony dziś odebrałem z zaproszeniem do tv i radia w temacie polsko-żydowskim”. Dzwoniono z prośbą o komentarz dotyczący opisywanej na naszych łamach książki, która przedstawia Polaków jako morderców Żydów, chciano także posłuchać czegoś o Marszu Żywych i wystąpieniach prezydentów Polski i Izraela, którzy wzięli w nim udział. Mój kolega rzadko występuje w mediach, więc odmówił.
„Co tam ze sprawami polsko-żydowskimi?” – zagadnąłem w połowie marca znajomego historyka, znawcę tematu, człowieka dobrze poinformowanego. „Chyba mamy już najgorsze ze sobą?” – dopytywałem, mając nadzieję, że kurz po bitwie wokół nowelizacji uchwały o IPN opadł na dobre. „O, panie redaktorze. Jeszcze sporo przed nami” – zasępił się mój rozmówca.
W piosence Kazika Staszewskiego „Mars napada” jest mowa o tym, że „Wrocław od zawsze poddaje się ostatni”. Nie wiem, jak 10 kwietnia zachowali się wrocławianie w stolicy na uroczystościach 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej, ale wiem, że Tarnów się poddał.
Niedobrze – takim komentarzem użytkownicy „prawego” Twittera opatrują te wiadomości, które uważają za szczególnie radosne. Tak więc to „niedobrze”, że program 500+ pomaga polskim rodzinom. To „niedobrze”, że zatrzymano kolejnych aferzystów. Wreszcie „niedobrze” jest, że czytelnictwo „Gazety Wyborczej” leci na łeb, na szyję. Ale i na świecie dzieje się „niedobrze”. Oto bowiem rosyjski rubel pikuje, a na giełdzie w Rosji wybuchła panika.
To było 9 kwietnia 2011 r. Przed ambasadą Federacji Rosyjskiej zebrał się tłum ludzi domagających się trzech rzeczy – wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej, zwrotu wraku rządowego tupolewa i czarnych skrzynek. Kilka tysięcy ludzi dzień przed pierwszą rocznicą wyrażało sprzeciw wobec kłamstw i pogardy lejącej się z mediów, wobec bierności władz oraz bezsilności państwa. Dziś ci, których wtedy za rękę przyprowadzili rodzice, są już często pełnoletni.
W jednym ze skeczów grupy Monty Pythona widzimy „hiszpańską inkwizycję”, której członkowie pojawiają się w najmniej spodziewanym momencie, by zaskoczyć wszystkich swoją obecnością. „Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji! Nasze metody to strach i zaskoczenie!” – mówią, wkraczając znienacka w scenę, do której zazwyczaj pasują jak siodło do świni.
Wkręcasz mnie, daj spokój, to niemożliwe – usłyszał od jednej z legend opozycji antykomunistycznej Paweł Piekarczyk, bard Strefy Wolnego Słowa, kiedy zadzwonił z informacją, że prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę degradacyjną.
Portal Onet, a za nim inne media, grzmiały w ubiegłym tygodniu: „The Guardian”: Metody Cambridge Analitica wpłynęły na wynik wyborów w Polsce?
Wiele jest rodzajów reportażu. Mój ulubiony to uczestniczący, kiedy spędzamy czas wraz z uczestnikami jakiegoś wydarzenia, poznajemy ich życie, słuchamy, o czym mówią, obserwujemy ich zachowanie, patrzymy, jak radzą sobie z problemami. To fascynujące, ale przy tym bardzo trudne. Taki reportaż zapewne chciał napisać także jeden z młodych adeptów dziennikarstwa Wirtualnej Polski.
Od wschodniego do zachodniego wybrzeża USA. Od Kanady po Florydę. W Amerykańskiej Częstochowie – Narodowym Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej w Doylestown, Pensylwania trwają Obchody VIII rocznicy Katastrofy Smoleńskiej oraz 78. Rocznicy Ludobójstwa Katyńskiego – „Polonia Semper Fidelis - Budujmy Wielki Front Patriotyczny”.