Szwabski western
Prawnik Sadurski grzmiał w studio TVN, że ośmieszyć się mieli adwokaci zatrzymanego wiceministra, a ośmieszył się on sam.
Prawnik Sadurski grzmiał w studio TVN, że ośmieszyć się mieli adwokaci zatrzymanego wiceministra, a ośmieszył się on sam.
Znów pełnić będziemy rolę sąsiada-wasala, któremu sens i cele polityki dyktować będzie Berlin.
O to chodzi w wyrzucaniu bohaterów z wystawy w Gdańsku. Proste – swoimi postawami przeczą oni tezie, że Polacy to podli żydożercy.
Skoro reseciarze są teraz u władzy, nie ma co się dziwić, że zęby ostrzą na tych, którzy ich intencje i czyny ujawnili.
Haniebne jest to wszystko, co działo się (i dzieje nadal) w sprawie polskiej granicy z Białorusią. Śmierć polskiego żołnierza, prawdopodobne próby ukrycia tego faktu przed opinią publiczną tak długo, jak się da, milczenie władz, czy wreszcie sprawa zakucia w kajdanki i oskarżenia żołnierzy, którzy oddali strzały ostrzegawcze w stronę agresywnych migrantów, to razem jest koktail wybuchowy.
Jeśli minister obrony narodowej widzi, że pojawia się widmo powrotu Zjednoczonej Prawicy do władzy, to plecak ucieczkowy przestaje tak dziwić.
Nie ma takiej rury, której nie można odetkać – śpiewał kiedyś w słynnym przeboju ulubieniec Salonu, niedawno zmarły aktor, Jerzy Stuhr. Nie ma też takiej bzdury, takiego „kota”, którego nie dałoby się wykręcić ogonem – można by dodać, patrząc na wszystkie „fikołki”, jakie wykonuje kółko obecnej władzy tuskobywatelskiej i jej akolitów oraz wyznawców. Wpadli na prowokacji Stanowskiego z filmikiem podesłanym Stonodze, jak śliwka w tęczowy kompot, a i tak – niczym oczadzeni jakimś szalejem – upierali się, że właściciel Kanału Zero sprzyja PiS-owi i Ziobry „nie chciał ruszać”. Ba, pojawiły się wprost formułowane sugestie, że to nieważne, czy film był prawdziwy, czy też był fejkiem, zgrywą, prankiem – gdyż i tak przekazywał prawdziwą treść o rzekomym sprzyjaniu prawicy.
28 czerwca 1914 roku w Sarajewie padły strzały. Kule wymierzone były w austro-węgierskiego następcę tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda. Zginął nie tylko on, ale także jego żona Zofia, śmiertelnie raniona w brzuch. Wydarzenia ze stolicy Bośni i Hercegowiny stały się kamykiem, który miał uruchomić lawinę – miesiąc później wybuchła I wojna światowa pochłaniając miliony istnień ludzkich. Czy wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby kierowca arcyksięcia nie pomylił drogi?
Jest taka znakomita scena w „1984” Orwella, gdy do przemawiającego polityka dociera informacja o nagłej zmianie układu sytuacji politycznej – a dzieje się to w momencie, w którym od dłuższego czasu przemawiał sprzyjając jednej opcji. Polityk natychmiast zmienia narrację, zaczynajac od wskazania, iż wszystko co mówił do tej pory to była jedynie parafraza, rodzaj sarkazmu. I nagle „wróg” okazuje się „przyjacielem”, rzeczywistość czarna staje się biała (lub na odwrót, wszystko jedno).