Za niemieckie pieniądze
Tajemnicą poliszynela jest, że niejeden projekt polityczny w Polsce wspierany jest finansowo przez niemieckie fundacje, niekiedy przybudówki partii politycznych.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Tajemnicą poliszynela jest, że niejeden projekt polityczny w Polsce wspierany jest finansowo przez niemieckie fundacje, niekiedy przybudówki partii politycznych.
Przy okazji lektury „Rymkiewicza. Genealogii” Joanny Lichockiej odświeżyłem sobie „Wieszanie” wybitnego poety i pisarza. To, co z miejsca przygnębia, to rosyjskie łapówki dla króla, duchownych, oficjeli.
Rozważania, czy Polski Ład to program polityczny partii szykującej się do kolejnych zwycięstw wyborczych, czy może program społeczno-gospodarczy na popandemiczne czasy, nie mają większego sensu. Jedno nie wyklucza drugiego. I świetnie zdają sobie z tego sprawę rządzący.
Natura nie znosi próżni. Tylko tym chyba da się wyjaśnić próbę powrotu Bronisława Komorowskiego do polityki. Na całe szczęście w tym momencie to nie Rzeczpospolita, ale Platforma Obywatelska przypomina postaw czerwonego sukna, za który – każdy w swoją stronę – próbują ciągnąć opozycyjni politycy. Sojusz Komorowskiego z Koalicją Polską to klasyczny alians słabych z jeszcze słabszym.
Jedna z najgłośniejszych politologicznych i publicystycznych tez III RP głosi, że Prawo i Sprawiedliwość nie istnieje bez Platformy Obywatelskiej, a PO bez PiS. Dokonujący się właśnie polityczny rozbiór partii Donalda Tuska, Grzegorza Schetyny i Borysa Budki pokazuje całą fałszywość tej tezy.
PO i zaprzyjaźnione z nią media już nie udają, że mają jakikolwiek dobry pomysł na Polskę. Chodzi im tylko o partykularne, małe interesy. Wściekłość, jaką wzbudziły w Platformie pomyślne negocjacje między Mateuszem Morawieckim a Lewicą, ma głęboką przyczynę.
W Polsce niepełnosprawność nie jest przesłanką do priorytetowych szczepień. Tymczasem niepełnosprawność intelektualna – wskazują na to dane międzynarodowe – to drugi po podeszłym wieku czynnik podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu i zgonu w przypadku COVID-19. Mimo apeli środowiska opiekunów osób niepełnosprawnych i organizacji III sektora rząd nie chce zdecydować się na ułatwienie im szczepień. To wielki dramat tych rodzin, bo brak szczepień bardzo często równa się długotrwałemu brakowi rehabilitacji. Ale kontekst jest szerszy.
Polska polityka przypomina równanie z coraz większą liczbą niewiadomych. Niepewność widać i po stronie Zjednoczonej Prawicy, i w szeregach lewicowo-liberalnej opozycji. Ale najważniejsza jest niepewność zwykłych ludzi.
Ziarna smoleńskiej pamięci trafiły między chwasty, kąkole i na urodzajną glebę. Tak było z każdą polską tragedią przez wieki – w jednych klęski naszego państwa i narodu budziły zadumę, zdolność myśli i wolę czynu dla naprawy Rzeczypospolitej. Innych skłaniały do szyderstw, rozpaczy i zaprzaństwa.
Zdumiał mnie hejt na Krzysztofa Krawczyka po jego śmierci. Rzecz jasna, więcej było smutku i żałoby, ale w pewnych rejonach mediów klasycznych i społecznościowych pojawiło się bulgoczące bagienko, w którym próbowano unurzać zmarłego. Najpierw pomyślałem – bzdura, totalna nisza. Ale sprawie tekst poświęcił nawet dziennikarz muzyczny, współpracujący z „Gazetą Wyborczą” Jarek Szubrycht – mocno się hejtowi przeciwstawiając.
Szymon Hołownia i Michał Kobosko próbują zagadać szczepionkowy blamaż. Pisałem niedawno w „Codziennej”, że Hołowni bardzo się spieszy do przyspieszonych wyborów, bo okno możliwości prędzej czy później zacznie się przed nim zamykać. Być może właśnie to się dzieje. A przecież Hołownia mógł sprawę rozegrać zupełnie inaczej. Mógł przyznać, że szczepienia czterdziestolatków to nie taki zły pomysł rządu. I się zaszczepić.
W Warszawie huczy, że w budynkach ambasady Korei Północnej odbywają się nielegalne „covid party”. Ale zjawisko musi być naprawdę szerokie, skoro Kajetan Łukomski, muzyk i dziennikarz radiowy, zdecydował się przerwać zmowę milczenia i w mediach społecznościowych opublikował przed weekendem wpis o nielegalnych imprezach z DJ-ami.
Szymon Hołownia nieustannie podkreśla, że potrzebne są przedterminowe wybory do Sejmu i Senatu. Każda okazja jest dobra – ostatnio zaapelował o samorozwiązanie Sejmu w związku z przejściem posłanki Pawłowskiej z Wiosny do Porozumienia.
Język mówiony i pisany jest żywy, więc jego przemiany można by uznać za coś naturalnego. Kłopot w tym, że w czasach social mediów symboliczna przemoc politycznej poprawności uzyskała potężniejsze niż kiedykolwiek możliwości masowego rażenia.
Pewną popularność na lewicy od jakiegoś czasu zdobywa ideologia zwana antynatalizmem. W jej imię – odwołując się do przeróżnych argumentów – potępia się rodzicielstwo (macierzyństwo i ojcostwo), o dzieciach mówi się zaś w stylu Marty Lempart. W tym momencie antynatalizm wydaje się pewnym dziwactwem czy jeszcze jedną modą, która znalazła dla siebie miejsce w piwnicach lewackiego światka.
W sprawach społecznych lewica kojarzy się dziś opinii publicznej z nieczytelnymi dla większości awanturami w mediach społecznościowych i roztrwonionym w kilka miesięcy poparciem dla Strajku Kobiet. A Prawo i Sprawiedliwość – z kolejną spełnioną obietnicą wyborczą.
Na temat reprywatyzacji i jej ofiar, na czele z bestialskim zabójstwem Jolanty Brzeskiej, zrobiłem przez lata kilka dużych wywiadów i napisałem sporo tekstów. W ciągu tego czasu mur obojętności znacznie się wykruszył, lepiej poznaliśmy mechanizmy reprywatyzacji opartej nie na uczciwych mechanizmach zwrotów majątków, lecz na grubych szwindlach garstki dobrze ustawionych ludzi.
Pojawił się pomysł, bardzo ciekawy moim zdaniem, by Piotr Ikonowicz został nowym rzecznikiem praw obywatelskich. Mielibyśmy pierwszego w III RP człowieka na czele tej instytucji, który jest zdecydowanie po stronie osób uboższych, mniej zarabiających fizycznych pracowników najemnych, ludzi pokrzywdzonych przez transformację i jej kolejne fale, choćby takie jak złodziejska reprywatyzacja.
Tradycyjne media przez długie lata cierpiały na syndrom sztokholmski wobec gigantów internetowych, takich jak Facebook czy Twitter. Choć coraz więcej dowodów wskazywało na to, że są przez nie krok po kroku pożerane i stają się ofiarą ich ekspansywnej polityki, uważano, że tak już musi być.
Słychać głosy, że przeprowadzając zdecydowanie proaborcyjny manewr ideowo-polityczny, PO oddała swój elektorat centroprawicowy. Z jednej strony to spory prezent dla Rafała Trzaskowskiego, który od lat buduje w Warszawie swoje wpływy na lewicy. Z drugiej – kryje się za tym nadzieja, że w kolejnych latach pomoże to odbudować poparcie dla Platformy wśród młodszego pokolenia Polek i Polaków, którzy nawet w mniejszych miastach wyszli jesienią na ulice.