Gang Olsena gra coraz gorzej
Do 2015 r. ekipa Platformy Obywatelskiej stawiała na tanie państwo.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Do 2015 r. ekipa Platformy Obywatelskiej stawiała na tanie państwo.
„Z każdym dniem nieuchronnie rośnie liczba osób, które mogą mnie pocałować w cztery litery” – mniej więcej tak brzmi znane, memogenne powiedzonko. Najwyraźniej Donald Tusk również wziął je za swoją dewizę.
Kierowane przez lewicową polityk Barbarę Nowacką MEN chce zlikwidować domy wczasów dziecięcych. Niedawno decyzję w tej sprawie potwierdziła arcylewacka Katarzyna Lubnauer.
Słyszę, że premier Donald Tusk planuje wielką odyseję kosmiczną. Rok w rok lider Koalicji Obywatelskiej swoim zwyczajem ogłasza wielki przełom, przyspieszenie czy pakiet reform. Zmieniają się tylko nazwy inicjatyw pod publiczkę.
Ustawa o najmie krótkoterminowym miała być dowodem na to, że rząd troszczy się o swoich wyborców z niższej klasy średniej. Skończyło się kolejnym wizerunkowym kryzysem i znacznym rozczarowaniem liberalno-lewicowego elektoratu, który liczył, że nowe prawo ukróci patologie związane z patohotelarstwem. Jak to w przypadku ekipy Donalda Tuska: miało być pięknie, a wyszło gorzej niż źle. Okazuje się przy tym, że to Niemcy piszą polskie prawo.
Zatrzymanie Macieja Świrskiego, byłego prezesa Polskiej Fundacji Narodowej, pokazuje, że władza coraz bardziej obawia się klęski wyborczej. Po kilku latach rząd Donalda Tuska nie może się pochwalić żadnymi sukcesami społeczno-gospodarczymi.
Koalicja Obywatelska i wspierające ją środowiska opinii bardzo liczą na to, że afera szpitalna rozejdzie się po kościach. Temu ma służyć choćby stopniowe wyciszanie wątku Dawida Kacprzyka, złotego dziecka tej partii. Tyle że znacznie istotniejszy jest problem systemowy, z którym lumpenliberalny rząd Donalda Tuska kompletnie sobie nie radzi – bo musiałby wystąpić przeciw własnej logice myślenia i działania. O czym mowa?
Mit tzw. bezpartyjnego fachowca narodził się jeszcze w czasach PRL, gdy „czerwone elity” potrzebowały merytorycznych kadr do zarządzania najróżniejszymi sektorami upaństwowionej gospodarki. I czasem trzeba było sięgać również po tych, których realny socjalizm nie zachwycał.
„Coś tu waniajet” – mawiało się niegdyś, by rosyjskim słowem podkreślić szczególnie dolegliwy smrodek. Gdy przyjrzeć się aferze szpitalnej, z której Koalicja Obywatelska chciała się wyłgać, pozbywając się ze swoich szeregów politycznego beniaminka, czyli Dawida Kacprzyka, nie da się uciec przed podobną konkluzją.
Nie wiadomo, czy „prikaz poszedł z góry”, czy zdecydowały inne kwestie, ale Bartosz Arłukowicz, jeszcze jeden polityk lewicy, który poszedł na żołd Koalicji Obywatelskiej, wziął na siebie obowiązki nieformalnego rzecznika saloniku VIP. I grozi, tumani, przestrasza.
Ośrodki władzy i opinii, którym naprawdę nie jest wszystko jedno, czy Donald Tusk utrzyma władzę w 2027 r., w głośnej sprawie saloniku dla VIP-ów z Koalicji Obywatelskiej usiłują przekierować uwagę na sygnalistę ze Szpitala Południowego w Warszawie.
W Szpitalu Południowym w Warszawie ma funkcjonować „specjalna przychodnia” dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin: ze znacznie szybszą ścieżką przyjęć, kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma badaniami diagnostycznymi w krótkim czasie i osobną poczekalnią.
Gabinet Donald Tuska miota się coraz bardziej. I to w sprawach, które miały zagwarantować mu „dozgonną wdzięczność” elektoratu z wielkomiejskiej klasy średniej na kredyt. Było to dobrze widać w przypadku najmu krótkoterminowego, a jeszcze lepiej pokazuje to rzecz z pozoru drobna, ale wymowna, czyli sprawa darmowej wody w restauracjach. Coraz lepiej jednak widać, że w polskiej polityce najlepiej „wodę leje” szef trzynastogrudniowej ekipy.
Najnowszy raport Banków Żywności jasno wskazuje, że głód i niedożywienie to doświadczenie i cierpienie wielu dzieci w Polsce. Choć osiemsetplusowa polityka wprowadzona za czasów Prawa i Sprawiedliwości zmniejszyła skalę problemu, to nie zniknął on zupełnie. Tym bardziej że do władzy wróciła w Polsce ekipa, której przedstawiciele tłumaczyli niegdyś podobne problemy „brakiem kultury jedzenia śniadań” albo wysyłali głodne dzieci „na szczaw i mirabelki”, rosnące przy nasypach kolejowych. Eksperci przyznają jednak: dzięki wprowadzonemu dekadę temu programowi Rodzina 500 Plus jesteśmy w tych sprawach w zupełnie innym miejscu - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".