Pocałujcie Tuska
„Z każdym dniem nieuchronnie rośnie liczba osób, które mogą mnie pocałować w cztery litery” – mniej więcej tak brzmi znane, memogenne powiedzonko. Najwyraźniej Donald Tusk również wziął je za swoją dewizę.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
„Z każdym dniem nieuchronnie rośnie liczba osób, które mogą mnie pocałować w cztery litery” – mniej więcej tak brzmi znane, memogenne powiedzonko. Najwyraźniej Donald Tusk również wziął je za swoją dewizę.
Kierowane przez lewicową polityk Barbarę Nowacką MEN chce zlikwidować domy wczasów dziecięcych. Niedawno decyzję w tej sprawie potwierdziła arcylewacka Katarzyna Lubnauer.
Słyszę, że premier Donald Tusk planuje wielką odyseję kosmiczną. Rok w rok lider Koalicji Obywatelskiej swoim zwyczajem ogłasza wielki przełom, przyspieszenie czy pakiet reform. Zmieniają się tylko nazwy inicjatyw pod publiczkę.
Ustawa o najmie krótkoterminowym miała być dowodem na to, że rząd troszczy się o swoich wyborców z niższej klasy średniej. Skończyło się kolejnym wizerunkowym kryzysem i znacznym rozczarowaniem liberalno-lewicowego elektoratu, który liczył, że nowe prawo ukróci patologie związane z patohotelarstwem. Jak to w przypadku ekipy Donalda Tuska: miało być pięknie, a wyszło gorzej niż źle. Okazuje się przy tym, że to Niemcy piszą polskie prawo.
Zatrzymanie Macieja Świrskiego, byłego prezesa Polskiej Fundacji Narodowej, pokazuje, że władza coraz bardziej obawia się klęski wyborczej. Po kilku latach rząd Donalda Tuska nie może się pochwalić żadnymi sukcesami społeczno-gospodarczymi.
Koalicja Obywatelska i wspierające ją środowiska opinii bardzo liczą na to, że afera szpitalna rozejdzie się po kościach. Temu ma służyć choćby stopniowe wyciszanie wątku Dawida Kacprzyka, złotego dziecka tej partii. Tyle że znacznie istotniejszy jest problem systemowy, z którym lumpenliberalny rząd Donalda Tuska kompletnie sobie nie radzi – bo musiałby wystąpić przeciw własnej logice myślenia i działania. O czym mowa?
Mit tzw. bezpartyjnego fachowca narodził się jeszcze w czasach PRL, gdy „czerwone elity” potrzebowały merytorycznych kadr do zarządzania najróżniejszymi sektorami upaństwowionej gospodarki. I czasem trzeba było sięgać również po tych, których realny socjalizm nie zachwycał.
„Coś tu waniajet” – mawiało się niegdyś, by rosyjskim słowem podkreślić szczególnie dolegliwy smrodek. Gdy przyjrzeć się aferze szpitalnej, z której Koalicja Obywatelska chciała się wyłgać, pozbywając się ze swoich szeregów politycznego beniaminka, czyli Dawida Kacprzyka, nie da się uciec przed podobną konkluzją.
Nie wiadomo, czy „prikaz poszedł z góry”, czy zdecydowały inne kwestie, ale Bartosz Arłukowicz, jeszcze jeden polityk lewicy, który poszedł na żołd Koalicji Obywatelskiej, wziął na siebie obowiązki nieformalnego rzecznika saloniku VIP. I grozi, tumani, przestrasza.
Ośrodki władzy i opinii, którym naprawdę nie jest wszystko jedno, czy Donald Tusk utrzyma władzę w 2027 r., w głośnej sprawie saloniku dla VIP-ów z Koalicji Obywatelskiej usiłują przekierować uwagę na sygnalistę ze Szpitala Południowego w Warszawie.
W Szpitalu Południowym w Warszawie ma funkcjonować „specjalna przychodnia” dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin: ze znacznie szybszą ścieżką przyjęć, kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma badaniami diagnostycznymi w krótkim czasie i osobną poczekalnią.
Ministerstwo Kultury robi, co może, żeby przekonać opinię publiczną, że rozwiązania typu „rząd płaci artystom ZUS” to skandal. Marta Cienkowska pochyla się nad losem kolejnych artystek, a ludzie pytają, dlaczego mają dopłacać do czyichś bohomazów.
Partia, która przez długie lata nazywała się Platformą Obywatelską, a obecnie Koalicją Obywatelską, jest najbardziej antydemokratyczną formacją na polskiej scenie politycznej. Antydemokratyczna demagogia, ukryta za fasadą liberalno-lewicowych frazesów, najbardziej dała o sobie znać w zeszłym roku, gdy frakcja Romana Giertycha grała narrację o sfałszowanych i nieważnych wyborach prezydenckich. A w tym roku kolesie z krakowskiej KO robili, co mogli – nieskutecznie – by zniechęcić ludzi do wzięcia udziału w referendum.
Obraz Marceliny Zawiszy stojącej w Sejmie przy Donaldzie Tusku, zbitym z pantałyku, na poły rozgniewanym, na poły skonsternowanym celną akcją posłanki Razem, był więcej niż wymowny. W piątek Zawisza usiłowała wręczyć premierowi podpisy 9 tys. osób protestujących przeciwko likwidacji szpitala w Lesku. W tle słychać było głosy posłów wołających: „Byś się wstydził!”.
Miała być uśmiechnięta Polska, jest neoliberalna pożoga. Coraz gorsze wieści dotyczą nie tylko onkologii, ale choćby reumatologii. Spadają notowania rządu i Koalicji Obywatelskiej, ale coraz bardziej złowieszczo brzmi pytanie: czy obecny rząd straci władzę, nim zdąży nieodwracalnie zdemolować publiczną ochronę zdrowia? Na szali jest zdrowie i życie Polaków, coraz wyraźniej traktowanych przez trzynastogrudniowców jak zbędny finansowy koszt w politycznej grze.