Władza straszna i śmieszna
Za komuny Polskę nazywano najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym. Choć to nieco uproszczony obrazek, to dobrze oddawał on nastawienie społeczeństwa do PRL-owskiego reżimu.
Autor nie dodał jeszcze swojego opisu.
Za komuny Polskę nazywano najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym. Choć to nieco uproszczony obrazek, to dobrze oddawał on nastawienie społeczeństwa do PRL-owskiego reżimu.
W piątek wieczór, nie zmieniając adresów, znaleźliśmy się na Białorusi. Donald Tusk od miesięcy peroruje o zagrożeniu ze strony Rosji. Dziś już wiadomo, że największym zagrożeniem dla Polski jest jego rząd.
Szymon Hołownia rozpoczynał karierę polityczną jako herold radykalnej odnowy życia publicznego. Starzy wyjadacze z Koalicji Obywatelskiej szybko ostudzili jego ambicje. Jeszcze przed kilkoma dniami lider Polski 2050 prężył muskuły przed kamerami, sugerując, że wciąż decyduje o miejscu swojej partii w dysfunkcyjnej koalicji rządzącej. Donald Tusk szybko sprowadził go do parteru. Premier co prawda „nie umie w gospodarkę”, ale na bezwzględnym rozgrywaniu słabowitych koalicjantów zna się naprawdę dobrze. Bo wie, że za ich pięknymi słówkami pod publiczkę kryje się „magnetyzm stołków”, które zależą od jego woli.
Polska Federacja Związkowa Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej alarmuje, że środki z rezerwy celowej budżetu państwa na realizację zadania związanego z wypłatą tzw. dodatku terenowego dla pracowników socjalnych mają w tym roku nie zostać przekazane samorządom. Dodatek terenowy to 400 zł – w praktyce pozwalał na wypłacanie nagród lub premii choć trochę ratujących ludziom budżety domowe.
Odejście z rządu Donalda Tuska dwojga polityków Polski 2050, czyli Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i Jana Szyszki, wzbudziło niekłamaną wściekłość polityków i wyborców Koalicji Oligarchicznej, zwanej dla niepoznaki Koalicją Obywatelską.
Aktywizm na rzecz zwierząt staje się formą socialmedialnego terroru i bezprzykładnego linczu, który zastrasza lokalne władze i instytucje publiczne. Doskonale widać to na przykładzie historii prywatnego zoo w Łącznej.
Dziwnym trafem doniesienia o planowanym zamachu na premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza zbiegły się w czasie z trzema wydarzeniami: atakami młodocianych nożowników w niedofinansowanych polskich szkołach; aferą, której głównym bohaterem stał się Michał Kołodziejczak, do niedawna pupil lidera trzynastogrudniowców; przytłaczającym zwycięstwem w Krakowie Łukasza Gibały nad Moniką Piątkowską (Koalicja Obywatelska).
Dawno, dawno temu, czyli w 2009 r., rząd Donalda Tuska wprowadził zmiany finansowania sanepidu, które doprowadziły do poważnych problemów stacji sanitarnych.
Trzeba przyznać Donaldowi Tuskowi, że jak chce, to potrafi… zadbać o własny wizerunek.
Rządząca koalicja oszczędza na opiekunach i osobach z autyzmem.
Słyszę narzekania, że globalna publiczność nigdy się nie dowie, jaka jest prawdziwa fabuła „Lalki”, bo Netflix pokazał zupełnie inną historię. Irytuje mnie to nieco.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie, czyli wskaźniki mikro- i makroekonomiczne, wskazywały, że prędzej czy później zapalą się światła alarmowe dla polskiej gospodarki i finansów publicznych. I tak się stało w ten weekend: agencja ratingowa Moody’s obniżyła Polsce długoterminowy rating z poziomu A2 na A3.
To niezwykłe, w jak krótkim czasie i w niemal każdej sprawie przebiegliśmy od opowieści o błogim końcu historii do niemal apokaliptycznych wieszczb. Niegdysiejsi piewcy resetu, którzy drukowali i zaczytywali się w „Liście Putina do Polaków”, dziś stoją w pierwszym szeregu „dobrze poinformowanych” panikarzy.
Na Campusie Polska Donald Tusk z miedzianym czołem opowiadał, iż w polityce nie trzeba kłamać i w ogóle warto mówić prawdę. Stary nowy premier uwielbia raz po raz wcielić się w rolę naczelnego moralisty politycznego III RP i perorować o przyzwoitości.
„Donald Tusk przejechał kijem po prętach i zostawił z tym Karola Nawrockiego” – tak zapowiadany awans ministra finansów Andrzeja Domańskiego na wicepremiera mają komentować w kuluarach politycy Koalicji Obywatelskiej. Dałoby się to zrozumieć, gdybyśmy opisywali przedszkolaków w piaskownicy, zachwyconych, że ich ukochany herszt w krótkich spodenkach rozwala nóżką zamki z piasku. Ale mówimy o ludziach, którzy odpowiadają za polskie państwo i losy milionów swoich rodaków. I chcą zrobić grabarza budżetu państwa wicepremierem!