Złej woli było zbyt wiele, była zbyt skondensowana, by dało się pozostać na to ślepym i biernym. Dziś patrzę na bezprecedensowy atak na szefostwo TV Republika, widzę mniej lub bardziej jawne zachwyty całą sytuacją ze strony właściwie tych samych ludzi i środowisk i myślę, jak zatruła ich własna nienawiść, jak skarleli przez lata. I jak mało znaczą dla nich ich własne slogany o wolnych mediach, praworządności, demokratycznym państwie. Tylko skala oburzenia w sieci spowodowała, że muszą markować swój zachwyt osuwaniem się Polski w kieszonkową kacapię. To są nasi Europejczycy, to są młodzi, wykształceni z wielkich miast, to są światli liberałowie i nadwrażliwa na swoim punkcie neolewica. A tak naprawdę – banda złośliwych pętaków. To wszystko dzieje się, gdy „nad horyzontem błyska się i słychać szczęk żelaza”.
Kieszonkowa kacapia
Do wiosny 2010 r. nazwałbym się symetrystą z lewicy społecznej. Po 10 kwietnia moja sympatia nieustannie przesuwała się ku Prawu i Sprawiedliwości. Nie mogłem pojąć, że duża część społeczeństwa i znakomita większość środowisk p.o. elit III RP są w stanie aprobować, cieszyć się z plucia na trumny smoleńskich ofiar, przede wszystkim Lecha i Marii Kaczyńskich.