Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polityka

Polityka kłamstw. Krzysztof Wołodźko o strategii władzy w czas kryzysów

Kłamliwa wypowiedź Donalda Tuska na temat zlikwidowanej porodówki w Lesku nie tylko uzmysławia niebotyczną skalę cynizmu premiera. To rzecz oczywista dla każdego, kto pamięta jego wcześniejsze polityczne wolty. Problem w tym, że niemal całe państwo jest dzisiaj na usługach politycznego kłamcy, a rządowa strategia „kłamstwo goni kłamstwo” bardzo źle wróży w czasach mnożących się kryzysów - pisze Krzysztof Wołodźko w "Gazecie Polskiej".

W grudniu 2025 roku na łamach „Gazety Polskiej” opublikowałem artykuł „Wielka draka w służbie zdrowia. Tusk się łatwo nie wywinie”. Pisałem wówczas, że choć szef rządu próbuje przekonywać, że z publiczną ochroną zdrowia pod jego rządami jest wszystko w porządku, realna sytuacja jest – cytując klasyka – „cholernie daleko od okej”. I zaznaczałem, że zapłacą za to zwykli ludzie, choć winni są polityczni drapieżnicy, którzy dwa lata temu znów dorwali się do władzy. Już wówczas jednym z przykładów pogarszającej się sytuacji były dramatyczne losy ostatniej porodówki w Bieszczadach, czyli oddziału położniczo-ginekologicznego w Lesku, o który toczyli boje nie tylko lokalni samorządowcy. Kłopoty oddziału ciągnęły się od lat, ale gdy Prawo i Sprawiedliwość oddawało władzę zimą 2023 roku, porodówka wciąż działała. Pisałem o tym na łamach „Gazety Polskiej Codziennie” we wrześniu ubiegłego roku w artykule „Rząd wygaszania porodówek”: samorządowcy bez skutku dobijali się do drzwi trzynastogrudniowych polityków, całowali klamki w Ministerstwie Zdrowia i resorcie finansów. Na początku lipca ubiegłego roku porodówkę w Lesku zawieszono. Zamknięto ją w ostatni dzień 2025 roku.

Dodajmy rzecz kompletnie zapomnianą lub przemilczaną ostatnio przez mainstreamowe środki przekazu: w kampanii wyborczej Donald Tusk obiecywał, że przetrwanie porodówki w Lesku to dla niego priorytet. 

Dużo kitu, czyli Tusk w TVN24

Pozwolę sobie na krótkie zestawienie na podstawie danych branżowego portalu Termedia.pl. W ubiegłym roku – poza Leskiem – zamknięto porodówki w następujących miejscowościach w Polsce: Więcborku, Parczewie, Włodawie, Janowie Lubelskim, Międzyrzeczu, Głownie, Brzesku, Olkuszu, Krynicy-Zdroju, Tuchowie, Kozienicach, Iłży, Sierpcu, Mławie, Nisku, Przeworsku, Leżajsku, Sejnach, Kolnie, Miastku, Częstochowie, Knurowie, Żorach, Busku-Zdroju, Staszowie, Jędrzejowie, Nowym Mieście, Ostródzie, Biskupcu, Rawiczu, Chodzieży, Gostyniu, Nowym Tomyślu, Gryfinie. Patrząc na mnogość tych miejscowości – jak Polska długa i szeroka – odnieść można wrażenie, że pan premier wywinął się ze sprawy niewielkim kosztem. Szczególnie po tym, gdy w studio TVN24 w programie „#BezKitu” (o ironio!) ściemniał w żywe oczy ludziom z młodzieżówki partii Razem, że przecież porodówka w Lesku wciąż działa.

Inna rzecz, że – bardzo przepraszam – cholernie łatwo zbić z tropu towarzyszy i towarzyszki Adriana Zandberga. No ale lewica tak już jest w Polsce socjalizowana, że wobec prawicy przy każdej okazji stroszy się, fuka, focha i jeży, a wobec liberalnych dziadersów zachowuje się – z paroma wyjątkami – jak ugrzeczniony „pieseł z memów”. I gdyby nie to, że kłamstwo było tak grubymi nićmi szyte, gdyby nie fakt, że pielęgniarki i położne z Leska nie mają powodów, by ubierać w ładne słówka łgarstwa Tuska, sprawa rozeszłaby się zupełnie po kościach. Nawet wypróbowany aktyw wyborczy Koalicji Obywatelskiej mógł jedynie zazgrzytać zębami z wściekłością, gdy Magdalena Dąbrowska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy leskim szpitalu, powiedziała krótko: „Premier powiedział nieprawdę, porodówki nie ma”.

KO w swoim żywiole

Gdyby ktoś chciał nam sprzedać zepsuty samochód, w żywe oczy łżąc, że to wspaniałe auto po kapitalnym remoncie i na chodzie, to – w zależności od okoliczności – albo zasłużyłby sobie na szyderstwo i machnięcie ręką, albo dostałby szturchańca od bardziej krewkiego kontrahenta. Donald Tusk, choć jako szef rządu ponosi odpowiedzialność za decyzje swoich podwładnych i kierowanych przez nich resortów, wyłgał się póki co dość łatwo. Zastosował strategię „sorry-no-sorry”, czyli schował się w cieniu i wypchnął przed tłum Adama Szłapkę. Rzecznik prasowy rządu tym razem weźmie pensję za rzeczywiście nieprzyjemną robotę: musiał świecić oczami przed opinią publiczną za jawne łgarstwo szefa. Póki co sprawa została medialnie rozmyta, przy dużej pomocy liberalnych środków przekazu. Przynajmniej na razie, bo ta historia przyda się jeszcze obecnej opozycji w czasach kampanii wyborczej. Tyle że polityczne gry to jedno – decyzje rządu i kłamstwa premiera już uderzają w zwykłych ludzi. Już dziś można powiedzieć, że w Polsce demontowane są ostatnie nitki infrastrukturalne, na których trzymają się dychawiczna odporność społeczna i nasza demograficzna przyszłość. Rząd, który uwielbia perorować o polskim bezpieczeństwie (zostawmy na boku kwestie, na ile w tych sprawach jest wiarygodny), zwija państwo. Nie dzieje się nic niezwykłego – Koalicja Obywatelska znów jest w swoim żywiole.

Czy ktoś jeszcze pamięta słowa wypowiedziane przez Donalda Tuska jeszcze przed 13 grudnia 2023 roku: „Niech skończy się wreszcie władza, która wbrew zapewnieniom, wbrew obietnicom ma tak arogancki, tak pełen pogardy i lekceważenia [stosunek – przyp. red.] do tych, którzy są dalej od stolicy”. Dziwnym trafem salonowe autorytety nie przytaczają tych słów w największych stołecznych redakcjach, nie epatują nimi na TikToku. A przecież najlepiej pokazują one skalę cynizmu obecnego rządu. Bo nie chodzi tylko o Tuska i jego nieźle już opisaną polityczną filozofię kłamstwa. Prawdziwym dramatem, wielkim niebezpieczeństwem sytuacji jest to, że w razie dużego, naprawdę znacznego kryzysu społeczeństwo nie może liczyć na władzę, bo ta będzie zainteresowana przede wszystkim podtrzymywaniem iluzji na temat swoich sukcesów.  

Pytanie o realną kondycję Polski

Mamy obecnie w Polsce władzę, która w momencie kryzysu gotowa jest mówić, że nic złego się nie dzieje. Albo tak przekierowywać uwagę, żeby ludzie bardziej byli zainteresowani nienawiścią do opozycji niźli zaniepokojeni kondycją państwa. Przykład Leska jest świeży i dojmujący, ale z bardzo podobnym scenariuszem mieliśmy do czynienia jesienią 2024 roku, w czasie powodzi na południu Polski. Tusk najpierw wygłaszał PR-owskie, uspokajające formułki – dopiero później, gdy było naprawdę źle, przeistoczył się w zatroskanego lidera. To by nie pomogło, gdyby Wrocław poszedł pod wodę. Tuska uratował zbiornik w Raciborzu Dolnym postawiony w latach 2017–2020. Tak, budowę rozpoczęto wcześniej, ale rzadko kto pamięta, że po drodze był jeszcze raport Najwyższej Izby Kontroli, który wprost wskazywał, że ostatnie lata rządów koalicji PO-PSL po prostu zmarnotrawiono.

Rządy Donalda Tuska to wciąż powtarzający się schemat publicznych kłamstw, marnotrawionego czasu, karygodnych zaniechań, antyspołecznych decyzji, których dalekosiężne skutki rozciągają się na dekady. Kłamstwo dotyczące Leska to nie tylko kwestia tuskowego pomysłu na politykę. Fikcje i fakty, którymi operuje szef rządu, to lewary publicznych decyzji, inwestycji, strategii rządu, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo i dobrostan milionów Polek i Polaków. Każde kłamstwo premiera, jego strategia szczucia na przeciwników politycznych, próby przekierowania uwagi i emocji opinii publicznej z pomocą social mediów współtworzą naszą rzeczywistość. I rodzą pytanie: jakie zaufanie do szefa rządu mogą mieć nasi sojusznicy, inwestorzy, zwykli ludzie, skoro na naszych oczach buduje orwellowską rzeczywistość? Jaka prawda o obecnej kondycji naszego kraju ukrywa się za kłamstwami Donalda Tuska? To jedno z najważniejszych dzisiaj pytań politycznych. Tylko że elity III RP zrobią wszystko, by nie padało ono zbyt często i nie wybrzmiało zbyt głośno.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej