Branżowe serwisy pełne są tego rodzaju doniesień, lecz zwykle koncentrują się one – słusznie – na dużej skali zwolnień. Znamienne jest jeszcze coś: masowo upadają firmy zakładane w czasach, gdy Polsce obiecywano tylko świetlaną przyszłość. Przy okazji często mówiono robotnikom: trochę pocierpicie, a później będzie tylko lepiej. Dziś się okazuje, że za rządów Donalda Tuska historia zatacza koło: upadają firmy, które miały zastąpić socjalistyczną gospodarkę centralnie planowaną i na których miał się opierać w Polsce kapitalistyczny dobrobyt. To naprawdę podła lekcja historii. Także moje pokolenie nasłuchało się w „najntisach” wielu obietnic, a później musiało wędrować na Zachód za chlebem. Dziwnym trafem najwięcej niedotrzymanych obietnic złożyli Polakom i Polkom liberałowie i postkomuniści.
Kraj złamanych obietnic
Zamykają się firmy, które powstały jeszcze w początkach transformacji albo jako prywatne, rodzime biznesy, albo jako duże filie zagranicznych potentatów. To choćby przykład szwedzkiej firmy Garo ze Szczecina, spółki Grant z Ostrowca Świętokrzyskiego, przedsiębiorstwa Eisberg z Legnicy, firmy Markos z Głobina koło Słupska czy Elektrorem z Janikowa koło Inowrocławia.